
Po opowiadania Anais Nin czytelnicy będą sięgać z różnych powodów. Jedni po to, by przeczytać znakomite, pobudzające krążenie krwi, opisy scen erotycznych. Inni z kolei będą chcieli sprawdzić jak wyglądał język erotyki z czasów naszych babć i dziadków. Jeszcze inni będą chcieli poznać samą Autorkę od strony jej erotycznych zachcianek. Wszyscy mogą poczuć się spełnieni i zawiedzeni jednocześnie. Ananis Nin nazwała bowiem swe opowiadania przygodą w świecie prostytucji. Czy słusznie?
REKLAMA
Anais Nin. Pierwsze słowo, które kojarzy się z tym nazwiskiem to seks. Czy seks stanowił jedyną treść jej życia? Wszak opowiadania, które składają się na tomik „Małe ptaszki” były pisane na zamówienie, specjalnie dla jednego czytelnika. Pisane dla kawałka chleba erotyki, stały się klasyką gatunku. Nic dziwnego, Anais Nin oparła się pokusie napisania drugich „Pamiętników Fanny Hill” tworząc zupełnie coś nowego.
Przyznam, że mimowolnie uśmiechałem się czytając „Małe ptaszki”. Mamy oto rok 2014, żyjemy w czasach, kiedy wszelkie tabu zostały złamane, wszystko przed nami zostało odkryte. Pokolenie dzieci - kwiatów przeprowadziło za nas rewolucję obyczajową, a internet nie pozwoli na restytucję purytanizmu. Z perspektywy czytelnika żyjącego w moich czasach, opowiadania Anais Nin wydawać się mogą tak samo archaiczne, jak opisy żmudnych doświadczeń w laboratoriach chemicznych. Pamiętajmy jednak, że pisane były one w zupełnie innych czasach, czasach, kiedy ze stoperem w dłoni liczono długość pocałunku na ekranie, a nieprzyzwoitym było pokazywanie ud.
Archaiczność ta ma jednak swoje zalety. Najważniejszą jest kwiecisty język, już nie spotykany w dzisiejszych czasach. Fantazyjne, poetyckie wręcz określenia sprawiają, iż nawet najbardziej wyuzdane opisy nie będą razić czytelnika. Seks można bowiem przedstawić na wiele sposobów. Można sprowadzić go do zwykłego aktu prokreacyjnego, można też pokazać, że jest on sposobem na spędzenie czasu. Czy będzie to jednak obraz prawdziwy? Nasze pokolenie fetyszyzuje seks, zapominając o starej prawdzie. A prawda ta, którą przypomina nam Anais Nin jest banalnie prosta. Najbardziej erogennym organem człowieka jest mózg.
