"Rinke za kratami", wyd. Zwierciadło 2015

Trafił za kratki, by zrobić program o życiu więźniów, poznać ich emocje i pragnienia. Doświadczenie to zaowocowało czymś więcej niż kolejnym telewizyjnym show. Rinke Rooyens mówi o tym, czy więźniowie mogą się zmienić i czy nasze wyobrażenie o nich jest słuszne rozmawia Katarzyna Droga.

REKLAMA
K. D. Ten numer SENSu poświęcony jest przemianie. Czy miesiąc spędzony w więziennych realiach zmienił coś w tobie?
R.R. Tak, na pewno. Coś z siebie zostawiłem za murami Zakładu Karnego w Krzywańcu... Tam panuje duży smutek, a ja chciałem wnieść trochę czegoś pozytywnego, nadziei... Poszedłem do tych ludzi, żeby pokazać, że jeśli siedzisz w więzieniu, to nie jest koniec wszystkiego. Teraz jestem spokojniejszy, ale smutny. I czuję się bardziej samotny.
(…)
K. D. Co jest najgorsze w więzieniu? Poczucie zamknięcia? Dźwięk bramy zamykającej się za plecami wydaje mi się straszny.
R.R. A ja nigdy nie czułem się tak wolny jak w więzieniu, bo dla mnie te drzwi mogły się w każdej chwili otworzyć. Chodziłem po obiekcie swobodnie. Raz jeden z więźniów, który właśnie wychodził z celi, śmiał się: „Chodzisz tu Rinke jak dyrektor swojej fabryki”.
(…)
Więźniowie o niczym nie mogą decydować. I jest w ich więziennym życiu dużo nudy, każdy dzień jest taki sam, możliwości pracy znikome. Prawo europejskie wymaga, by ci, których się zatrudnia, dostawali minimalne płace, dlatego pracy jest mało. System, który działa w Polsce, to moim zdaniem Patolandia. Dziwne, że w więzieniu wszystko jest za darmo, że osadzeni nie mają pracy, by pokryć koszty swojego utrzymania. Jak idziesz do szpitala i chcesz zjeść coś lepszego, musisz to sobie kupić. A jak idziesz do więzienia – to masz za darmo stołówkę, telewizję i konsolę. Więźniowie powinni mieć zapewnione minimum i pracę, by móc płacić za dodatkowe rzeczy. Nie może być tak, jak jest, że oni tam siedzą, a wszystko dla nich i za nich się robi, a kiedy wracają na wolność – pozostają sami. Na przykład Adam. Dużo z nim rozmawiałem, dawniej pił, rozrabiał po alkoholu, chce się zmienić. Ale jeśli wróci w swoje środowisko, które wciąż pije pod sklepem, minie tydzień lub dwa, zrobi coś głupiego, nie wytrzyma.
(…)
K. D. Znasz przypadek, że ktoś z osadzonych zmienił swoje życie?
R.R. Na przykład Tomek – siedział w Krzywańcu, teraz we Wrocławiu. Uzdolniony muzycznie, trochę grał na harmonijce, grypsujący, ma wyrok 25 lat, już siedzi 12. Na początku nie chciał ze mną rozmawiać. Stworzył zespół muzyczny i uzyskałem zgodę, żeby nagrać z nimi program w Studiu Telewizyjnym w Zielonej Górze. Zabrałem ich na nagranie, załatwiłem konwój i po drodze zapytałem, czy chce coś zjeść. „Tak, o tak – kebab” – i omal nie zjedli sobie palców, pochłaniając ten kebab, bo tyle lat nie jedli nic podobnego. I potem Tomek się otworzył. Myślał sobie, że Rinke tak tylko mówi, że możemy na zewnątrz robić nagranie. A jednak to wszystko się wydarzyło... zaczęliśmy gadać. Powiedział: „Rinke – ty rozmawiasz ze mną o rzeczach, o których 12 lat nikt ze mną nie rozmawiał... Nikt mnie nie pytał o uczucia”. Tomek nie skończył szkoły, nawet podstawowej, za to bardzo dobrze rysuje – mógłby robić kurs grafiki komputerowej. Mówię: „Tomek, chłopie, siedzisz tutaj, zrób taki kurs... za 12 lat, jak wyjdziesz, będziesz miał co robić. Znajdziesz pracę”. I co jest teraz? Zmiana. Poszedł do szkoły, zaczyna na siebie pracować.
K. D. Jak rozmawiać z więźniami o uczuciach?
R.R. Nauczyłem się tego, robiąc program. Kiedy rozmawiasz o uczuciach, w pewnej chwili o nic nie pytaj. Cisza. W tej ciszy prawie widać, co się w nich dzieje – kiedy zostawisz ciszę w rozmowie, widzisz, jak myślą. Jak rozmawiasz o uczuciach i robisz to uczciwie, to działa fantastycznie. Nie każdy się zmieni – są też ludzie naprawdę źli, ale przecież nie 80 proc.!
K. D. Dziewczyna, która ukradła szminkę, a morderca – to nie to samo; 25 lat to już wyrok za coś mocnego.
R.R. Tak, morderstwo.
K. D. I wierzysz, że taki człowiek się zmieni?
R.R. No dobrze, inaczej powiem. Tomek zamordował kogoś. Miał 18 lat i zamordował; 12 lat siedzi już w wiezieniu. I nie był na żadnej przepustce, w ogóle nie ma pracy, nie uczy się. Ktoś jest zamknięty 25 lat, a potem otwierasz mu drzwi i mówisz: „Rób, co chcesz...”. Jak chcesz, żeby wrócił do społeczeństwa? Moim zdaniem, jeśli ktoś dostaje 25 lat, ale dobrze rokuje, zachowuje się poprawnie, to niech odsiedzi 60 proc. kary; 16 lat mu odejmijmy – niech pracuje, niech po 10 latach ma przepustki, zaczyna przygotowywać się do powrotu. To inwestycja w tych ludzi. Według mnie Tomek nie jest niebezpieczną osobą, ale jak będzie 25 lat zamknięty i nikt mu nie pomoże, to co potem?
(…)
K. D. Jak to zrobiłeś, że tak dużo ci powiedzieli?
R.R. Napisałem list o swoim życiu. O złych rzeczach, nałogach, o tym, co przeżyłem emocjonalnie. Oni to czytali, badali, jakim jestem człowiekiem, potem po dwóch, trzech rozmowach ze mną czuli, jak jest. „Kurwa, ten Rinke to nie jest granda, to, co on tu robi, jest uczciwe”. Za tę uczciwość, wrażliwość na ich sprawy, za zainteresowanie obdarzyli mnie zaufaniem. Mogli mi wszystko powiedzieć, i to działało.
K. D. Czy to nie paradoks, że ludzie zamknięci w więzieniu za przestępstwa tak bardzo potrzebują i oczekują uczciwości?
R.R. Ja myślę, że jak ich po ludzku potraktujesz, to będziesz mieć efekty. Dlatego potrzebny jest ten zewnętrzny oddział psychologii, bo to daje możliwość resocjalizacji.
(…)
Rinke Rooyens producent, reżyser i scenarzysta programów telewizyjnych. Właściciel i prezes firmy mediowej Rochstar. Twórca popularnych programów telewizyjnych, m.in. „Szymon Majewski Show” i „Świat się kręci”. Holender, który czuje się Polakiem.
Cały wywiad można przeczytać we wrześniowym numerze magazynu "Sems"