
Byłam w Warszawie. Po trzech latach przerwy zobaczyłam zachwycające Centrum, świetnie ubranych ludzi, księgarnie pełne książek i teatry na światowym poziomie. Przypomniałam sobie wszystko to, za czym tak tęsknię i to, czego w nas - Polakach tak szczerze nie lubię
REKLAMA
24 maja (sobota). Wczesny ranek
Taksówkarz, złapany na lotnisku, wyraźnie źle znosi ciszę.
- Pani z Warszawy? – zagaja.
- Nie. Nietutejsza.
- A do wyborów Pani nie idzie? - zabrzmiał lekki warszawski zaśpiew.
- Nie pójdę. Pierwszy raz od 25 lat. Nie pójdę.
Pan za kółkiem aż podskakuje zachwycony.
- I masz Pani rację! To sami złodzieje! Z ludźmi się nie liczą!
- Nie. Nietutejsza.
- A do wyborów Pani nie idzie? - zabrzmiał lekki warszawski zaśpiew.
- Nie pójdę. Pierwszy raz od 25 lat. Nie pójdę.
Pan za kółkiem aż podskakuje zachwycony.
- I masz Pani rację! To sami złodzieje! Z ludźmi się nie liczą!
Tego samego dnia, godzina 21.00
Za oknem upał, ponad 30 stopni. Jedno z wielkich podwarszawskich blokowisk. Ośmiopiętrowe budynki ciasno ustawione w podkowy. Okno w okno. Bez prywatności. Na parterze sklepy – monopolowy, warzywniak, spożywczy. Zadeptane trawniki. Skarlałe krzaki zamiast drzew i donic z kwiatami. Do najbliższego parku kilkanaście minut pieszo. Chodnikiem, wzdłuż ruchliwej drogi, w chmurze spalin. Obcasy grzęzną w nadtopionym asfalcie. W blokach, przez szeroko otwarte okna hałasuje życie – grają telewizory, płaczą dzieci, pary wykrzykują wzajemne pretensje.
Dokładnie o 23:00 na zniszczonym skwerze zaczyna się pomeczowa impreza. Wrzaski, pijackie śpiewy, bójki i wyzwiska potrwają do 7 rano. Zbiorowa feta zakończy się na balkonie czwartego piętra chóralnym odśpiewaniem „Dziwny jest ten świat”.
25 maja (niedziela), po południu
Teatr Współczesny i genialny spektakl „Posprzątane”. Siedziałam jak zahipnotyzowana. Taki poziom można znaleźć w Mediolanie, Paryżu i słynnej z teatru Antwerpii. A tu – wszystko po polsku! Wyszłam otumaniona.
Teatr Współczesny i genialny spektakl „Posprzątane”. Siedziałam jak zahipnotyzowana. Taki poziom można znaleźć w Mediolanie, Paryżu i słynnej z teatru Antwerpii. A tu – wszystko po polsku! Wyszłam otumaniona.
Kilka kroków dalej, przy Placu Zbawiciela, nastrój jak przed wybuchem wojny. Grupki zamaskowanych Prawdziwych Polaków i kordony policji w bojowym rynsztunku. W bocznych uliczkach parkują armatki wodne i policyjne „budy”.
Na środku Placu stoi niepozorna przyczyna zamieszania – niespecjalnie urodziwa, kwiatowa konstrukcja w kształcie łuku – powszechnie uznana za tęczę.
Kilka ulic dalej, wielka na wysokość kilkunastu pięter, podświetlona roznegliżowana pannica reklamuje bieliznę. Wokół wizualnego tryumfu seksizmu cisza i spokój. Nikt go nie pali, nie niszczy, nie obrzuca jajami. Wielka golizna Prawdziwych Polaków nie szokuje. Prawdziwych Polaków szokuje kwiatowa tęcza.
26 maja (poniedziałek)
Ulica Bagno. Warszawa w luksusowym wydaniu. Ekskluzywne apartamentowce, jakich ze świecą szukać w kosmopolitycznej Brukseli. Usługi z najwyższej półki- od kancelarii prawnych, przez Consulting aż po stomatologa. Wszystko na światowym poziomie.
Nieco później zostają mi jeszcze wizyty w księgarniach, takich prawdziwych, z księgarzem kochającym książki. Książkowe supermarkety omijam szerokim łukiem. Nie mają duszy tradycyjnych księgarni. Wreszcie czekają szykowne, warszawskie sklepy i Łazienki Królewskie.
Wieczorem, w sąsiedztwie mojego bloku, muzyka techno cichnie tuż po 2 w nocy. Nie ma policji. W Polsce, dbanie o ciszę nocną, to nie jest zadanie dla stróżów prawa. Obywatel nie śpi? Jego sprawa. Jego problem. Policjant pilnuje tęczy.
27 maja (wtorek)
Po szybkim „Dzień dobry” taksówkarz nie umie milczeć.
- Była Pani na Wyborach? – zaczyna.
- Nie byłam.
- A dlaczego?
Oddycham z ulgą - przynajmniej nie będzie monologu.
- Nie poszłam, bo potraktowali Wyborców jak bezmózgowców. Nie miałam innego pomysłu na protest, więc nie poszłam.
Taksówkarz milczy przez chwilę.
- Mój Syn głosował na "Krula" - Mówi ciszej, z pretensją w głosie.
- Nie byłam.
- A dlaczego?
Oddycham z ulgą - przynajmniej nie będzie monologu.
- Nie poszłam, bo potraktowali Wyborców jak bezmózgowców. Nie miałam innego pomysłu na protest, więc nie poszłam.
Taksówkarz milczy przez chwilę.
- Mój Syn głosował na "Krula" - Mówi ciszej, z pretensją w głosie.
Jutro - 28 maja, w Gorzowie Wielkopolskim, Premier powie, że niska frekwencja wyborcza nie jest wyrazem sprzeciwu wobec elit politycznych.
Tak, więc – wszystko OK? W demokratycznym kraju społeczeństwo traci poczucie sprawczości. Obywatele rezygnują z prawa do głosu, a Premier legitymizuje zachowania aspołeczne? Wszystko OK – niska frekwencja to nie patologia? Niska frekwencja to norma? Wszystko OK – przekuwamy totalną porażkę w absolutny sukces?
Mam wątpliwości, więc pozwoli Pan Premier i Panowie Politycy, że zapytam – dlaczego „Polska jest ostatnie na globie społeczeństwo, a pierwszy na planecie naród?”
