Na ratunek rosnącym wszerz dzieciom, które utraciły kontakt z pozaszkolnym podwórkiem, nie doświadczyły radości płynącej ze sportu w szkole pędzi pani ministra Joanna Mucha. I bardzo dobrze, że ma być piękniej, zdrowiej, a przy okazji, że urośnie nam baza do przyszłych sukcesów olimpijskich. O ile dobrze pamiętam to już w 1997 roku wprowadzono piątą godzinę WF w szkołach, więc dzisiaj po 16 latach od tej rewolucji powinniśmy mieć jej pierwsze efekty, ale sukcesów na miarę narodowych ambicji brak.

REKLAMA
Za to dzieci mają zawsze czynne zjeżdżalnie i place zabaw przy fast foodach. Możemy oczywiście wprowadzić w szkołach kolejny etap zaklinania rzeczywistości i nawet szóstą godzinę WF na basenie, ale szkoła zrealizuje tylko tyle zadań na ile wystarczy pieniędzy i zapału.
Słuszność programów ,,WF z Klasą", ,,Mały Mistrz'' , czy ,, Multisportowego" jest moim zdaniem bezdyskusyjna, ale czy Ministerstwo Sportu przy chudnącym budżecie i ograniczonym realnym wpływie na szkoły będzie w stanie wyręczać Ministerstwo Edukacji z realizacji jego zadań? Jeśli tak, to mam nadzieję, że ma pomysł na wzmocnienie własnych kadr nadzorujących i własne inicjowane procesy, których finansowanie obliczone jest, oby (!) na kolejne lata i poparte wizją szerszą niż kolejne wybory.
Szkoda by było, gdyby zaraz po etapie poszukiwania słusznych haseł pompowanych reklamą telewizyjną i złotówkami z budżetu państwa, zbiorowe wysmuklanie zniweczył już za rok, lub dwa znany wszystkim efekt jojo.
Dlatego zastanawiam się, czy rzeczywiście MSiT ma dość sportowej pary i obywatelskiego poczucia odpowiedzialności za inicjowane procesy, by powiedzieć rodzicom zapraszanych do aktywności maluchów, że nie zostaną sami ze sobą jak na rekomendowanej piątej godzinie WF. Chciałbym w całym procesie dostrzec odbudowę klubu sportowego, tworzenie miejsca spotkań aktywnych sportowo i społecznie rodziców, wielu pokoleń sportowców amatorów i wyczynowców, kolegów wspólnie przeżywających zarówno emocje związane z kibicowaniem gwiazdom ale również marzących o podążaniu ich śladami gwiazd. Chude i słabe kluby i ledwo dyszące związki, nawet te z pierwszego i drugiego koszyka ministerialnego wyboru, póki co nie są gotowe do szerokiego partnerstwa na rzecz narodowego zdrowego wysmuklania a to przecież od nich zależy trwały sukces.
Pozdrawiam serdecznie
Robert Korzeniowski