
Morderca przenoszący się w czasie. Dziewczyna, która chce się dowiedzieć, chciał ją zabić. I Dom, który emanuje morderczą energią.
REKLAMA
Mamy modę na pisanie powieści, które pasować będą do kilku gatunków literackich. Często nie jest to udana mieszanka. Lauren Beukes się jednak udało. Można tą książkę nazwać thrillerem, ale jest również fantastyką. Oba wątki, ten kryminalny i fantastyczny, są ze sobą mocno splecione. Morderstwa odbywają się podczas podróży w czasie, a to przenoszenie się jest nakazem Domu – unowocześnionej wersji Tardis, wehikułu czasu i przestrzeni- zabijania lśniących dziewczyn.
Lauren Beukes to pochodząca z RPA dziennikarka i pisarka. Oprócz tego jest scenarzystką komiksów, z których żaden nie został wydany w Polsce. Pracuje w największym studiu animacji w RPA. Z jej książek ukazały się u nas „Zoo City” i „Lśniące dziewczyny”.
„Lśniące dziewczyny” to specyficzna książka. Mocny thriller, świetnie dopracowany, nawet w najdrobniejszych szczegółach. W pewnym momencie może się wydawać, że chaos przeważa nad treścią, ale właśnie chaos jest częścią powieści. Sami bohaterowie zachwycają. Kirby jest dociekliwa i nawet za cenę wielu ofiar chce dowiedzieć się, kto próbował ją zabić i dlaczego. Z kolei Harper, morderca, nie spocznie dopóki nie doprowadzi sprawy do końca. Jednym słowem trafiła kosa na kamień.
Czasem wystarczy kilka stron, by określić czy akcja książki nas wciągnie . Tak w moim przypadku było z „Lśniącymi dziewczynami”. Po zaledwie dwóch czy trzech rozdziałach wiedziałam, że nie tylko ta powieść jest dobra, ale że sięgnę po kolejne jej książki, w tym przypadku po „Zoo City”, która już niedługo zostanie przeniesiona na ekrany.
Wiele kwestii zostało niewyjaśnionych. Dlaczego Dom domaga się ofiar, kim są lśniące dziewczyny i dlaczego muszą zginąć. Można traktować to jako wadę, ale można to przekuć w zaletę. Sprawiają, że nawet po odłożeniu książki, myśli się o niej i próbuje się odpowiedzieć na nurtujące pytania.
Wiele kwestii zostało niewyjaśnionych. Dlaczego Dom domaga się ofiar, kim są lśniące dziewczyny i dlaczego muszą zginąć. Można traktować to jako wadę, ale można to przekuć w zaletę. Sprawiają, że nawet po odłożeniu książki, myśli się o niej i próbuje się odpowiedzieć na nurtujące pytania.
Marta Kraszewska
