O autorze
Ryszard Petru to wrocławianin i ekonomista z ogromnym doświadczeniem. W Banku Światowym zajmował się reformą finansów publicznych, polityką regionalną i klimatem inwestycyjnym. Był przewodniczącym Towarzystwa Ekonomistów Polskich oraz współpracował z Forum Obywatelskiego
Rozwoju. Jest autorem szeregu publikacji na tematy gospodarcze, a także współtwórcą książki "Koniec Wolnego Rynku? Geneza kryzysu". Zasady ekonomii doskonale tłumaczy nawet dzieciom, czego dowodem są jego książki dla najmłodszych.
Dziś Ryszard Petru to lider partii politycznej Nowoczesna, która daje nadzieję na to, że już
wkrótce będziemy żyć w nowoczesnym i dobrze zarządzanym kraju. Jego plan uzdrowienia państwa i gospodarki pokazuje, że Polskę można zorganizować lepiej za te same pieniądze.

Jeszcze raz o wieku emerytalnym

W dyskusji nt. potrzeby podwyższania wieku emerytalnego pojawia się coraz więcej przekłamań i nieporozumień, zwykle wynikających z braku wiedzy. Czasami jednak używane są one jednak celowo po to aby przestraszyć społeczeństwo perspektywą wyższego wieku emerytalnego. Pojawiają się również różne nowe propozycje, na tyle poważne, iż należałoby się do nich odnieść.


Główna niepewność Polaków dotyczy pracy po pięćdziesiątce. Powszechnie wiadomo, że o znalezienie pracy w tym wieku w naszym kraju jest trudno, powstaje więc naturalne pytanie, czy wydłużenie wieku emerytalnego nie zwiększy i tak wysokiego bezrobocia wśród tej grupy wiekowej. To było pierwsze pytanie jakie zadałem uczestnikom panelu zorganizowanego w zeszłym tygodniu przez Towarzystwo Ekonomistów Polskich na temat wieku emerytalnego. Zasadniczym argumentem ekonomicznym obalającym obawy o pracę po pięćdziesiątce są perspektywy demograficzne. Mianowicie w perspektywie dwudziestu lat liczba osób zdolnych do pracy spadnie o 5 milionów, co oznacza, że będzie im znacznie łatwiej znaleźć pracę niż teraz. Dodatkowo doświadczenia pokazują iż w krajach, w których okres aktywności zawodowej jest krótszy i obywatele wcześniej wychodzą z rynku pracy, bezrobocie jest wyższe. I wreszcie, obowiązujące obecnie okresy ochronne na rynku pracy zamiast chronić pracowników wypychają ich na bezrobocie. Bowiem każdy pracodawca woli nieco młodszego pracownika, którego w kryzysie może zwolnić.


Kolejną kwestią wrażliwą społecznie jest obawa, czy kobiety będą na siłach pracować aż do 67 roku życia. Pokutuje bowiem wciąż przekonanie, że praca wykańcza i w bardziej zaawansowanym wieku nie każdy może ją wykonywać. Jednak tego typu obawy dotyczą prac fizycznych, których liczba już zasadniczo spadła w ciągu ostatnich 20 lat i jeszcze bardziej zmaleje w kolejnych 20-stu. Coraz więcej czynności powtarzalnych zostanie zautomatyzowanych, co przesunie siłę roboczą do prac nie wymagających wysiłku fizycznego. Należy również zwrócić uwagę na fakt, że to kobiety są generalnie zdrowsze od mężczyzn i dłużej żyją. Tak więc, jeśli mężczyzna będzie w stanie pracować do 67 roku życia, to tym bardziej kobieta.


Często w dyskusji publicznej pojawiał się argument, że kobiety w wieku powyżej 60 lat mają inne zadania do wykonania, a mianowicie zajmowanie się wnukami. Zauważmy jednak, że zajmowanie się wnukami wynika ze słabości systemu a nie jego siły. Brak elastycznych form zatrudnienia, ograniczona podaż żłobków, a w wielu miejscowościach również przedszkoli, usztywniony zetatyzowany system zatrudnienia, to wszystko razem powoduje, że kobieta chcąca pogodzić obowiązki rodzinne z pracą jest na rynku pracy dyskryminowana. Na pewno przymusowe „ubabciowienie” nie jest najwłaściwszym sposobem rozwiązania tego typu problemów.


W całej tej dyskusji zasadnym jest pytanie czy w ogóle jest co liczyć na powszechny system emerytalny. Należy przypomnieć, iż obowiązkowe systemy emerytalne wprowadzono aby zmusić ludzi do zabezpieczenia się na starość. Przed wojną emerytura była w Polsce określana mianem renty starczej. Ładnie i atrakcyjnie brzmią wszelkie hasła zachęcające do tego aby dać ludziom wolność wyboru i pozwolić im samym zadbać o swoją przyszłość. Tyle, że większość osób o niskich dochodach i tak i tak wyląduje ostatecznie na garnuszku państwa, ze względu na zbyt niski poziom dochodów w wieku emerytalnym – niewystarczający do zapewnienia minimum socjalnego. Niestety, wielu z nas woli pieniądze teraz, choć mniejsze, niż większe, ale w przyszłości. „Przyszłość jest niepewna, a żyjemy tu i teraz”, to przecież dość powszechne twierdzenie. Aby zapobiec tego typu zjawiskom wprowadzono obowiązkowe systemy emerytalne. Każdy kraj oczywiście decyduje jaki powinien być ten poziom minimum, w jaki sposób finansować wydatki emerytalne, w jaki sposób i czy zachęcać obywateli do dodatkowego oszczędzania. Ale wszędzie oczywista jest jedna prawidłowość, im dłużej ludzie żyją tym dłużej muszą pracować, bo liczbę lat oszczędzania należałoby dzielić przez coraz większą liczbę lat dalszej oczekiwanej długości życia. Nie wspominając o tym, że dłuższa aktywność zawodowa przyczynia się do większego potencjału gospodarki a tym samym pośrednio, do większej siły nabywczej przyszłych emerytur.

Na koniec chciałbym się odnieść do ostatnio zgłaszanych nowych propozycji dotyczących wieku emerytalnego zgłaszanych m.in. przez Marka Borowskiego. Pomysł polega w uproszczeniu na tym, aby zrobić wyjątek i pozwolić tym, którzy „uzbierali” minimalną emeryturę, przechodzić wcześniej niż wymagane 67 lat. Argumenty ekonomicznie słuszne, jednak rozwiązanie to ma też i wady. Po pierwsze pracodawcy mogli by je wykorzystywać - tak jak się to dzieje obecnie - do zwalania poprzez zmuszania do przejścia na wcześniejszą emeryturę, bo przecież na „minimalną już zarobił”. Po drugie wszelkie wyłomy w systemie grożą tworzeniem nowych, a co więcej mogą w przyszłości wywoływać presję na manipulację przy wskaźniku wieku. Rozwiązanie to także nie gwarantuje wydłużenia aktywności zawodowej. I na koniec, zauważmy, że osoby o które najbardziej się martwimy, że nie będą w stanie pracować do 67, to te którym nie będzie łatwo uzbierać na minimalną emeryturę. Takie rozwiązanie byłoby więc „korzystne” dla bogatszych a mniej dla uboższych. Dlatego znacznie lepiej pozostać przy 67 dla wszystkich.