Biuro Analiz Sądu Najwyższego przedstawiło opinię na temat projektu noweli ustawy o związkach zawodowych. Dość krytyczną. I bardzo dobrze. Na tym polega dobre stanowienie prawa. Ktoś zgłasza i uzasadnia propozycję, inni przedstawiają kontrargumenty. I na koniec może wyjść z tego dobre prawo. A nie uchwalany w 48 godzin bubel, który po po dwóch tygodniach trzeba nowelizować.

REKLAMA
No to zacznijmy od początku. Związek zawodowy obalił w Polsce komunizm, a jego lider dostał Pokojową Nagrodę Nobla. Dzisiaj z tego wielkiego ruchu pozostał tylko cień. Do związków zawodowych należy 6% pracujących, z tego 3/4 pracuje w sektorze publicznym lub spółkach skarbu państwa. 58% pracowników uważa, że związki źle reprezentują ich interesy, a w rankingu zaufania do zawodów działacze związkowi znajdują się pomiędzy sprzedawcami samochodów, a sędziami piłkarskimi. Powiecie, że powinienem się cieszyć, bo przedsiębiorcy nienawidzą związków zawodowych. Może niektórzy nienawidzą, ale większość wie, że z pracownikami należy się porozumiewać. Szczególnie w branżach, gdzie o wartości przedsiębiorstwa decyduje kapitał ludzki. A efektywniej porozumieć się można z kilkoma osobami niż z kilkuset.
Dlaczego zatem w prywatnych firmach nie ma związków? Ponieważ przedsiębiorcy potrafią liczyć. Zgodnie z prawem działaczom związkowym musieliby płacić pensję, dać za darmo lokal i jeszcze prowadzić pobór składek. Będą zatem skutecznie zniechęcali do ich założenia. W konsekwencji przywileje dla działaczy są niekorzystne dla pracowników, bo utrudniają zakładanie związków w prywatnych firmach.
Utrzymywanie działaczy ze składek powodowałoby, że będą się oni starali lepiej reprezentować interesy pracowników, a pracownicy będą bardziej tego wymagali. Oczywiście na proponowanej zmianie skorzystają także przedsiębiorcy, ale również podatnicy (większość związków działa w sektorze publicznym) oraz klienci, bo koszt działalności kilkudziesięciu związków w zakładzie (jak w górnictwie) trzeba przerzucić na nabywcę. Może z takich powodów ani w Niemczech, ani we Francji, ani w Wielkiej Brytanii związki nie mają takich przywilejów jak w Polsce.
Tak właśnie uzasadniamy nasz projekt ustawy. Jak zatem odnosimy się do opinii SN? Czytamy w niej, że potrzebna jest całościowa systemowa nowelizacja, a właściwie napisanie ustawy od nowa. Zgadzam się. Jest potrzebna. Taką nowelizację powinien przygotować rząd, szczególnie, że konieczne jest wykonanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Niestety Rząd do tego się nie kwapi. Sparaliżować Trybunał PiS był w stanie w ciągu 48 godzin, a z wykonywaniem jego wyroków jakoś się nie spieszy. Zgłosiliśmy projekt nowelizacji usuwającej najważniejsze wady ustawy. Jeśli rząd przedstawi propozycję nowej ustawy chętnie będziemy nad nią pracowali. Na razie jednak tego nie zrobił.
SN uważa także, że niepotrzebna jest jawność finansów związkowych. Nie bardzo rozumiem argumentację stojącą za tym, żeby organizacja społeczna jaką jest związek zawodowy nie miała obowiązku publikować sprawozdań finansowych. Przyczyniłoby się to zresztą, do zwiększenia zaufania do związków.
Cieszy mnie natomiast, że SN nie widzi przeszkód prawnych dla likwidacji finansowania etatów związkowych przez pracodawców. To w sumie najważniejsza z naszych propozycji. I wreszcie najciekawsze. W opinii czytamy, że "uzasadnione zastrzeżenia" nasuwa regulacja, która dopuszcza możliwość pobierania przez pracodawcę składek związkowych. Aż tak daleko w naszym projekcie się nie posuwamy. Chcielibyśmy pozostawić takie rozwiązanie do uzgodnienia przez pracodawcę i związki.
Po wczorajszej debacie widać jednak, że PiS nie ma ma ochoty rozmawiać o innych niż swoje pomysły. Szkoda.