
Na starcie stanęło nas 50 tys ze 115 krajów. Kto zresztą nie chciałby witać wiosny, która w końcu dotarła i nad Sekwanę wypierając samochody z najpiękniejszej alei świata.
REKLAMA
Ja też chciałem i chociaż chłód poranka przypominam mi ostatni półmaraton w Warszawie, to zaraz rozgrzała nas publiczność. Nie przemykaliśmy się bowiem pustymi ulicami w niedzielny poranek, lecz byliśmy witani i zachęcani, by dać z siebie wszystko na dosłownie każdym z 42195m.
Sport amatorsko, gdzie liczy się uśmiech, medal dla każdego jak w audycjach Henia Sytneta Trójki, stał się częścią kultury bogatszych i bogacących się społeczeństw, do których stopniowo dołączamy potwierdzając to również rosnącą frekwencją biegaczy. Wciąż jednak chyba brak nam tej spontaniczności i angażowania dosłownie wszystkich, by wspomnienie o weekendowej wizycie w Warszawie, Krakowie, czy Poznaniu pozostawiało w pamięci biegacza uśmiechu czekającego na każdym rogu ulicy.
Niedługo, bo 21 i 28 kwietnia święta biegania znów opanują Warszawę i Kraków, więc cieszmy się nimi wszyscy zamiast narzekać na zamknięte dla samochodów ulice i wgapiać się w poranny program TV. warto chociaż wyjrzeć z okna pomachać championom, z których każdy walczy ze swoimi słabościami, a potem choćby wybrać się na niedzielny spacer. Może zagraniczni kibice z Euro 2012, nie czekając aż Platini się zlituje i pozwoli nam znów marzyc o trzech meczach w Warszawie za siedem lat, przyjadą do nas na swój ukochany maraton znów twierdząc I like Poland? Może wolno nam będzie marzyc o paryskiej frekwencji? Ja marzę długodystansowo. A tymczasem jeszcze donoszę, że moja nowa życiówka od dziś wynosi 2h48:16 a jutro jak 50 tys koleżanek i kolegów normalnie melduje się w pracy, by z uśmiechem w sercu walczyć z zakwasami.
