Anatolij Marczenko
Moje zeznania
Anatolij Marczenko Moje zeznania ośrodek Karta

Przeciętny polski czytelnik niewiele wie o realiach funkcjonowania dysydentów w radzieckiej rzeczywistości. Przyznam, że moja wiedza na ten temat też jest dość skromna. Z tego względu ucieszyła mnie książka Anatolija Marczenki „Moje zeznanie”.

REKLAMA
Wstrząsający dokument. To pierwsze zdanie, które przyszło mi do głowy po lekturze świadectwa Marczenki. Po chwili zdanie to wydało mi się banalne. Bo czyż możemy znaleźć słowa, którymi można opisać drogę życiową Autora?
Anatolij Marczenko należał do pokolenia, którego młodość upłynęła pod znakiem chruszczowowskiej odwilży. Wierzył, podobnie jak wielu swoich rówieśników, że czasy terroru i bezprawia, czasy stalinowskie minęły w jego ojczyźnie bezpowrotnie. Przypadek sprawił, że Marczenko został oskarżony o przestępstwo, którego nie popełnił. Skazany, uciekł z łagru, a następnie zostaje schwytany przy próbie ucieczki z ZSRR. Od tej chwili Marczenko przechodzi przyspieszoną szkołę życia. Jak należy żyć, aby nikogo nie skrzywdzić, jak żyć, by móc każdemu spojrzeć prosto w oczy. Łagry epoki Chruszczowa i pierwszych lat panowania Breżniewa są trudnymi czasami dla jemu podobnych. To lata, w których zaczynali dopiero pojmować, iż przemiany po referacie Chruszczowa są fasadowe. Być może czasy się zmieniły, nie żył już Stalin, żyło jednak wielu takich, którzy nie przyjmowali tych przemian do wiadomości. Tym ludziom nie podobali się tacy jak Marczenko, tacy, którym przeszkadzała fasadowość zmian i pozorne zapisy w prawodawstwie ZSRR. Powrót do stalinowskiej rzeczywistości był jednak niemożliwy. Ludzie, którzy chcieli posiąść wiedzę o świecie, o historii czy polityce znajdowali taką możliwość. Choćby w łagrze, jak Anatolij Marczenko.
Zeznania Marczenki to cenny dokument. Autor pracował nad nim w pierwszym okresie po opuszczeniu mordwińskich łagrów. Nie mogąc prowadzić tam notatek musiał bazować na własnej pamięci. Czy można zapamiętać z taką dokładnością sześć lat własnego życia? Czy można je wiernie odtworzyć dla potomnych? Marczenko udowodnił, że jest to możliwe. Precyzyjnie opisywał bezprawie, którego był świadkiem, więźniów, strażników i łagrową codzienność. Bezlitośnie obnaża w nim mentalność strażników i naczelników łagrów. Ludzie ci mają jedyną odpowiedź na trudne pytania. Odpowiedzią tą są represje.
Marczenko przewidywał, że książka ta sprowadzi na niego kolejne kłopoty z władzą. Tak się stało. Jego wspomnienia wydane w samizdacie pociągnęły za sobą falę represji, które miały skłonić Autora do emigracji. Marczenko jednak wiedział, że bardziej jest potrzebny w swojej ojczyźnie, że może w niej bronić praw człowieka. I zasadzie tej pozostał wierny aż do śmierci na początku gorbaczowskiej pierestrojki. Działalność swą okupił sześciokrotnym uwięzieniem i utratą zdrowia. Los Marczenki będzie wiec wyrzutem dla każdego, kto dziś rości sobie prawa do miana skrzywdzonego przez komunistyczny system.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?