Po roku "kwarantanny" zostałem ponownie zaproszony do pisania felietonów popularyzujących naukę w bardzo popularnym w Małopolsce dzienniku noszącym nazwę "Gazety Krakowskiej". Zapraszam więc Państwa do tego, by do tych felietonów czasami także zaglądać, bo będę się starał pisać je ciekawie i zabawnie, co zapowiada żartobliwy rysunek poniżej. Internetowy dostęp do "Gazety Krakowskiej" można mieć z terenu całego kraju jeśli ma się abonament Piano. Zapraszam i zachęcam do odwiedzania DRUGIEJ STRONY "Gazety Krakowskiej" w każdą środę - chociaż nie wiem jak długo będę mógł tam egzystować. Skoro raz mnie wylali, to bardzo prawdopodobne, że zrobią to ponownie ...

REKLAMA
W jednym z moich wcześniejszych wpisów podzieliłem się z Państwem mimochodem wiadomością o tym, że w 2013 roku wywalili mnie z funkcji stałego felietonisty "Gazety Krakowskiej", po czym zacząłem publikować moje teksty na tym blogu. Przypominam rysunek, jakim skomentowałem to wydarzenie. Rysunek jest żartobliwy, ale przyznam się, że nie było mi wcale wesoło!
logo
Pisywałem te felietony w Gazecie Krakowskiej pod wspólnym tytułem „O nauce i naukowcach” od 6 stycznia 2010 (wtedy ukazał się pierwszy z nich). Następne drukowano w kolejne środy. Zawsze dotrzymywałem terminu i zawsze znajdowałem coś interesującego, chociaż rozterki jakie przeżywa na początku filmu "Uciekająca Panna Młoda" bohater gorączkowo poszukujący tematu do kolejnego felietonu - nie były mi obce ...
logo
Ale zawsze w końcu znajdowałem jakiś aktualny temat i moje felietony ukazywały się regularnie we wszystkie środy. Jednak gdy ukazało się ich łączenie 187 – nagle, z dnia na dzień zrezygnowano z ich dalszej publikacji. Nastąpiło to po opublikowaniu w dniu 26 czerwca 2013 felietonu bardzo krytycznie oceniającego działania pani minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego Barbary Kudryckiej. Nie twierdzę, że treść tego felietonu (pokazanego niżej) miała jakiś związek z decyzją Redakcji stwierdzającą, iż moje teksty przestały już definitywnie interesować Czytelników Gazety - odnotowuję tylko zbieżność w czasie.
logo
Zostałem skazany na „śmierć medialną”.
Całkowitą, ponieważ wcześniej zrezygnowałem z publikowania felietonów w Dzienniku Polskim. Miały one także charakter cyklu popularnonaukowego zatytułowanego „W laboratorium i w praktyce – ciekawostki naukowo-techniczne” i były nieprzerwanie drukowane w magazynach sobotnich przez ponad rok od 18 kwietnia 2008 roku.
logo
logo
Ale pod koniec 2009 roku zrezygnowałem z Dziennika, żeby od początku 2010 rok podjąć wspomniana wyżej współpracę z Gazetą Krakowską. Gdy w czerwcu 2013 roku okazało się, że ta moja przygoda medialna została przez Gazetę dość brutalnie przerwana – znalazłem się w pustce. Miałem pełne szuflady ciekawych tekstów, ale nie było możliwości ich przekazania Czytelnikom.
Z tego stanu „śmierci medialnej” wyrwała mnie redakcja blogu NaTemat.pl i odtąd pisuję tu dla Państwa.
Teraz znowu zostałem zaproszony do Gazety Krakowskiej i przy okazji „awansowałem” ze strony 11 (gdzie uprzednio przez pond 3 lata umieszczałem moje teksty) na nobilitującą drugą stronę Gazety. Może dzięki temu zyskam nowych Czytelników?
Mam nadzieję, że przez jakiś czas będę miał przyjemność spotykać się z nimi dla wspólnej kontemplacji tego, co oferuje współczesna nauka. Jednak mając doświadczenie z publikacji wcześniejszych felietonów i z nagłego przerwania tych publikacji – nie wiem, jak długo to potrwa. Obawiam się, że wcześniej czy później ponownie napiszę coś, za co znowu zostanę wygnany...
Ale non omnis moriar!
Na tym blogu będę obecny jeszcze bardzo długo :-)