
Wrogowie wydali mi się potwornymi, drapieżnymi bestiami. Krzyknąłem "Panie! Boję się,że nas zabiją i zjedzą" "Nie, synku. Zawiozą nad do Algieru i sprzedadzą" /fragment książki/
REKLAMA
Nam, współczesnym słowo „niewolnik” kojarzy się z mrocznym dziedzictwem Stanów Zjednoczonych, z tysiącami czarnoskórych porywanych ze swoich wiosek, wywożonych, traktowanych niczym bydło, pozbawionych, aż do drugiej połowy XX wieku, pełni praw obywatelskich . Tymczasem niewolnictwo, stare jak świat, dotykało również ludzi białych. Oni również byli napadani, więzieni, zmuszani do wyczerpującej pracy, torturowani i zmuszani do porzucania własnej tożsamości. Wydaje się to jednak nieprawdopodobne- biały człowiek w XVII i XVIII wieku miał przewagę techniczną nad ludami zamieszkującymi Afrykę Północną. Jak więc się stało, że nie potrafił użyć tej przewagi, tak jak dziś używa jej w Iraku czy Afganistanie? Jak to się stało, że Anglia, kraj przecież morski nie potrafił skutecznie ochronić własnej floty handlowej? Na te i inne pytania odpowiada nam Giles Milton w książce „Białe złoto”. Ale „Białe złoto” to nie tylko zapis słabości dyplomacji państw europejskich, czy też braku woli i siły do pokonania zdecydowanego na wszystko islamskiego despoty. Książka ta jest wstrząsającym zapisem życia człowieka, którego pozbawiono prawa do decydowania o własnym życiu, którego zmuszono do zmiany religii, zawarcia małżeństwa, wreszcie służby dla swego ciemiężcy, wreszcie człowieka, którego mimo wszystko nie złamano, który wbrew wszystkiemu marzył o tym, co jest najcenniejsze- o wolności. Słowem książka wstrząsająca, ale dająca nadzieję, że nikogo nie można złamać do końca, że w każdej sytuacji możemy pozostać sobą, a zależy to tylko od naszej woli.
„Białe złoto” jest chyba jedną z najtrudniejszych do zrecenzowania książek. Recenzent wie, że nie uda mu się oddać nastroju książki bez jej streszczenia. Tego jednak poważnemu recenzentowi robić nie wolno, odbierałoby to bowiem potencjalnemu czytelnikowi przyjemność lektury. Cóż więc mogę napisać o „Białym złocie”? Chyba tylko to, że naprawdę warto ją przeczytać.
„Białe złoto” jest chyba jedną z najtrudniejszych do zrecenzowania książek. Recenzent wie, że nie uda mu się oddać nastroju książki bez jej streszczenia. Tego jednak poważnemu recenzentowi robić nie wolno, odbierałoby to bowiem potencjalnemu czytelnikowi przyjemność lektury. Cóż więc mogę napisać o „Białym złocie”? Chyba tylko to, że naprawdę warto ją przeczytać.
