Pretekstem do mojego pierwszego wpisu są pojawiające się ostatnio w telewizji reklamy Banku ING, z hasłem: „Tyle mamy oszczędności, ile mamy na koncie”. Nie wiem, czy te reklamy są skuteczne, czy nie. Mnie się akurat podobają, chociaż nie zostałem przekonany do założenia nowego konta, bo mam już takie trzy. Poza tym trzy karty (w sumie to nawet pięć – bo jeden bank dał mi aż trzy), trzy komplety haseł i odwiedzam już trzy różne banki (szczęśliwie tylko przez Internet).
REKLAMA
Reklamy ING przypomniały mi o zjawisku tak zwanej umysłowej księgowości. Jako pierwszy opisał je amerykański psycholog Richard Thaler. W swoich pracach twierdził on, że dosyć często zachowujemy się jak księgowi, zapisujący różne dochody i wydatki w różnych rubryczkach. Najważniejsza z tych rubryczek to oczywiście „dochody bieżące”, czyli to, co zarabiamy w mniej więcej stałym rytmie. Ciekawsza rubryczka to „ekstra kasa”. Znacznie łatwiej jest wydać pieniądze zaksięgowane do tej rubryczki niż do dochodów bieżących.
Zróbmy taki myślowy eksperyment (opisuje to Thaler w jednym ze swoich artykułów): Wyobraź sobie Drogi Czytelniku, że jesteś winien urzędowi skarbowemu jakieś 500 zł, ale tak się szczęśliwie złożyło, że właśnie wyjąłeś wiosenną kurtkę z szafy i, o jakież wielkie było Twoje szczęście, znalazłeś w kieszeni 300 zł. I co teraz: dołożysz 200 i wpłacisz to do US, czy też kupisz sobie nowy film na DVD, pójdziesz wreszcie na obiad do tej tajskiej, greckiej, hiszpańskiej, czy jakiejś innej dziwnej restauracji, o której mówili Ci znajomi, czy też pomyszkujesz między półkami w sklepie z ubraniami? Komunikacja na blogu jest jednokierunkowa, więc nie poznam Twojej odpowiedzi. Natomiast wynik eksperymentu przeprowadzonego wśród Amerykanów był dosyć jednoznaczny: pieniądze z niepoważnego źródła wydajemy na niepoważne rzeczy (podatek jakoś się zapłaci, gdy przyjdzie na to czas). I na tym właśnie polega umysłowa księgowość: dochody są stałe i przypadkowe (nawet mówimy czasem, że wpadła mi ekstra kasa) i także wydatki są poważne i niepoważne. I te pierwsze łączymy z drugimi w pasujące do siebie kategorie.
I teraz do reklamy ING. Główne przesłanie tej reklamy (a przynajmniej ja tak je rozumiem) to zachęta do zmiany księgowania umysłowego na księgowanie rzeczywiste. Jeżeli kupiłem, coś taniej, to nie zaoszczędziłem, ale mniej wydałem. Wmawianie sobie, że to czego nie wydałem (a mogłem – bo przecież była super obniżka) to pieniądze, które mogę wydać na coś innego to jeszcze nie jest samo- oszukiwanie się. Ale wmawianie sobie, że to, czego nie wydałem to moje oszczędności to już ewidentne kłamstwo i to w żywe (własne) oczy.
