Raja Shehadeh
Dziennik czasu okupacji
Raja Shehadeh Dziennik czasu okupacji wydawnictwo Karakter

Dwa lata to dużo czasu. Dwa lata to ponad siedemset dni, a każdego dnia zdarzyć się może wszystko. Każdy dzień może zmienić wszystko w życiu takiego człowieka jak Raja Shehadeh. I każdego dnia można stracić wszelką nadzieję, nadzieję na wolny kraj.

REKLAMA
Grudzień 2009 roku był takim sobie zwykłym miesiącem na Zachodnim Brzegu. Ataki kamieniami na samochody osadników, protesty przeciw budowie muru bezpieczeństwa w okolicach jednej z wiosek, ataki nożownika, protesty przeciw próbom wstrzymania rozbudowy osiedli, a gdzieś tam w tle prezydent Autonomii i premier Izraela udają, iż wierzą w możliwość dojścia do kompromisu.
Jednak to wielka polityka w małym kraju. W tym kraju żyje zwykły mały człowiek, autor "Dziennika czasu okupacji". Raja Shehadeh jest człowiekiem, który nie pasuje do otoczenia. Arab – chrześcijanin, którego ojciec wierzył w realność porozumienia izraelsko palestyńskiego. Palestyńczyk, który nie angażował się w walkę zbrojną wierząc, że jego działalność w organizacji broniącej praw człowieka jest formą walki. Dziś to człowiek zmęczony. Świat widziany oczami Shehadeha nie nastraja optymizmem. Przynajmniej z punktu widzenia zwykłego Palestyńczyka.
Nastrój zniechęcenia i przygnębienia przerzuca Autor na czytelnika. Czytelnik ma nieodparte wrażenie, iż Shehadeh narzuca swój tok myślenia. Oczywiście jest to prawem każdego piszącego pamiętniki. Od czytelnika zależy jednak jak będzie przyjmować przedstawianą mu wizję świata. W wielu punktach wizja ta jest słuszna. Autor, podobnie jak jego ojciec, pogodził się z tym, że zmiany polityczno geograficzne na Bliskim Wschodzie są zmianami nieodwracalnymi. Rodzina Shehadeh nigdy nie wróci do rodzinnej Jaffy, nigdy też nie odzyska swej dawnej świetności. Z punktu widzenia interesów palestyńskich najważniejsze jest dogadanie się z przeciwnikiem i wynegocjowanie jak najkorzystniejszych warunków pokojowych. Czy jest to jednak możliwe? Podział społeczeństwa palestyńskiego pogłębił się na tyle, że nie można wypracować jednolitego palestyńskiego stanowiska w rozmowach ze światem zewnętrznym. Mamy tak naprawdę dwa społeczeństwa palestyńskie. Radykałowie chcą wszystkiego i będą torpedować wysiłki tych, którzy chcą częściowego choć sukcesu. Nic dziwnego, zwolennicy rewolucji są bardziej atrakcyjni od tych, którzy chcą ewolucji. Z tego względu nie tylko wielu Izraelczyków, ale też i wielu Palestyńczyków będzie uważać porozumienia z Oslo za zdradę interesów narodowych. Jak widać marzący o Wielkim Izraelu mają wiele wspólnego ze snującymi wizję o Palestynie „od morza po rzekę”. Gdzie jest jednak miejsce dla zwykłych ludzi? Wydaje się, że będą zmuszeni odejść w niebyt, że słuszną jest wizja Oriany Fallaci, która przyszłą wojnę widziała między pijącymi wino, a stroniącymi od niego, że konflikt, który zniszczy nasz glob będzie konfliktem stricte religijnym, który jednak nie rozpocznie się od sporu między ludźmi wyznającymi różne religie. Ten konflikt już jest widoczny jako religijne radykalizacje grup wyznaniowych. Pierwszymi zaś ofiarami będą ludzie tacy jak Raja Shehadeh.
Czy jest nadzieja na zmiany? Czy w Palestynie może odbyć się kolejna odsłona arabskiej wiosny? Autor jest sceptyczny. To już nie jest ta sama Palestyna zdolna do kolejnej infitiady. Zachodniego Brzegu nie zamieszkują ludzie zdolni do czynnego oporu. Ich ostatnią bronią jest ten bierny opór, opór nie tylko przeciw powstającym osiedlom, ale i dewastacji przyrody.
Raja Shehadeh nie ukrywa swej niechęci wobec Izraela, nie nawołuje jednak do buntu. Wie, że to droga donikąd, że prowadzi do bestialstw takich jak lincz na izraelskich żołnierzach w Ramallah w 2002 roku.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?