Od rana śledzę ceremonię objęcia urzędu Prezydenta Rzeczpospolitej przez Andrzeja Dudę. I mam mocno ambiwalentne odczucia. Z jednej strony cieszy mnie ceremoniał – zawsze lubię oglądać rytuały związane ze sprawowaniem władzy. Z drugiej jednak, od samego rana padające z ust prezydenta Dudy słowa trącą trwającą kampanią wyborczą, a sama ceremonia nad wyraz wyraźnie skojarzyła mi się z koronacją monarchy, nie zaprzysiężeniem demokratycznie wybranego urzędnika.
REKLAMA
Andrzej Duda zapowiada i powtarza, modne od czasów pierwszej kadencji prezydenckiej Aleksandra Kwaśniewskiego, hasło o byciu „prezydentem wszystkich Polaków”. Po tym co dziś usłyszałem i zobaczyłem odnoszę wrażenie, że to nic innego niż bardzo popularna, ale jednak pusta obietnica. I to nawet nie z winy samego prezydenta Dudy. Za jej spełnienie odpowiadać na równi będzie on, jego polityczne zaplecze ale i opozycja – a ta, co było widać już dziś, przychylna raczej nie będzie. Znamiennym jest brak na uroczystościach Donalda Tuska. I tu trzeba sobie wyraźnie powiedzieć – to jeden z największych błędów politycznych Tuska w całej jego politycznej karierze. Błąd ukazujący jego małostkowość i dający wrażenie, że Tusk na Dudę, ale przede wszystkim i na Polaków ma zwyczajnego focha. Podział społeczeństwa w Polsce jest tak silny, że zjednoczenie go wydaje się być zadaniem nierealnym. Winę za to ponosi cała obecna klasa polityczna. A ona się nie zmieni ani dziś, ani jutro, ani w jesiennych wyborach. Niezależnie jednak od tego, póki co czeka nas swoisty „miesiąc miodowy” – do czasu wyborów w październiku i prawdopodobnej zmiany władzy w parlamencie Andrzej Duda będzie faktycznie koncyliacyjny i spokojny.
To co uderza w postawie i słowach prezydenta Dudy to niezwykle silne powiązania z Kościołem Katolickim i Episkopatem. Powoływanie się na nauki papieża Jana Pawła II, „koronacyjna” msza w Archikatedrze, pierwsze kroki w pałacu prezydenckim skierowane do kaplicy, niezwykła radość purpuratu i w końcu kilkukrotnie podkreślanie przez prezydenta jego głębokiej wiary – te wszystkie elementy świadczą, że przez najbliższe pięć lat faktyczny rozdział państwa i Kościoła będzie fikcyjnym zapisem w Konstytucji. Drugim takim niepokojącym elementem jest stawianie się w roli spadkobiercy prezydenta Lecha Kaczyńskiego (kilkukrotnie podkreślane) jak i Marszałka Józefa Piłsudskiego (zarysowanie w orędziu powrotu do idei „międzymorza”). I trzeci element – skupienie się w orędziu na rzeczach wewnętrznych i polityce historycznej przy jednoczesnym faktycznym pominięciu kwestii związanych z naszymi sąsiadami (wspomnienie o potrzebie zachowania dobrych stosunków to za mało!) – szczególnie brak choćby jednego nawiązania do Niemiec. Niemcy to kraj, z którym mamy największą wymianę handlową, i który faktycznie jest naszym największym gwarantem europejskiego bezpieczeństwa – nie wolno o tym zapominać i roli tej bagatelizować.
Prezydent Andrzej Duda na wstępie orędzia wspomniał o dwóch swoich największych projektach – obniżeniu wieku emerytalnego (jestem przeciw!) i zwiększeniu kwoty wolnej od podatku (jestem za o ile nasz budżet będzie w stanie to udźwignąć). Mocno podkreślał swoje wychowanie i wiarę i mówił o szacunku. Wspominał o potrzebie odbudowy wspólnoty narodowej takiej „jak ta z lat 80. za czasów Solidarności”. Poruszył także największe problemy wewnętrzne dzisiejszej Polski – służbę zdrowia, poziom życia, emigrację. Niestety ani razu nie przedstawił żadnych konkretów jak zamierza wpłynąć na ich rozwiązanie.
