Zbliżające się wybory pokazują jak daleko odeszliśmy od pięknych ideałów państwa demokratycznego i od szlachetnych intencji deklarowanych przez większość kandydatów. Obywatele w wielu przypadkach zostali pozbawieni możliwości krytyki kandydatów startujących w wyborach, szczególnie wtedy, kiedy sprawują oni aktualnie wysokie stanowiskach we władzach samorządowych.
REKLAMA
Żeby założyć knebel jest na to prosty sposób – można wezwać kierownictwa gazet lokalnych na dywanik do wójta lub starosty i zagrozić, że nie będzie zleceń na reklamy, jeżeli media będą niepokorne i przyjdzie im do głowy żeby krytykować istniejący stan rzeczy.
Wystarczy, że do tej groźby dołączą się miejscowe, bogate firmy uwikłane w mniej czy więcej legalne interesy oraz powiązania z miejscową władzą i blokada informacyjna jest skuteczna. Kandydaci władzy dzięki takim praktykom mają często do dyspozycji wszystkie miejscowe media, w tym swoje samorządowe wydawnictwa, strony internetowe, mają swoich nadwornych dziennikarzy i publiczne pieniądze które wydają w okresie przedwyborczym na wypasione dożynki, na bale dla seniorów, na różnego typu inne imprezy żeby promować siebie. Partie lokalne do których należą ci kandydaci udają że nie widzą tych nagannych praktyk.
Ale to nie wszystko. Kandydaci do władz samorządowych sprawujący obecnie władzę posuwają często jeszcze dalej. Zupełnie celowo i świadomie kumulują przed wyborami wszelkiego typu uroczyste otwarcia i przekazywanie sprzętu dla lokalnych społeczności tylko po to żeby przypisać sobie całe zasługi. Oto w jednej gminie znaleziono samochód strażacki zamknięty od wielu tygodni w szopie, bo czekano żeby go uroczyście przekazać straży tuż przed wyborami.
W innym miejscu czekano z rozdziałem środków ZUS, żeby połączyć to z wyborami. Jeszcze gdzie indziej przesunięto prawie o rok oddanie do użytku domu kultury tylko po to żeby przysłużył się w wyborach. W Warszawie na poważnie rozważano możliwość oddania tuż przed wyborami samorządowymi drugiej linii metra. Są i przypadki wręcz kryminalne, oto burmistrz Bemowa, który musiał niedawno odejść ze swojej funkcji za zastraszanie, nepotyzm, podpisywanie fikcyjnych umów i inne przekręty nagle pojawił się jako kandydat w wyborach.
Wiele jest podobnych przypadków i działań również w naszej gminie i powiecie. Po pierwsze idźmy do wyborów, po drugie nie dajmy się zwieść gładkim słowom i obietnicom.
