Anna K. Kłys
Brudne serca
Jak zafałszowaliśmy historię chłopców z lasu i ubeków
Anna K. Kłys Brudne serca Jak zafałszowaliśmy historię chłopców z lasu i ubeków wydawnictwo Wielka Litera

Zakłamywanie powojennej rzeczywistości w Polsce stało się niejako tradycją. Nic dziwnego, należymy bowiem do narodu, który cierpi na kompleks niewinności, toteż każdy, kto będzie relacjonować te czasy będzie to robić w dwóch barwach- czerni i bieli. W opowieściach tych będzie przewijać się mit, w którym jedni będą wspaniałymi rycerzami w lśniących zbrojach, drudzy zaś plugawymi istotami niegodnymi miana człowieka. Taki westernowy obraz jest wygodny, uwalnia bowiem piszących od jakiejkolwiek refleksji i zadumy. Na obrazie tym powstaje jednak coraz więcej rys. I jedną z nich czyni książka Anny Kłys.

REKLAMA
Przyczynkiem do napisania tej książki stała się historia dwóch młodych Wielkopolan. Obaj tuż po wyzwoleniu Wielkopolski wstępują do MO, obaj widzą w tym szansę zrobienia kariery i wyrwania się z dotychczasowego życia. Zupełny przypadek sprawia, że jeden z nich staje się „żołnierzem wyklętym” drugi zaś ubeckim wykonawcą wyroków śmierci.
Jak milicjant może stać się żołnierzem wyklętym? Wystarczyło przypadkowo zabić rosyjskiego marudera. Ukrywający się przed dawnymi kolegami milicjant nawiązuje kontakt z samozwańczym podziemiem. Omamiony perspektywą dołączenia do oddziałów, które posiadają artylerię i czołgi, a także rychłą perspektywą wojny nuklearnej rozpoczętej z terytorium Turcji rusza do walki z wierną sowietom żydokomuną. Pierwsza akcja jest jednocześnie ostatnią. Schwytany, osądzony i skazany na śmierć, zostaje rozstrzelany w lasach koło podpoznańskich Gądek. Oprawcą jest jego rówieśnik, któremu udało się przejść z milicji do UB. Losy ubeckiego kata są jeszcze bardziej poplątane. Mimo wiernej służby jest niedoceniany przez zwierzchników. Chce odejść z tej służby jednak nie może. Zbyt dużo wie? A może jest skuteczny? Autorka stara się zrozumieć mechanizm rządzący jego procesem myślowym. Ot jeszcze jeden godny politowania człowiek, miernota tego świata.
Jednak nie te dwie historie wzbudziły moje zainteresowanie. Książka Anny Kłys ma swoje drugie, nieskrywane dno. Oto bowiem autorka dowiaduje się o tym, iż jej ojciec był przez kilka lat oficerem Służby Bezpieczeństwa i brał udział w operacji zaszczucia jednego z przedstawicieli poznańskiej adwokatury. Dla zdecydowanej antykomunistki jest to szok. Próbuje dowiedzieć się czegoś więcej, jednak próby te, opisane w książce, przypominają nieco postawę bohatera jednej z sowieckich książek propagandowych. Autorka wchodzi w rolę swego ojca z czasów esbeckiej przeszłości. Nie należy jej za to winić, szok, brak umiejętności komunikacji, być może wcześniejsze nieporozumienia rodzinne musiały zamienić wyjaśniające rozmowy w koszmar. Koszmar zarówno dla niej, jak i całej rodziny, koszmar, który skończył się trwałym rozbiciem rodzinnych więzów.
Przyznam, że w tym miejscu poczułem niesmak. Oto bowiem wyobraziłem sobie rozmowę, w której strona silniejsza, poszukująca prawdy córka, staje twarzą w twarz ze stroną słabszą, starym ojcem. Dialog, jak wiemy, można prowadzić na wiele sposobów. Jak jednak musiał wyglądać ten dialog, skoro zakończyła go wykrzyczana deklaracja o przeprosinach wobec całego świata za każdą, zarówno popełnioną, jak i nie popełnioną winę? Czy czterdziestoletnia kobieta nie zdaje sobie sprawy z tego, że kreowanie samego siebie na ideał w oczach dziecka nie jest tą pozą, która ma uchronić to dziecko przed błędami rodziców? Dlaczego więc poczuła się zdradzona i oszukana przez swego ojca? Czym w ogóle jest zdrada? Chwała jednak Autorce za to, że nie poszła drogą tak dziś popularną i nie wymyśliła sobie babci, która stała w opozycji wobec ojca i jego pracy. Jednak ta rodzinna wiwisekcja nie dała jej niczego, oprócz trwałego konfliktu rodzinnego. Nie pociesza też konkluzja o tym, iż jej problem dotyczyć może tysięcy polskich rodzin. Wszak na trzystu obywateli Polski, włączając w to noworodków, przypadał jeden współpracownik UB lub SB. Należy obawiać się, że powszechna ogólnonarodowa wiwisekcja przyniesie znacznie gorsze skutki niż rozłam po smoleńskiej tragedii. Nie bronię tu polityki grubej kreski czy zamykania akt służb specjalnych, wiem jednak, że jako naród nie dorośliśmy do prawdy, do pełnego pokory spojrzenia na nasze narodowe wady.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?