O autorze
Ryszard Petru to wrocławianin i ekonomista z ogromnym doświadczeniem. W Banku Światowym zajmował się reformą finansów publicznych, polityką regionalną i klimatem inwestycyjnym. Był przewodniczącym Towarzystwa Ekonomistów Polskich oraz współpracował z Forum Obywatelskiego
Rozwoju. Jest autorem szeregu publikacji na tematy gospodarcze, a także współtwórcą książki "Koniec Wolnego Rynku? Geneza kryzysu". Zasady ekonomii doskonale tłumaczy nawet dzieciom, czego dowodem są jego książki dla najmłodszych.
Dziś Ryszard Petru to lider partii politycznej Nowoczesna, która daje nadzieję na to, że już
wkrótce będziemy żyć w nowoczesnym i dobrze zarządzanym kraju. Jego plan uzdrowienia państwa i gospodarki pokazuje, że Polskę można zorganizować lepiej za te same pieniądze.

Bankructwo to nie koniec świata

Coraz bliżej katastrofy. Grecja płonie. Grecja wypychana przez Unię. Co artykuł to bardziej złowieszczy tytuł. Brzmią jak koniec świata. Niektórzy nawet rozpisują czarne scenariusze, jak będzie wyglądała grecka ulica dzień, tydzień, miesiąc po ogłoszeniu bankructwa. Wszystko brzmi strasznie i bardzo groźnie.


Narzuca się więc prosty dwuwariantowy podział: dalsze finansowanie Grecji (czyli spokój), lub też ogłoszenie bankructwa (czyli koniec świata). Często tego rodzaju dwubiegunowość jest wykorzystywana do wywierania presji na decydentów, w tym wypadku na tych którzy nie chcą płacić kolejnych transz pomocy. Ostatnio o potrzebie ogłoszenia formalnego bankructwa mówi już nawet minister finansów Niemiec Wolfgang Scheuble. Podobnie jak wielu innych finansistów ma świadomość, że Grecy i tak nie spłacacą długu, jesli nawet zostanie on zredukowany do 120 proc PKB. Dzisiaj już nawet sama kwota jest coraz częściej kwestionowana. Bowiem uwzględniając tempo greckich reform i skalę oczekiwanej recesji w tym kraju w perspektywie najbliższych lat, wychodzi zgodnie z najnowszymi szacunkami Komisji Europejskiej, że po redukcji długu, która jest obecnie negocjowana z wierzycielami prywatnymi, grecki dług publiczny zmaleje do 129 proc a nie do 120 proc. Na tej jednej redukcji napewno więc się nie skończy. Pytanie na ile w całym tym długim procesie wychodzenia na prostą ogłoszenie formalnego bankructwa Grecji pomoże.


Grecja od dawna jest bankrutem. Nie może bowiem na bieżąco obsługiwać swoich należności. Jednak formalnie bankructwa nie ogłosiła, gdyż pomaga jej Unia Europejska i MFW pożyczając pieniądza na spłatę wcześniej zaciągniętych długów. Gdyby była to wyłącznie kwestia szybkiego odyskania sił witalnych i wejścia na ścieżkę wzrostu mogłoby się udać bez ogłaszania formalnie niewypłacalności. Ale Grecja to nie Włochy, które utraciły przez pewien czas zaufanie rynku co do możliwości obsługiwania na bieżąco swego zadłużenia. Grecja od dwóch lat długu swego nie obsługuje i przez dłuższy czas nadal obsługiwać nie będzie w stanie. Dodatkowo, wysokość greckiego zadłużenia przy wszelkich najbardziej optymistycznych założeniach nie będzie maleć, co oznacza, że na spłatę tak wielkiego długu nie ma co liczyć. Dlatego też wierzyciele prywatni zgodzili się negocjacje dotyczące redukcji zadłużenia, co w praktyce oznacza przyznanie się kraju do niewypłacalności. To, że nie nazywa się jeszcze tego formalnie bankructwem jest trickiem prawnym. Ekonomicznie Grecja jest bankrutem.


Formalne ogłoszenie bankructwa będzie miało swoje konsekwencje prawne. Uruchomi zapewne lawinę, poczynając od wypłat odszkodowań z tytułu zabepieczenia przed bankructwem Grecji do trudności z pozyskaniem finansowania przez greckie przedsiębiorstwa z powodu ogłoszenia niewypłacalności kraju. Ale kraj nie stanie. Dalej będzie otrzymywał pomoc z UE i MFW na bieżące potrzeby wydatkowe. Pomoc ta może w przyszłości być mniejsza, gdyż formalne bankructwo przyspieszy kolejne rundy negocjacji dotyczące pozostałego do redukcji długu. Jak już wielokrotnie wskazywałem, Grecja musi zredukować cały swój dług o 70 procent, aby uzyskać taki poziom zadłużenia który mógłby być na bieżąco obsługiwany przez to państwo w dającej się przewidzieć przyszłości. Ale i tak po tak głębokiej redukcji Grecja będzie na kroplówce. I nie sądzę aby choć na chwilę podawanie żywotnych płynów było wstrzymane, bo nikomu przecież nie zależy na panice bankowej czy też masowych protestach z powodu niewypłacenia na czas zobowiązań przez państwo. To tylko człowiek radziecki był w stanie zaakceptować kilkumiesięczne opóźnienia w wypłacie pieniędzy. Pieniądz więc będzie płynął, lepiej byłoby jednak, aby redukcja długu mogła zostać dokonana raz i porządnie, tak aby nad Grecją wciąż nie wisiało ryzyko kolejnych redukcji.


Niektórzy uważają, że tylko wyjście Grecji ze strefy euro może rozwiązać ich główny problem jakim jest bardzo niska konkurencyjność. Przypomnę tylko, że gdyby Grecja opuściła strefę euro, to i tak UE lub też już tylko MFW musiałby dalej ją finansować, z tych powodów które wymieniłem przed chwilą. Niewykluczone, że pomoc musiałaby być jeszcze większa ze względu na skalę spustoszenia jakie wywołałaby dewaluacja drahmy wobec euro i w konsekwecji znacznie głębszą recesję niż obecna. Grecja też nie zyskałaby wiele na nowej walucie, bo jako kraj nieeksportujący, nie miałoby jak w krótkim czasie wykorzystać swej nowej przewagi konkurencyjnej.

Czym innym jest jednak ogłoszenie formalnie niewypłacalności. Jest bowiem formalne potwierdzenie faktu i zmuszenie wierzycieli do przyjęcia znacznie głębszej, ale i realnej, redukcji greckiego długu. Jeśli podejmowane decyzje będą zgodne z faktami i zdrowym rozsądkiem tym mniej będzie iluzji i nieralnych planów i tym też większe szanse na wyjście na prostą.