
Dzisiaj jest Nowy Rok. Jak co roku towarzyszu mu festiwal optymizmu. Wszyscy wszystkim życzą wszystkiego najlepszego. Ale coraz częściej życząc komuś sukcesu - dostrzegamy w jego oczach niepokój. Powszechna jest już bowiem świadomość, że sukces osiąga się za cenę wysiłku. Dużego wysiłku! Dlatego miłej melodii typowych słów "... i życzę Ci licznych sukcesów..." towarzyszy refleksja osoby, do której kierowane są życzenia: "Czy podołam? Czy dam radę? Czy mnie stać na te sukcesy?"
REKLAMA
Rzeczywiście, jest coraz trudniej. Życzenie sukcesu zawiera w istocie wyzwania i otwiera pole walki. Codziennej walki o sprostanie tym wyzwaniom. Na pomoc innych ludzi w tej walce nie możemy liczyć. Resztki międzyludzkiej życzliwości giną bowiem w ogniu bezwzględnej rywalizacji. Ale czasem może pomóc technika.
Śledząc nowości techniczne i odpowiednio je wykorzystując możemy znaleźć mechanizm, który pomoże nam "przeskoczyć" przeszkody, które piętrzą się na drodze do upragnionego sukcesu. Może niekoniecznie dokładnie w takiej formie, jak na załączonym obrazku, ale równie skutecznie.
Inspiracją do napisania tego wpisu był artykuł Jakuba Korna zatytułowany "Homo machinae", który ukazał się w styczniowym numerze czasopisma CHIP.PL (stronice 102 - 105). Wskazał mi go pan Stanisław Pilarz, kolekcjoner różnych wiadomości i twórca niezwykle ciekawego projektu repozytorium wiedzy pod nazwą Cyberakademia. W artykule tym pokazano na licznych przykładach, w jaki sposób maszyny (w tym przypadku egzoszkielety) mogą pomagać ludziom w marszu na duże odległości albo w dźwiganiu ciężarów. Przypominam, że o egzoszkieletach wspomagających osoby sparaliżowane pisałem już wcześniej.
Jednak w dobie wszechobecnych maszyn wykonujących za nas prace wymagające siły, szybkości albo wytrzymałości - bardzo rzadko wyzwaniem dla człowieka jest konieczność dużego wysiłku fizycznego. Sukcesów bowiem nie osiąga się obecnie siłą, tylko mądrością. Dlatego to nie efektowne egzoszkielety pomogą nam w osiąganiu sukcesów, ale mądre programy komputerowe. Przyjrzyjmy się przez chwilę, jakie.
W pierwszej kolejności potrzebne są różnego rodzaju systemy wspomagania decyzji. Dla każdego jest chyba oczywiste, że dobre skutki osiąga się dzięki mądremu działaniu, a mądre działanie poprzedzone jest trafnie podjętą decyzją.
Żeby podjąć trafną decyzję najpierw trzeba mieć do dyspozycji aktualne i kompletne dane. Potrzebne są więc sprawne narzędzia gromadzące, porządkujące i udostępniające dane. Zależnie od skali działania i zależnie od potrzeb użyte mogą być bazy danych, banki danych oraz hurtownie danych.
Dane mają jednak tę właściwość, że przyrastają w bardzo szybkim tempie. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy proces pozyskiwania i gromadzenia danych przeprowadzany jest w sposób elektroniczny. W efekcie decydent cierpi na nadmiar informacji. Poniższy rysunek ilustruje to w sposób metaforyczny, bowiem dane które zasypują osobę mającą podjąć decyzję, nie mają w rzeczywistości formy stosów papierowych dokumentów, tylko są to elektroniczne rekordy. Jednak natura problemu jest tu przestawiona trafnie: istota trudności, z jakimi musi się zmagać decydent, tkwi w nadmiarze danych.
Dlatego narzędzia wspomagania decyzji oparte są na technice przetwarzania danych, która prowadzi do tego, że z dużej ilości nagromadzonych danych wydobywa się - czasem bardzo wyrafinowanymi metodami - niedużą liczbę wartościowych i przydatnych informacji. Na tym jednak proces wspomagania decyzji bynajmniej się nie kończy, gdyż na kolejnych etapach trzeba zadbać o to, by kolekcja informacji zamieniła się w wiedzę. Niestety, o ile do zamiany danych na informacje mamy już liczne i wygodne systemy komputerowe, o tyle stworzenie na podstawie informacji pogłębionej i poszerzonej wiedzy - wciąż musi być domeną człowieka.
I może dobrze, bo tak naprawdę zleży nam głównie na tym, żeby wiedza stała się bazą do pozyskania tego, co najważniejsze: mądrości. A mądrość posiadają jednak ludzie, a nie maszyny :-)
