To zdanie nie padło po raz pierwszy w filmie, ale w rzeczywistości. Historia programów kosmicznych znaczona jest katastrofami, tu na szczęście udało się jej uniknąć. Niestety historia społeczeństw także znaczona jest klęskami. Dzisiaj w Polsce moglibyśmy powiedzieć tak samo jak John Swigert w kwietniu 1970 roku. Tylko, że nie ma żadnego Houston i tylko my sami możemy sobie pomóc.
REKLAMA
Kryzys wokół Trybunału Konstytucyjnego jest największym wyzwaniem, które napotkała polska demokracja od 25 lat. Musimy wziąć się do roboty, ponieważ inaczej może się to dla nas źle skończyć. Dlaczego? Napięcie i podziały w społeczeństwie narastają. Tajemnicą poliszynela jest ochłodzenie stosunków ze Stanami Zjednoczonymi - naszym najważniejszym sojusznikiem. Unia Europejska zaczyna pokazywać PiSowi, że ma instrumenty, aby okazać niezadowolenie z powodu łamania standardów demokracji w Polsce. Wygląda na to, że dobre relacje mamy już tylko z Węgrami, bo nawet sami na siebie coraz bardziej warczymy. Przy całym szacunku dla Węgier i pamięci o wspieraniu się w najtrudniejszych momentach naszej historii, to trochę za mało dla zapewnienia Polsce bezpieczeństwa. Najważniejsze jest jednak to, że konsekwencją trwania pata może być paraliż państwa. Wszystko to dzieje się w niesprzyjających okolicznościach międzynarodowych – kryzys w Europie, konflikt na Ukrainie, zagrożenie spowolnienia gospodarczego w Chinach…
Jestem przekonany, że zbliżamy się do momentu, od którego bardzo trudno będzie kryzys wokół TK rozwiązać. A bez tego nie będziemy mogli zająć się potrzebnymi zmianami, które spowodują, że Polacy będą mogli żyć zgodnie ze swoimi oczekiwaniami i ambicjami.
Pierwszym krokiem naprawy sytuacji musi być opublikowanie wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Nie tylko dlatego, że to silniejszy powinien zrobić pierwszy krok. Wszelkie porozumienie bez opublikowania wyroku spowoduje, że taki niby-kompromis nie zostanie uznany za rozwiązanie ani w Polsce, ani na świecie, nawet jeśli zostałoby ono zawarte pomiędzy wszystkimi siłami politycznymi.
Dzisiaj gra na czas prowadzi do klęski. Naszym przyjaciołom na świecie będzie smutno. Wrogowie się ucieszą. A my zapłacimy największą cenę.
"Houston, we have a problem" padło, gdy Apollo 13 był 328 000 km od Ziemi. Na szczęście Polska jest dużo bliżej powierzchni, chociaż faktycznie emocję szybują w kosmos. Do samego końca nie było wiadomo, czy załoga wróci szczęśliwie na Ziemię. Tylko dzięki temu, że ratujący nie zaczęli od oskarżania się nawzajem kto jest bardziej winny, a wzięli się solidnie do pracy, udało się uniknąć katastrofy. Pamiętajmy o tym dzisiaj.
