
Ten wpis jest jak druga część "Ojca Chrzestnego". Opowiada o tym, co było wcześniej.
REKLAMA
Kilka dni temu zamieściłem na tym blogu wpis, w którym opowiedziałem o moich wczesnych pracach związanych z automatycznym tworzeniem kompozycji muzycznych. Pokazałem tam, że reklamowane obecnie jako sensacyjna nowość próby wykorzystania komputerów do komponowania muzyki (na przykład projekt Magenta firmy Google) były poprzedzone licznymi pracami, w których w istocie wykorzystywano te same metody, które obecnie są traktowane jako bardzo nowatorskie i odkrywcze.
Natomiast skoro już ten temat "miałem na warsztacie" - postanowiłem opowiedzieć Państwu także o tym, co poprzedzało moje prace w dziedzinie automatycznych kompozycji muzycznych.
Dzisiaj - zwłaszcza w informatyce - jest moda na to, by pokazywać głównie swoje własne osiągnięcia i pomysły, całkowicie ignorując to, co robili poprzednicy. Tymczasem my (z moim dyplomantem, panem Aleksandrem Sodo) przygotowując artykuł o naszych własnych badaniach dotyczących automatycznych kompozycji muzycznych - zaczęliśmy od dokładnych studiów literaturowych. Zrobiliśmy to, żeby oddać sprawiedliwość tym, którzy jako pierwsi wytyczali drogi, którymi następnie my podążaliśmy. Zwracam uwagę, że było to w latach 70. XX wieku, kiedy Internet jeszcze nie istniał, a o Google nikt nie słyszał, więc kwerendę literaturową trzeba było prowadzić "ręcznie", w bibliotekach. To, co udało się nam odkryć, spisaliśmy w wydanym w 1979 roku artykule, którego fragmenty przytaczam poniżej. Naszą relację zaczęliśmy w sposób następujący:
Potem podparliśmy się autorytetem:
Żeby nie było bardzo nudno - wprowadziliśmy ciekawostkę:
Prawdziwy postęp w dziedzinie automatycznego komponowania muzyki przyniosły jednak dopiero komputery:
Odnotowaliśmy też wcześniejsze polskie prace na rozważany przez nas temat
a także wspomnieliśmy o pewnych ciekawostkach, jakie pojawiły się w tej dziedzinie:
W innych moich publikacjach, które ukazał się pod koniec lat 70. XX wieku, tych "prehistorycznych" komputerowych kompozycji muzycznych wymieniam jeszcze więcej. Ale nie chcę nużyć Czytelników tego blogu nadmiarem informacji, więc poprzestanę na pokazaniu tylko tych przykładów, które były przywołane na starych, dziś już pożółkłych stronicach artykułu publikowanego w 1979 roku w popularnonaukowym piśmie Problemy. Zależy mi jednak na tym, żeby wyraźnie i mocno podkreślić: mechaniczne a potem komputerowe kompozycje muzyczne nie zrodziły się jako genialna idea wczoraj czy przedwczoraj. To były i są efekty długotrwałego systematycznego doskonalenia!