Zaskakującym pozytywnym elementem było w orędziu prezydenta podkreślenie dwóch największych sukcesów Polskiej polityki zagranicznej z ostatnich 26 lat – wejścia do NATO i Unii Europejskiej. Andrzej Duda wspominając o potrzebie umacniania obu członkostw płynnie przeszedł do sprawy korekty polityki zagranicznej, której ta według niego jest wymagana. Kontrowersje budzi jednak zarysowany kierunek tej korekty. Jak wspomniałem wyżej – prezydent Duda całkiem pominął w swoim przemówieniu Niemcy, USA, Francję czy Wielką Brytanię, a za to opowiedział się za budową sojuszu złożoną z krajów leżących między Bałtykiem a Adriatykiem. To oczywisty i wprost zapowiedziany powrót do koncepcji międzymorza zarysowanej przez Józefa Piłsudskiego, a która nigdy nie doczekała się realizacji. Mam poważne wątpliwości czy to właściwy kierunek, i czy budowanie roli lokalnego mocarstwa jest dla nas lepsze od wyraźnego umacniania się w strukturach Unii Europejskiej. Mówiąc o polityce zagranicznej prezydent Andrzej Duda zapowiedział zwiększenie aktywności polegające na obronie naszych narodowych interesów, celów i aspiracji. Aktywności realizowanej przez zdecydowane i jednoznaczne działania. To budzi mój niepokój szczególnie, że mam w pamięci negatywną rolę jaką dla naszych zewnętrznych stosunków i postrzegania Polski miał mentor nowego prezydenta – Lech Kaczyński. Andrzej Duda wprost zapowiedział prowadzenie aktywnej polityki historycznej (to jest zawsze tragedia!) i utworzenie specjalnej instytucji broniącej dobrego imienia Polski. Bezpieczeństwo Polski chce prezydent Duda realizować poprzez budowę silnej armii oraz dużą aktywność we współpracy z Ministerstwem Obrony Narodowej. Wyraził oczekiwanie wzmocnienia gwarancji sojuszniczych dla Polski w ramach NATO oraz zwiększenia obecności wojsk NATO w naszym kraju.
Andrzej Duda odnosząc się do problemu emigracji mówił ogólnikowo o potrzebie podniesienia jakości życia w Polsce, pomocy przedsiębiorcom (Polska silna małymi i średnimi firmami), wzmocnieniu gospodarki, łączności z emigrantami oraz nauce języka polskiego i historii dostępnej dla dzieci polskich emigrantów. Zapowiedział utworzenie w swojej kancelarii biura ds. Polonii i Polaków za granicą, które ma odpowiadać za wzmocnienie współdziałania dla Polski oraz wsparcie dla krzewienia polskiej kultury za granicą. Obiecał objęcie polskiej kultury prezydenckim mecenatem.
Całe orędzie prezydenta Dudy, mimo, że wygłoszone z pamięci, pewnym głosem i odpowiednią dramaturgią było przemówieniem niezwykle słabym. Z każdego elementu przebijała kampania wyborcza, dużo haseł, mało konkretów. Przemówienie mocno polityczne i wyraźnie nacechowane ideologią Prawa i Sprawiedliwości. Ma być realizowana polityka historyczna, a zabrakło słów o innowacjach i nowych technologii. Realizacja akcentów, które prezydent zarysował w swoim orędziu idzie w poprzek deklaracji, że zamierza być prezydentem wszystkich Polaków.
Na koniec warto wspomnieć o zachowaniu posłów w czasie prezydenckiego przemówienia. Z jednej strony mamy buczenie (to jakiś dramat, chamstwo i brak elementarnego wychowania), z drugiej zaś niezwykle radosnego Jarosława Kaczyńskiego, który z werwą bił brawa i słał na wszystkie strony uśmiechy, i wyraźnie zniesmaczonego i oszczędnego w gestach prezydenta Bronisława Komorowskiego – nawet oklaski przez niego dawane na koniec przemówienia były wyraźnie widoczne jak lekkie poklepywanie jednej dłoni w drugą jakby od niechcenia i z wyraźnym oczekiwaniem by to wszystko już się skończyło. Cóż… polityków mamy takich jakich sobie wybieramy. Tych nowych, i tych ustępujących. I może kiedyś, to moje marzenie, wróci do łask protokół, dobre wychowanie i odpowiednia celebra wielkich wydarzeń.
