Od wczoraj nieustannie jestem pytany o kwestie związane ze śmiercią biegacza za linią mety Biegnij Warszawo. Dziś dowiedziałem się z mediów, że mężczyzna miał 37 lat , zaś zgon nastąpił w wyniku zatrzymania akcji serca. Każdy tworzy sobie teraz własną teorię na temat co można było zrobić, by uniknąć takiej tragedii? Czy pomiędzy bieganiem i szerzej sportem amatorskim, a zdrowiem można istotnie postawić znak równości?
REKLAMA
Czy w końcu warto rozwijać masowość sportu, skoro wiąże się ona z życiowym ryzykiem? Otóż mam ważenie, że zaraz pozbędziemy się argumentów na kontynuację procesu odrywania Polaków od grilla i TV weekendów z chipsami i piwem w tle, bo stwierdzimy, że emocja kibica przed telewizorem i dodawane rokrocznie kilogramy są bezpieczniejsze niż regularny trening, dobra dieta i okazjonalny aktywny udział w imprezach sportowych.
Wszystko musi mieć właściwą kolejność i proporcje. Przede wszystkim nawet jeśli niestety organizator zawodów i treningów tego formalnie nie wymaga, to zgłaszajmy się do lekarza pierwszego kontaktu zanim podejmiemy sportowe mniejsze, czy większe wyzwania. Do tragedii wcale nie musi dochodzić, ani po maratonie, ani po 10 kilometrowym biegu.
Zawały dotyczą ludzi wchodzących po schodach, jeżdżących rekreacyjnie na rowerze, czy biegających zdecydowanie krótsze odcinki. Niestety świadomość funkcjonowania własnego organizmu jest wciąż u nas bardzo niska. Ilu z nas wybrało się do pracy z gorączką grypową? Ilu z nas tuż po grypie poszło grać w piłkę, czy nadrobić szybko stracone kilometry? A może sami namawialiśmy kogoś, by jednak mimo braku treningu wziął udział w zawodach? Przecież to chłop na schwał i na pewno da radę!
Sam wielu takich kozaków zniechęcałem i nawet czasami mi się to udawało robić skutecznie. Oczywiście wcale nie dla tego, że mam coś przeciwko osobistym wyzwaniom, ale po prostu mam świadomość ryzyka. Uważam,że najważniejszym zadaniem organizatorów i promotorów sportu masowego będzie położenie większego akcentu na edukację zarówno pod względem oczywistych profitów jak i mniej oczywistego ryzyka. Zachęcając do sportu zalecałbym wszystkim postawę fair play i nastawienie na długodystansowy sukces zamiast doraźnego rekordu frekwencji.
