W dzisiejszą Wielką Sobotę czas aby dokonać refleksji nad największą polityczną zagadką minionego okresu. Wpierw jednak chciałbym podziękować wszystkim, którzy zechcieli zostać stałymi Czytelnikami mojego profilu na fb. Jest już Państwa prawie 37 tysięcy. Bardzo dziękuję za zainteresowanie, komentarze i sugestie. Z okazji Świąt Zmartwychwstania składam Państwu najserdeczniejsze życzenia. Abyśmy potrafili utrzymać demokrację w Polsce.
REKLAMA
Dlaczego PiS lepiej odczytuje nastroje społeczne niż opozycja? Odpowiedź jest prosta i powtarzam ją przynajmniej od półtora roku: opozycja przesunęła się na lewo. Przesunęła się na lewo w dwóch zasadniczych dla wielu ludzi kwestiach: tożsamości narodowej oraz spraw światopoglądowych. PO wygrała wybory w roku 2007 jako partia chrześcijańska, prorodzinna i centroprawicowa. Przykładów takiej identyfikacji można podać wiele. Po pierwsze był nią program, który tak właśnie ją definiował. Po drugie głosowania: za programami prorodzinnymi np. becikowym, prorodzinnym podatkiem PO głosowała razem z LPR, a przeciwko PiS i SLD. PO głosowała w większości przypadków przeciwko lewicowym pomysłom SLD. Miała w swoim gronie grupę lewicowych aktywistek np. Kopacz, Kidawa-Błońska, czy Pomaska, ale były one w zdecydowanej mniejszości nie wpływając na wizerunek ugrupowania.
W sprawach uznawanych przez elektorat patriotyczny za ważne np. powołanie IPN PO głosowała przeciwko postkomunistom. Również w zachowaniach indywidualnych posłów bardzo dużo było odniesień do Kościoła. Dość wspomnieć rekolekcje PO prowadzone przez kard. Dziwisza. W odbiorze społecznym PO jawiła się jako partia zdecydowanie konserwatywna, ale różniąca się od PiS-u w sprawach podejścia do demokracji, używania służb specjalnych przeciwko przeciwnikom etc. Główny mechanizm zwycięstwa PO nad PiS został uruchomiony w okresie pomiędzy prowokacją wobec A. Leppera a wyborami. (w czym miałem spory udział) poprzez pokazanie sposobu działania CBA i Prokuratury, Wybory 2007 roku nie odsuwały prawicy od władzy, ale przesuwały rządy z jednej partii prawicowej na drugą, która była bardziej przewidywalna (a raczej mniej szalona). Kadencja 2007-2011 nie przyniosła w tej sprawie zasadniczego przełomu. Propozycje światopoglądowe PO lansował wówczas Jarosław Gowin, a ich zapisy popierał Kościół. Wprawdzie w kampanii wyborczej Tusk wspomniał o związkach partnerskich, ale zaraz ten postulat wycofał i nie został on przez elektorat potraktowany jako poważne zagrożenie.
