Fajdek jak Władysław Komar w Monachium już pierwszym rzutem powalił wszystkich rywali na kolana a publikę oczekująca od Litwinowa Juniora występu na miarę sławnego ojca wprawił w konsternację. Na szczęście nie powtórzyły się tu gwizdy sprzed 33 lat i nie potrzebne były gesty na miarę tego , który Polacy w wydaniu Kozakiewicza z Moskiewskich Igrzysk zapamiętali najlepiej.

REKLAMA
Ciesze się że na Łużnikach rodzi się w końcu nowa historia. Dziś o 18.50 moskiewskiego (na 10 min przed Telexpresem w Polsce) czasu przeżyje radość odśpiewania Mazurka Dąbrowskiego, ale radość będzie podwójna bo po pierwsze zawsze podziwiam młodych i charakternych zawodników, którzy w końcu dojrzewają do mistrzostwa, ale po drugie to jesteśmy świadkami sztafety pokoleń w wydaniu naszych młociarzy. Szymon Ziółkowski przecież wystąpił w finale i choć na pewno z wyniku nie jest zadowolony, to może być dumny, że ma następcę. A kto realnie jest strażnikiem pieczęci w tej konkurencji?
Oczywiście pan trener Czesław Cybulski. Dobiegający osiemdziesiątki poznaniak, o którym nasi zawodnicy mogą powiedzieć ,,my z niego wszyscy''. Brawo Panie Czesławie! Wiem, że Pan zdoła udźwignąć kolejny sukces i niech Pan żyje choćby jeszcze 200 lat, bo PZLA lepszego patentu na łowienie talentów jak trudna współpraca z Panem jeszcze nie znalazł. Teraz największe wyzwanie czeka jednak Pawła Fajdka, by nie uwierzył wyłącznie we własna wielkość, ale pokornie i wytrwale szedł po kolejne sukcesy. Gdy robił swą rundę honorowa i podszedł do mnie szepnąłem mu do ucha, by medale już zaczął numerować... Zatem mistrzowi świata życzę kolejnych numerów w serii, choć o każdy będzie trudniej. Wie o tym Piotr Małachowski, który jak wierze dziać wieczorem pozwoli nam pozostać na Łużnikach w rytmie Mazurka
Robert Korzeniowski