To nie jest tak, że oczekując od polityka wielkiego formatu pewnej odpowiedzialności za podejmowane decyzje, pastwię się nad nim czy jego otoczeniem. To nic złego oczekiwać, że wybrany w demokratycznych wyborach polityk dysponuje mandatem by wykonywać swą misję w sposób poważny. To także nic dziwnego, że wybierany demokratycznie prezydent kraju stoi na straży pewnego istniejącego porządku prawnego, także w zakresie powstrzymania się od działań w ten porządek godzących. Mam prawo oczekiwać, że prezydent będzie swego rodzaju filtrem, na którym zatrzymają się populistyczne postulaty. I szkoda, że tak dziś nie jest.
REKLAMA
Wczorajsza decyzja prezydenta Andrzeja Dudy pokazała jedno – dochodząc do swojej obecnej roli w oparciu o populistyczne decyzje, zamierza budować swoją pozycję w oparciu o kolejne. Je składa się najłatwiej. Całkiem populistyczną jest właśnie zapowiedź kolejnego referendum z fatalnymi pytaniami. A strasznym nadużyciem mówienie o 6 milionach Polaków popierających. Prezydent i jego administracja zgrabnie omijają fakt, że owe 6 milionów to liczba ogólna, suma poparcia dla trzech różnych kwestii. Suma, która nie musi i z pewnością się nie pokrywa w zakresie podnoszonych pytań.
Andrzej Duda podjął wczoraj decyzję, która uderza nie tylko w powagę jego urzędu, ale nade wszystko obdziera z odpowiedzialności klasę polityczną, która z niecierpliwością drepcze w miejscu i nie może doczekać się jesiennej elekcji do ław sejmowych. Prezydent bez ogródek wpisał się w rolę pasterza pisowskich owiec i zamierza poprowadzić je do wyborczego zwycięstwa. Problem jednak w tym, że od prezydenta mojego kraju, skądkolwiek by się nie wywodził, oczekuję bezstronności. Pozostawienia prywatnych przekonań w domowych pieleszach, i podejmowanie decyzji w oparciu o rację stanu i dbałość o równomiernie rozkładane akcenty w zakresie całego społeczeństwa.
Prezydent Duda jest prezydentem rozdarcia. To właśnie ono – największe w powojennej historii naszego narodu – wyniosło go do władzy. Nigdy Polacy nie byli tak podzieleni w ostatnich 70 latach, jak dziś. Duda miał znakomitą okazję by rządy rozpocząć od łączenia Polaków, budowy społecznych mostów, scalenia podziału, którego jednym z głównych architektów stał się brat jego politycznego mentora – Jarosław Kaczyński. Mimo to wybrał drogę zgoła odmienną. Jeśli pierwszą bardzo istotną decyzją w zakresie polityki wewnętrznej staje się decyzja o referendum w sprawach, które mocno dzielą Polaków, to nie wróży to dobrze na kolejne pięć lat i już dziś pokazuje, że politycznie Andrzej Duda był i jest związany z PiS. Niech najlepszym tego świadectwem będą słowa posła Mastalerka, który będąc dobrze do prezydenckiej decyzji przygotowany od razu stwierdził „że teraz w Senacie Platformę Obywatelską czeka ważny test”. I tylko zastanawiam się – test czego? Poddaństwa wobec Jarosława Kaczyńskiego i jego dyktatu?
