
„Niech na świecie będzie jeden człowiek, który przeżyje życie od początku do końca, nie wiedząc nic o wojnie”
REKLAMA
Z prozą Dawida Grosmana miałem okazję zetknąć się przy lekturze jego książki „Tam, gdzie kończy się kraj”. Wiedziałem więc, że samo nazwisko autora zagwarantuje mi niezłą lekturę i przyznam, że się nie zawiodłem.
„Patrz pod: miłość” to jedno z wczesnych dzieł Grosmana. Autor mierzy się w niej z pamięcią o Zagładzie. Jak o niej mówić, jak ją wspominać, by nie przedstawiać młodemu pokoleniu fałszywego jej obrazu., a tym samym nie relatywizować jej w oczach przyszłych pokoleń. W tym właśnie celu Autor podzielił swą opowieść na trzy, powiązane ze sobą, części. W pierwszej z nich mały chłopiec samodzielnie odkrywa przeszłość swoich rodziców. We wczesnym dzieciństwie zdawał sobie sprawę, że jego ojciec mieszkał w kraju, którego nazwa brzmiała TAM. W kraju tym musiał być kimś ważnym, chyba komandosem, przyjacielem innego dzielnego komandosa, którego imię brzmiało Sonder. Dopiero kiedy do rodziny trafia przyszywany dziadek chłopca, ten zaczyna poznawać trudną prawdę czasów, kiedy cena ludzkiego życia była niewielka. Chłopiec doznaje wstrząsu i podejmuje walkę z bestią, o której wie tylko tyle, że jest niebezpieczna.
W drugiej części Autor dalej zajmuje się poszukiwaniem prawdy o przeszłości. Tym razem przykrywką jest poszukiwanie zagubionej powieści Brunona Schulza. Autor tworzy w niej alternatywną historię życia pisarza, w której Schulzowi udaje się uniknąć śmierci w Drohobyczu i znaleźć schronienie w jednej z nadmorskich miejscowości. Samo wykreowanie tej historii jest wynikiem lęku przed zrozumieniem istoty tamtych czasów, istoty, którą poznajemy w części trzeciej. Część trzecia jest bowiem ukoronowaniem całej powieści. Poznajemy w niej relację człowieka, któremu los nie oszczędził niczego, z wyjątkiem śmierci. Anszel Wasserman, przyszywany dziadek chłopca, był obserwatorem wszystkich niemieckich zbrodni. Kaprys losu dał mu nieśmiertelność, dar dla nas cenny, dla niego będący przekleństwem. Ten niespełniony pisarz podejmuje swoistą grę z niemieckim komendantem obozu zagłady. W zamian za opowieści, które mają rozerwać zbrodniarza, uzyskuje obietnicę skrócenia życia. Przecież w końcu musi się udać- taki jest tok rozumowania Wassermana. Tym samym dochodzimy do powtórki opowieści Szeherezady, z tym jednak wyjątkiem, że nagrodą ma być śmierć. Wasserman podejmuje jednocześnie próbę zachwiania w Niemcu jego twardego, nazistowskiego kręgosłupa. Czy to się uda?
Samą książkę kończy swoisty słownik, w którym Grosman stara się przekazać nam, czytającym jego książkę, istotę tamtych czasów. Bowiem bez tego słownika, my, obecnie żyjący, nie zrozumiemy ich. Nie zrozumiemy tego, że "człowiek może wszystko znienawidzić, każdą rzecz na świecie, ale niczego nie znienawidzi mocniej niż drugiego człowieka".
