
Stało się. Od wczoraj nie figurujemy już w indeksie Freedom House jako “pełna demokracja”... Czasy, w których byłam dumna z mojego kraju- kiedy chwaliłam się niepowstrzymanym wzrostem, dojrzewaniem ambitnej, młodej demokracji, z opartą na najlepszych wzorcach Konstytucją .. minęły.
REKLAMA
MAM nadzieję, że nie bezpowrotnie. Nie mogę skłamać, że jej nie traciłam.. Po pierwszych aktach nadkruszania naszego ustroju, mimo szoku, WIARA w naszą sprawczość mocno się trzymała. Szukała rozwiązań i kazała wychodzić na ulicę, dyskutować z każdym kto był na to otwarty..
Miękki siusiak - tak o nim powiedział ktoś z bliskich. Ja też poczułam nieprzyjemne skrępowanie... “Nie rozumiem, siłowe te łzy”...myślałam. Przesłuchałam całość. I mi też popłynęły.. Potrzeba było uruchomienia neuronów lustrzanych, żeby przywróciły głos tłumionej od miesięcy BEZSILNOŚCI.
W ostatnich tygodniach zamiast epidemii, przygniatała mnie narastającą niezgoda na to co zajmowało naszych gospodarzy... Szamotanina i desperacka, ignorująca ludzkie cierpienie próba umacniania WŁADZY... korzystając z chwili grozy i naszego pozamykania w domach. Zapomnieli o młodocianych i dorosłych ofiarach przemocy domowej, o środkach zabezpieczenia dla służby zdrowia.. W jednej minucie klaskali lekarzom, za odwagę, by za chwilę karać ich zwolnieniami za przerwanie milczenia i odmówili im cotygodniowych testów na koronawirusa, podstawowej formy ochrony ICH ŻYCIA.
Tymczasem miękka dyktatura lepiona coraz sprawniej.. Hołownia nie ukrywa emocji. A nas to krępuje. Ale one nas wszystkich dotyczą, my je wszyscy codziennie nosimy w Sobie i klniemy razem z Mannem. Mimo to wstydzimy się łez i wzruszenia.
Mnie wzrusza to, że wraz z jego słowami budzi się moja zakurzona, wątła WIARA, że można tą układankę (siłową, legitymizowaną przez mniejszość- bo wyborcami PIS nie jest połowa narodu, a znacznie mniej) rozbić i wszystko jeszcze odwrócić. Rozpala płomyczek nadziei który łatwo zgasić. Chyba że, wszyscy podniesiemy głowy.
Myśmy to wszyscy potrzebowali poczuć i zapłakać razem z nim. Żeby zerwać się do działania, nie poddać się, racjonalizując naszą bezczynność “bojkotem”. Jemu teraz potrzeba, żebyśmy w ogóle wzięli udział w wyborach. Nie stać nas teraz na poddanie się i zaprzepaszczenie tego światełka w tunelu.
PIS wie jak zarządzać naszymi emocjami, żeby złamać ducha. Wie, że nadzieja, to to co nas napędza. Człowiek, w którym udało się zgasić wiarę już przegrał. Zwątpienie powoduje, że odpuszcza, i zanim się otrząśnie- przeciwnik już zrobił swoje.. Bojkot to odwracanie głowy. Bojkot to cicha zgoda, której NIKT nie usłyszy. A oni będą działali dalej, pod nasza chwilową „nieobecność”.. Lecz nawet tak uśpieni nie potrafimy zignorować łez. Są wezwaniem pomocy. Jako empatyczne istoty musimy pochylić się nad problemem i podjąć działanie… chyba, że uciekniemy od nich w ich wyśmianie. Cynizm to jedna z form unikania.
Hołownia ma środki jakie ma. Nie może nagrać spotu reklamowego, w którym mógłby osiągnąć to samo, nie wychodząc poza naszą strefę komfortu.. Sam wziął nas za rękę i wyprowadził z marazmu. Nie wierzę w staromodne, twarde przywództwo - brakuje mu elastyczności, zdolności adaptacyjnych. Jak dąb w wichurze łamie się, a miękkie źdźbło trawy ugina pod wiatrem i z nim wygrywa... Ma całą paletę, zamiast jednej miny. No i fajnie, ze jest ktoś bezpartyjny, kto wchodzi w dyskurs przewidywalnemu scenariuszowi.
Ja rozumiem, że tacy “populistyczni” kandydaci to klasyczny krajobraz upadającej demokracji… Ale właśnie w takim miejscu jesteśmy. Nie możemy stosować normalnych wyznaczników kampanii wyborczej, bo nie ma do niej normalnych warunków. Live Hołowni był sprawną adaptacją nowoczesnego medium. Nie dyskwalifikujmy kandydata, który poruszył naszą wyobraźnię, poruszył opinię publiczną, jest na językach. Nie bez powodu jest na językach..
Pamiętajcie, wszystko co służy kampanii Hołowni, służy też nam. Życzę mu odporności na słowa krytyki. Trzymam za niego kciuki, choć jeszcze nie wiem czy będzie moim prezydentem. I pragnę mu podziękować - za obudzenie we mnie długo nieobecnej nadziei, że możemy dużo zmienić. YES WE CAN.
