O autorze
„Rinke za kratami” to książka oraz serial dokumentalny, w których Rinke Rooyens odkrywa życie codzienne w Zakładzie Karnym w Krzywańcu, niedaleko Zielonej Góry. Producent i reżyser największych telewizyjnych hitów rozrywkowych („Taniec z gwiazdami”, „Voice of Poland”, „Świat się kręci”, „Jak oni śpiewają”, „Kocham Cię, Polsko!”, „Top Model”) przez miesiąc śledził z kamerą pracę funkcjonariuszy oraz towarzyszył osadzonym, którzy podzielili się z nim swoimi historiami, rozterkami, emocjami. To debiut Rinke Rooyensa w projekcie o tematyce społecznej, a także pierwszy program, w którym wcielił się w rolę prowadzącego. Premiera książki oraz serialu dokumentalnego odbędzie się już 9 września.

"Życie nie towarzyskie"

Materiały prasowe "Rinke za kratami" fot. R. Masłow
Trudno uwierzyć, że ten aktywny człowiek, non stop w akcji, zawsze na posterunku, ciągle wśród innych, najbardziej w życiu lubi święty spokój i nie ciągnie go do ludzi. Dlaczego woli pływać starą łódką po Narwi albo przez miesiąc medytować w Tajlandii? Skąd się tu w ogóle wziął Rinke Rooyens i po co dał się zamknąć w polskim więzieniu? Rozmawia HANNA HALEK


O, w twoim gabinecie można palić? Kiedy jest się szefem, można wszystko?
Tylko co znaczy „wszystko”? Na pewno nie można robić nikomu krzywdy – chyba to jest granicą tego „wszystkiego”. I trzeba próbować być po prostu dobrym człowiekiem, zwykłym szefem – czyli tak ustawiać sytuację, by traktować ludzi fair i ich doceniać. Ostatnio daję ludziom więcej odpowiedzialności za to, co robią w firmie, żeby czuli się po prostu ważni, wiedzieli, że są tu kimś, i– jak widzę – taka metoda się sprawdza.


Dostajesz serduszka z napisem „Dla naszego kochanego szefa”, tymczasem w książce i programie „Rinke za kratami” mówisz, że jesteś samotny.
No widzisz, bo praca jest przestrzenią, w której idziemy czasem w teamie na kolację po nagraniu albo robimy imprezę na koniec sezonu któregoś z programów. I super, ale to przestrzeń zawodowa, w której ja się nie integruję w stu procentach, bo jednak jestem tym szefem. A poza pracą? Chyba po prostu nie jestem najlepszym rozgrywającym w utrzymywaniu relacji i w zachowaniach społecznych. W sezonie pracuję przez siedem dni w tygodniu po 12 godzin, a potem zmęczony wracam do domu i po dwóch godzinach leżę już w łóżku. Nie mam więc nawet jak mieć bujnego życia towarzyskiego.
(…)


W więzieniu w Krzywańcu też spędziłeś miesiąc. Podejrzewam, że akurat po spokój tam nie pojechałeś. Więc po co?
Po coś, czego zupełnie nie znam. Byłem ciekaw, co więzienie robi z człowieka, co czują ludzie w tak skrajnych sytuacjach, co się w nich rodzi, co umiera, jak ta struktura jest w ogóle skonstruowana i czy każdy znalazł się w niej słusznie – dziś wiem, że nie. Początkowo chciałem tylko ten program wyprodukować, ale nie byłem w stanie znaleźć osoby, która wraz ze mną spędzi w Krzywańcu 30 dni i będzie pełniła funkcję prowadzącego. Wreszcie ktoś spytał: „Rinke, dlaczego sam tego nie poprowadzisz?” No tak, dlaczego? Najbardziej bałem się, jak wypadnę z moją znajomością języka polskiego, ale w końcu się zdecydowałem i uważam, że wszystko dobrze się udało, bo postawiłem na totalną szczerość, uczciwość za uczciwość, spojrzenie sobie prosto w oczy i unikanie pytań: „Co ty narobiłeś, że tu jesteś?”. Bardziej interesowały mnie emocje, uczucia, tęsknoty osadzonych, szukanie w nich człowieka, a nie więźnia, oraz wątek: „jak oni tam widzą własną przyszłość”. Poskutkowało to tym, że w końcu sami chcieli opowiadać, dlaczego trafili do więzienia, czyli po prostu mi zaufali. Dziś z kolei widzę, że cały ten program przynosi jeszcze coś – owoce. Jeden z więźniów po 12 latach zabiera się na przykład do nauki, chociaż dotychczas to od siebie cały czas odpychał, drugi – oporny, wreszcie stawił się na wokandę. I ja naprawdę uważam to za spory sukces w miejscu, gdzie resocjalizacja jest marna, a 80 proc. ludzi po wyjściu na wolność znów wraca do więzienia, ponieważ nie umie sobie znaleźć celu. W życiu nie dostawałem tylu listów co teraz, a tym bardziej rozpoczynających się od słowa: „Przyjacielu...”. Widzę więc, że w tym Krzywańcu obudziła się jakaś nadzieja, i dlatego chcę tam jeszcze wrócić, już bez kamery, żeby podtrzymać moich znajomych na duchu i dalej ich motywować. Widzę sens tego, co zrobiłem. Misja to zbyt duże słowo, wystarczy nadzieja. Widzę więc, że dałem nadzieję.
(…)


