Polityka nie jest zabawą dla przedszkolaków. Łagodnie to ujmując: spory są brutalne, a słowa padają ostre. Szczególnie w trakcie kampanii wyborczej. Są jednak granice, których nie powinno się przekraczać. I nie mam na myśli granicy chamstwa - tu traci sam polityk jako cham postrzegany.

REKLAMA
Są jednak obszary, które z publicznych politycznych sporów muszą być wyłączone, ponieważ szkodzi to Polsce. Mam na myśli co najmniej dwie takie kwestie - politykę zagraniczną i ważne dla nas wszystkich rocznice. Dlaczego?
Po pierwsze, szkodzi to polskiej racji stanu. Osłabia to międzynarodową pozycję Polski i utrudnia osiągnięcie naszych celów strategicznych. Bez ponadpartyjnej zgody nie weszlibyśmy ani do NATO, ani do UE.
Po drugie, osłabia to poczucie wspólnoty, które i tak nie jest w Polsce najwyższe. Jeżeli politycy nie potrafią zgodnie przeżywać dni symbolicznych w historii, to tym bardziej nie będą tego robili obywatele. I wreszcie kłótnie o rocznice po prostu obrażają pamięć ich bohaterów. Walczyli Oni o Polskę, a nie o zwycięstwo jednego obozu politycznego nad drugim.
Niby to proste, ale w ostatnim tygodniu byliśmy świadkami gorszących publicznych sporów pomiędzy Prezydentem a Rządem o politykę zagraniczną. Przepychanki o to, kto jest ważniejszy dotyczą także przypadających w tych dniach rocznic - Porozumień Gdańskich i wybuchu II Wojny Światowej.
Jest bardzo wiele obszarów, w których powinniśmy się spierać. Dotyczą kierunków rozwoju Polski. Co zmieniać w gospodarce, aby ludzie zaczęli lepiej zarabiać? Jak poprawić działanie wymiaru sprawiedliwości, służby zdrowia, edukacji i wielu innych polityk publicznych? To są ważne sprawy. Kłóćmy się o nie. Wyłączcie jednak z tego politykę zagraniczną i rocznice narodowe. Wiem, że kohabitacja jest trudną sztuką, ale jakoś na świecie dają sobie z nią radę.
Można byłoby powiedzieć, że zabawa nie dla przedszkolaków, ale jak przedszkolaki politycy się zachowują. Trzeba jednak przypomnieć, że takie postawy były jedną z przyczyn katastrofy, która wstrząsnęła nami 5 lat temu.