Nie pójdę na referendum 6 września, nie pójdę również (o ile do niego dojdzie) na to zaplanowane przez prezydenta Andrzeja Dudę. I gorąco namawiam do tego samego również Was. O tym dlaczego te referenda są złe napisano już dużo. Chciałbym jednak podkreślić najważniejsze przyczyny mojej decyzji by nie było wątpliwości za czym się opowiadam.

REKLAMA
Przede wszystkim opowiadam się za państwem odpowiedzialnym za swoje społeczeństwo, ergo za politykami, którzy decyzje podejmują po chłodnej analizie, nie podbijając ich emocjami szytymi na potrzeby tej czy innej kampanii wyborczej. To, co obserwuję w zakresie referendum zarządzonego przez Bronisława Komorowskiego i odnośnie referendum zarządzonego przez Andrzeja Dudę, nie ma nic wspólnego z chłodną analizą i odpowiedzialnością za kraj i jego społeczeństwo. Obie te decyzje zostały podjęte na gorąco i na potrzeby wyborczego kalendarza. Polska demokracja jest młoda, wciąż uczymy się jej mechanizmów i norm i odpowiednich zachowań. Ale pomimo to akurat od prezydenta kraju można i trzeba wymagać opanowania.
Konstytucja Polski stanowi, że referenda zarządza się w „w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa” (Art. 125 ust. 1 Konstytucji RP z dn. 2 kwietnia 1997). Wyobrażam sobie, że takie szczególne znaczenie ma np. wejście/wyjście do/z UE, zawiązanie/rozwiązanie sojuszu militarnego, zmiana stolicy, zmiana waluty, oddanie/przyjęcie części terytorium, i tym podobne. Na pewno, w moim przekonaniu, szczególnego znaczenia nie mają kwestie związane z: finansowaniem partii z budżetu państwa, ordynacji wyborczej (przeciętny obywatel nie rozumie i nigdy nie zrozumie szczególnych mechanizmów wyborczych), lasów państwowych, sześciolatków czy wieku przechodzenia na emeryturę, o kwestiach interpretacji przepisów na korzyść podatnika już nawet nie wspominając.
Polskiemu porządkowi prawnemu brakuje ważnej ustawy – ustawy o referendach właśnie. Prawa, które w sposób nie budzący wątpliwości określa zakres tematyczny potencjalnych referendów, długość kampanii referendalnej i warunki ważności decyzji w drodze referendum podejmowanych. Każde takie głosowanie powinno być poparte możliwie długą kampanią referendalną, w której nacisk kładziony jest na charakter edukacyjny, poprzez który władze edukują społeczeństwo w zakresie najważniejszych aspektów funkcjonowania państwa. Dziś, nawet w przypadku tych banalnych kwestii podnoszonych w referendalnych wnioskach Komorowskiego i Dudy, społeczeństwo nie ma odpowiedniej wiedzy. W konsekwencji decyzje podejmie na podstawie emocji, a to już najgorszy możliwy wybór. Nieodpowiedzialni politycy grają emocjami, jak to się dla narodów kończy wiemy z historii.
Zdecydowanie uważam, że wnioski referendalne nie powinny być opiniowane przez Senat. Jako jedna z izb parlamentu staje się on bowiem elementem politycznej, pełnej cynizmu, gry. Tak jak dziś – Andrzej Duda (wywodzący się i wciąż powiązany z PiS) składa wniosek, który musi zaopiniować Senat, w którym większość ma PO. Każda decyzja przed którą stoją senatorowie będzie zła. Z jednej strony dopuszczą zły wniosek i będzie złe referendum (krytyka środowiska PO i całej opozycji wobec PiS), z drugiej strony narażą się na krytykę środowiska PiS, jeśli wniosek prezydenta Dudy odrzucą. W konsekwencji kryzys polityczny w kraju i kohabitacja między pałacem prezydenckim a rządem rozbudowuje się również na relacje prezydenta z parlamentem. Rozwiązaniem jest przeniesienie kwestii opiniowania prezydenckich wniosków do Trybunału Konstytucyjnego.
Poza powyższymi jestem zwyczajnie przeciwny:
• JOWom – jestem bowiem przekonany, że zabetonują one polską scenę polityczną na długie lata i skażą nas na niekończącą się wojnę PO-PiS,
• zmianom w zakresie emerytur – bo nas, jako społeczeństwo, na obniżanie wieku emerytalnego nie stać, a populizm polityków PiS mnie mierzi,
• zmianom w zakresie sześciolatków – bo państwo Elbanowscy są dla mnie uosobieniem rodziny skrajnie nieodpowiedzialnej, polskie dzieci zaś tylko mogą zyskać na wcześniejszym rozpoczęciu nauki (i nie, nie muszą to być od razu testy i nie wiadomo jakie katorgi, to też okazja by polska szkoła się zmieniła na bardziej przyjazną, młodych i perspektywicznych pedagogów z diametralnie innym podejściem niż „stara gwardia” w naszym kraju nie brakuje).
No i zupełnie jest mi obojętne (lub nie mam wystarczającej wiedzy w temacie):
• czy partie będą finansowane z budżetu, czy w modelu amerykańskim, crowdfundingowym, czy innym – nie finanse partii bowiem są problemem a jakość klasy politycznej,
• czy lasy będą mogły być czy nie być prywatyzowane – bo to problem rozdmuchany i sztuczny, nikt takich zapędów nie ma, a PiS jedynie podbija populistyczną i nieodpowiedzialną retorykę.
Na referendum nie pójdę, ponieważ do jego ważności niezbędna jest minimum 50% frekwencja, a wynik i odpowiedzi jakie dadzą Polacy są mi znane już dziś. To właśnie skutek pytań populistycznych i kampanii opartej na emocjach. Odpowiedzialność za te złe decyzje, dziś elementy walki politycznej, jutro politycy zrzucą na Was. Bo przecież Wy powiedzieliście w referendum jak ma być. Nie ważne, że zabrakło Wam wiedzy, ważne, że były emocje.