wydawnictwo Znak- za zgodą wydawnictwa

O wojnie afgańskiej można napisać tak, jak zrobił to Radek Sikorski w książce „Prochy świętych”. Nieco pompatycznie, kreśląc czarno białe postacie. Czyta się Sikorskiego jak western lub Czterech pancernych. Można, tylko po co? Może lepiej napisać jak to zrobił Rodric Braithwaite?

REKLAMA
I rzeczywiście porównywać nie ma czego. Nie chcąc się pastwić nad naszym ministrem spraw zagranicznych zajmę się raczej książką dawnego ambasadora Wielkiej Brytanii w Moskwie.
Przede wszystkim Braithwaite napisał książkę opartą na dokumentach i relacjach, podając jednocześnie rys historyczny. Afgańcy to bezstronny opis wojny, która stała się zaczątkiem upadku sowieckiego imperium. Bezstronność opisu, rzetelność i kompletność źródeł, czynią z Afgańców to, czego wymagamy od rzetelnej książki historycznej.
Któż może o wojnie więcej powiedzieć niż jej uczestnicy? Ci, którzy jej nienawidzili, walczyli w niej z musu, a potem dla ratowania własnego życia, ci, którzy stali się we własnym kraju niedocenionymi bohaterami? Ci, którzy stali się jej ofiarami- kalecy, ludzie ze starganymi nerwami, lub rodzice tych, którzy z tej wojny wrócili w ocynkowanych trumnach. Ktoś może powiedzieć, że nie są to obiektywni świadkowie. Zgoda, nie są jednak obiektywni sami mudżahedini, którzy wmawiali naszemu Ministrowi bajki o własnym bohaterstwie czy poświęceniu. Różnica polega na ocenie relacji. Autor Afgańców nie podaje informacji uzyskanych od weteranów wojny afgańskiej bez ich sprawdzenia, czy zestawienia z innymi. Tam, gdzie informacja nie jest wiarygodna zaznacza to , rozwiewa również mity, które urosły w czasie wojny, jak na przykład o minach tworzone do zabijania dzieci, lub o podjęciu decyzji o wycofaniu wojsk z Afganistanu po pierwszym użyciu Stingerów.
Cóż można dodać na temat „Afgańców”? Chyba tylko tyle, że jest to lektura obowiązkowa dla każdego, kto interesuje się historią najnowszą.