Zjednoczona Lewica już oficjalnie staje się faktem. Gdy walczący ze sobą zaciekle przez cztery lata Miller i Palikot nagle znajdują wspólny język, a komentatorzy z lewej strony starają się wmówić nam, że teraz będzie dobrze i lewica pokona PiS i PO to robi się zabawnie. Nie wierzę ani w intencje partyjnych liderów, ani w sukces tej inicjatywy.

REKLAMA
Po pierwsze - to nic nowego! W ostatnich wyborach do europarlamentu lewica startowała pod szyldem Europa+. Wynik był fatalny. To samo będzie teraz. Po drugie - obłuda! Miller i Palikot przekonują, że zjednoczona lewica wprowadzi do Sejmu wielu posłów (Palikot powtarza, że uda mu się to samo co 4 lata temu), a faktycznie cała inicjatywa jest obliczona jedynie na zapewnienie sejmowych miejsc lewicowej wierchuszce. Po trzecie - karygodne błędy! Liderzy jednoczącej się lewicy przekonują, że ta ma szanse na doskonały wynik wyborczy i odebranie władzy PO przy zablokowaniu PiS. Problem w tym, że całe porozumienie i to wokół kogo ono się buduje pokazuje, że Leszek Miller i Janusz Palikot kompletnie zatracili polityczny instynkt. Trzonem porozumienia mają być znane i ograne twarze, tu i ówdzie przetykane nowymi osobami pozostającymi jednak w bliskim ich otoczeniu. Znów będziemy mieli "nową lewicę" z Millerem, Palikotem, Wenderlichem, Senyszyn, Gawkowskim i tak dalej... I po czwarte - liczy się gospodarka, głupcze! 23 lata temu, w 1992 mało znany gubernator z Arkansas prowadził swoją prezydencką kampanię z tym właśnie hasłem. W efekcie Bill Clinton, bo to o nim mowa, przez 8 lat kierował najpotężniejszym krajem na świecie. Nasza lewica postanowiła jednak za wszelką cenę wesprzeć stronę związkową. Program pisany pod egidą i dyktando związkowej centrali. Postulaty, które spowodują spowolnienie gospodarki, wzrost bezrobocia i obniżenie konkurencyjności. Lewica mierząc się z niskim zaufaniem społecznym zamiast wewnętrznej naprawy woli podążać za populistycznymi i łatwymi hasłami "chleba i igrzysk".
Recepta dla lewicy jest jedna - pozbycie się zasiedziałych leśnych dziadków, przeprowadzenie pokoleniowej rewolucji, budowa programu uwzględniającego rozwój gospodarki i społeczeństwa, tolerancję, postęp społeczny, nowoczesne technologie i innowacyjną gospodarkę, pomoc małym i średnim przedsiębiorcom, przyjazne państwo z urzędnikami, którzy kojarzą się z pomocą obywatelom, nie karami i mandatami. To zajmie czas - ale to nie szkodzi! Lepiej by w Sejmie nie było lewicy wcale, niż była taka, której twarzami dalej będą wyżej wymienieni politycy. Lepiej by lewica skupiła się na przebudowie i zmianie, a nie na pogoni za sejmowymi miejscami dla liderów. Lepiej program napisać od nowa - uwzględniając szczególne potrzeby całego społeczeństwa, niż iść z hasłami podyktowanymi przez związkowców, uwzględniającymi interes tylko jednej grupy. To nie XIX wiek, czas by nasza lewica to zrozumiała. A tak to dziś mamy twór takich trochę śmieszny, i trochę straszny...