Jak rozmawiać z mordercą i umieć go przy tym obdarzyć nawet elementarnym szacunkiem?
W każdym człowieku jest coś dobrego, nawet w mordercy. Myślę, że w ogóle dożywocie jest w niektórych sytuacjach błędem. Był w Krzywańcu na przykład pewien Tomek, który zabił jako 18-latek. Siedzi już od 12 lat i wydaje mi się, że największą karą jest dla niego sama świadomość tego, co kiedyś zrobił. Musi z nią obcować do końca życia, ale czy koniecznie w więzieniu? Mam wątpliwości, bo co on wtedy, kiedy mordował jako gówniarz, wiedział na jakikolwiek temat?
(…)
Praca to jedyny czynnik, który trzyma cię w Polsce?
W Polsce trzyma mnie Roch, który za chwilę skończy 17 lat.

Gdyby chciał wyprowadzić się teraz z domu, pozwoliłbyś?
Tak, ale musiałaby to jeszcze zaakceptować Kasia, z którą mieszka. Ja chciałbym, żeby Roch znalazł w życiu jakiś wyraźny cel, bo na razie wciąż go bezskutecznie szuka i sam nie wie, co dalej. My, rodzice, nie mamy na to wpływu. I... to nasza wina. Bo za polską wolność i dobrobyt płacimy brakiem czasu. Kiedy się tu przeprowadziłem 17 lat temu, Wielkanoc trwała cztery dni, było lanie wody, wspólne śniadanie bez końca, wszyscy na miejscu, przy stole. Dziś, jeśli poświęcamy dla wspólnych świąt cokolwiek, to jedynie jakieś szybkie dwie godzinki. Teraz na nic nie ma czasu, więc w pośpiechu zarzucamy dzieci prezentami. Wydaje nam się, że odkupimy tym winy naszych rodziców i swoje własne. Staliśmy się pasywni, nie dziwmy się więc aż tak bardzo, że nasze dzieci nie mają marzeń. Sam zauważam, że uciekam w pracę i wpadam w błędne koło, bo wyobrażam sobie Rocha siedzącego tu, na tej kanapie, za 30 lat i opowiadającego o swoich deficytach z dzieciństwa. Na pewno będą inne niż moje, bo on na szczęście jest towarzyski i otoczony przyjaciółmi, ale jeśli wyrzuci mi, że było mnie w jego życiu w dzieciństwie za mało, to go po prostu przeproszę, ponieważ będzie miał rację. Najważniejsze, żeby się odnalazł i miał swój cel, a ja go będę wspierał... Nie myślisz, że my jakoś tak za smutno rozmawiamy?

A gdyby Roch chciał zostać księdzem?
[Śmiech]. Też go będę wspierał. No, księdza może trochę gorzej bym przeżył, ale… jeśli go nagle oświeci? Trudno... jego wybór. Słuchaj, a może to ty jesteś smutna?

(…)

Cały wywiad do przeczytania we wrześniowym numerze miesięcznika "Zwierciadło".