Raja Shehadeh
Palestyńskie wędrówki
Raja Shehadeh Palestyńskie wędrówki wydawnictwo Karakter

Konflikt palestyńsko izraelski to odwieczny temat burzliwych rozmów pełnych zacietrzewienia obu stron konfliktu. W tych rozmowach próżno szukać dróg kompromisu. Wydaje się więc, ze konflikt ten jest nierozwiązywalny. I im dłużej będzie on trwać, tym trudniej będzie znaleźć rozwiązania akceptowalne dla obu stron. Tym bardziej, że pierwszy etap na drodze pokoju, porozumienia z Oslo, są krytykowane przez obie strony.

REKLAMA
„Palestyńczycy nigdy nie przepuścili okazji, by zmarnować okazję” Te słowa wypowiedziane przez izraelskiego polityka, Abbę Ebana dźwięczały mi w uszach, kiedy czytałem „Palestyńskie wędrówki” Shehadeha. Zastanawiałem się czy ten cytat nie ocenia zbyt surowo polityki przywódców Autonomii Palestyńskiej, jednak wnioski, które narzuca nam Raja Shehadeh uprawniają do jeszcze bardziej surowych recenzji polityki Jasera Arafata i Mahmuda Abbasa.
Historia, którą opowiada Raja Shehadeh jest nam znana. Izraelskie osiedla na Zachodnim Brzegu, Autonomia Palestyńska, rozmowy prowadzone dla samych rozmów, obustronna niechęć, pogarda, gniew, zamachy a wreszcie mur i autostrady, które mają zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Słowem pokłosie porozumień z Oslo, porozumień, które miały zakończyć, a które zaogniły konflikt. Ta znana nam historia opisywana jest z punktu widzenia najbardziej chyba sfrustrowanego człowieka żyjącego w Ramallah.
Raja Shehadeh, bo o nim mowa, był od początku sceptycznie nastawiony do wynegocjowanych w Oslo porozumień. Widział w nich narzędzie do umacniania izraelskiego żywiołu na Zachodnim Brzegu, znał też charakter swoich rodaków i wiedział, że wewnętrzne skłócenie i brak przygotowania politycznego przywódców mogą tylko zaszkodzić sprawie palestyńskiej. Swe frustracje Shehadeh zawarł właśnie w Palestyńskich wędrówkach.
Siedem wycieczek, na które Autor zabiera czytelników, stają się pretekstem do opisania zmian, jakie zachodzą w krajobrazie znanym mu od dzieciństwa i wypowiedzenia swego politycznego i życiowego credo. Shehadeh nie cierpiąc brzmienia języka hebrajskiego, nie odmawia Izraelczykom prawa do własnej państwowości. Realne spojrzenie na świat każe mu zapomnieć o domu, który jego dziadkowie pozostawili w Jaffie, jego dom znajduje się w Ramallah, nie nawołuje też do krwawych rozwiązań, do wywołania kolejnej intifady. Shehadeh chce po prostu spokojnie żyć we własnym domu i chce spokojnie wędrować po wzgórzach, które poznał w dzieciństwie. Czy to zbyt dużo? A może dla niektórych zbyt mało. Tacy ludzie jak Raja Shehadeh uwierać będą radykałów obu stron konfliktu. Dla jednych będą niebezpiecznymi lewakami, którzy usprawiedliwiają terrorystów, dla drugich zaś zdrajcami narodowej sprawy. I to właśnie będą najbardziej przygnębiające wnioski z lektury Palestyńskich wędrówek.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?