Od odejścia D. Tuska zaczęła się katastrofa. Do władzy w PO doszło jej lewe skrzydło, które z zapałem zaczęło lansować swój światopogląd jako program partii. Spór o in vitro, w którym PO odeszła od programu konserwatywnego przesunął ultrakatolickiego Komorowskiego na pozycje lewicowych sufrażystek (tak to zostało odczytane przez ludzi). Po niespodziewanej klęsce Komorowskiego nie wyciągnięto żadnych wniosków z swoich błędów i pogłębiano zwrot w lewo. Najlepszą egzemplifikacją tego zwrotu było uczynienie ze sprawy ułatwień w możliwości zmieniania płci pierwszej osi sporu z Prezydentem A. Dudą. Szaleństwo tego ruchu nie wymaga uzasadnień. Bić się z prawicowym Prezydentem o prawa kilkunastu osób, gdzie przeciwko zmianom płci jest 80% społeczeństwa może tylko kaskader polityczny. Robić to w kampanii wyborczej to znacznie więcej niż głupota. Ażeby tego było mało lewicowe kierownictwo PO postanowiło przyłączyć się do programu multikulturalizmu w Europie na pięć minut przed jego upadkiem. Zapisywanie się do PZPR w 1989 było chyba mądrzejsze. Oczywiście, że problem uchodźców wymaga miłosierdzia, ale nie wolno odwracać oczu na oczywisty problem utworzenia się w islamie (a raczej odtworzenia z dawnych assasynów) sekty zdolnej zabijać i niszczyć w samobójczych atakach. Jest dla każdego oczywiste, że program multikulturalizmu w Europie rozumiany jako absolutna tolerancja nawet dla najbardziej skrajnego islamu umarł już na długo przed zamachami w Paryżu. Deklaracja Ewy Kopacz o przyjęciu trzech tysięcy uchodźców bez względu na ich wyznanie była bezpośrednią przyczyną uzyskania przez PiS samodzielnej większości. I to przyczyną podwójną. Po pierwsze część wyborców PO zagłosowała na PiS, a po drugie część wyborców Lewicy ( o wiele mniejsza niż ta, która przeszła z PO do PiS) zagłosowała na PO, co spowodowało wypadnięcie Lewicy z Sejmu i samodzielną większość PiS. Oczywiście nie chodzi tutaj o 3000 uchodźców, gdyż przyjęcie nawet takiej liczby muzułmanów nie stanowiłoby specjalnego zagrożenia. Chodziło o poparcie dla ideologii, która zamieniła Państwa Europy Zachodniej w beczkę prochu. Polacy jednym z fundamentów swojej tożsamości mieli przez wieki opór wobec islamu. Przekonywania polityków Zachodu, ze islam można ucywilizować, absolutnie nie przekonują większości naszego społeczeństwa. I nie jest to wbrew twierdzeniom liberalnych mediów przejaw obskurantyzmu, czy ksenofobii, ale rozsądku. Wmawianie Polakom, ze są zacofani, bo nie chcą muzułmańskich gett, jest jakimś dziwnym skażeniem intelektualnym, które opanowało część mediów, a za nimi większość PO.
Mieliśmy starcie wyborcze dwóch sił, z których jedna szła do wyborów pod hasłem: bezpieczeństwo tzn. zero muzułmańskich gett, nie dla zmieniania płci, koniec wojny z Kościołem i 500 złotych na dziecko.
A druga proponowała: otwarcie Polski na napływ islamu, łatwość w dostępie do zmiany płci , in vitro w liberalnej wersji oraz skomplikowane zmiany podatkowe, których nawet premier nie rozumiała. To dziwne, że PiS w takiej sytuacji nie otrzymał większości konstytucyjnej!
Obecne kierownictwo PO zaczyna chyba rozumieć przyczyny porażki, skoro przewodniczący Schetyna zapowiedział zwrot do centrum i zakopanie wojny z Kościołem. Jednakże zwrot ten wymagać będzie zasadniczej przebudowy formacji, a przede wszystkim dokładnego zanalizowania przyczyn porażki. Jako z pierwszej rzeczy PO winna się wycofać z narracji proislamskiej. Przecież wystarczy powiedzieć: prześladowani realnie jazydzi i chrześcijanie zawsze znajdą u nas bezpieczne miejsce. Muzułmanów zasadniczo nikt w krajach muzułmańskich nie prześladuje ze względu na wiarę, więc są oni uchodźcami ekonomicznymi, których nie chcemy przyjmować. Oczywiście w indywidualnych przypadkach mogą być wyjątki, ale taka jest zasada. A jeżeli lewicowi dziennikarze zaczną się burzyć to trzeba ich zapytać: wolicie odejść od swojej ideologii, czy walczyć z bronią elektromagnetyczną razem z Macierewiczem przez następną dekadę? Wybór należy do was.
Wpis pochodzi ze strony Roman Giertych - strona oficjalna
