
E-learning, czyli uczenie się z wykorzystaniem Internetu i technik komputerowych, jest dzisiaj bardzo popularne. Nic dziwnego - praktycznie każdy uczeń ma dziś laptop, tablet albo smartfon, za pomocą którego może pobierać różne materiały dydaktyczne z Internetu, a podaż tych materiałów jest ogromna i stale rośnie. Warto jednak przypomnieć sobie, że nie zawsze tak było.
REKLAMA
Chcę dzisiaj opowiedzieć o tym, jak prowadziłem pierwsze eksperymenty z nauczaniem komputerowo wspomaganym w latach 70. ubiegłego wieku, kiedy komputery były ogromne i niewygodne w użyciu, a materiałów do nauczania komputerowo wspomaganego nie było wcale, więc wszystko trzeba było zrobić od początku do końca własnymi rękami.
Moja przygoda z nauczaniem komputerowo wspomaganym zaczęła się, gdy do Krakowa zawitał amerykański superkomputer Cyber 72. Sam komputer był ogromny, zamknięty w klimatyzowanej sali i absolutnie niedostępny dla użytkowników.
Ale miał on jedną niesłychanie cenną cechę - można było z nim pracować konwersacyjnie. Można było wysyłać określone polecenia do maszyny i uzyskiwać odpowiedzi. Dzisiaj to jest oczywiste, wręcz nie wyobrażamy sobie innego trybu pracy, ale w latach 70. wcale oczywiste nie było! W używanych w tamtych czasach komputerach informacje od człowieka do maszyny były przekazywane za pomocą kart lub taśm dziurkowanych
a informację zwrotną użytkownik otrzymywał w formie wydruku z ogromnej drukarki wierszowej, przystosowanej do drukowania dokumentów finansowych lub wyników obliczeń naukowych, ale nie dostosowanej do bieżącej "konwersacji" z użytkownikiem. Było oczywiste, że przy takim trybie komunikacji o żadnym dopuszczeniu uczniów do komputera nie mogło być mowy.
Natomiast Cyber dawał taką szansę!
Niech się jednak nikomu nie wydaje, że wyposażenie komunikacyjne Cybera było podobne do dzisiejszego ekranu komputerowego, z którym na co dzień obcujemy. Nic z tych rzeczy! Ekran (a dokładniej - dwa ekrany) miała do dyspozycji jedynie pani, pełniąca rolę operatorki systemu.
Podstawową opcją dla użytkowników była nadal praca wsadowa, polegająca na tym, że przynosiło się do obsługi maszyny zadania zapisane na kartach dziurkowanych, a wyniki dostawało się na drugi dzień. Ale była też alternatywa, chociaż użytkownicy chcący pracować z komputerem konwersacyjnie musieli posługiwać się niewygodnym dalekopisem, określanym jako TTY.
Hałasowało toto, trzęsło się okrutnie przy pisaniu - ale dawało dostęp do komputera na zasadzie: piszesz pytanie (które drukuje się na rolce papieru), wysyłasz do komputera, czekasz (czasem dłużej niż minutę) - i na tej samej rolce papieru TTY wypisuje odpowiedź komputera. Dzisiaj nikt by nie zniósł takiego trybu pracy - ale wtedy byliśmy w siódmym niebie, mając do dyspozycji taki cud techniki :-)
No więc zacząłem eksperymentować z programem nauczającym podstaw logiki młodzież współpracującej z nami szkoły średniej. Współpracował ze mną mój wychowanek (pisał u mnie pracę magisterską i doktorat), a w czasach eksploatacji Cybera kierownik jego "terminala" w Akademii Ekonomicznej, dr inż. Tadeusz Wilusz.
Może zamiast opowiadać teraz "swoimi słowami" co i jak robiliśmy - przytoczę in extenso kopię mojego artykułu z 1978 roku:
Są to fotokopie oryginalnych stronic z tych materiałów:
Mozolnie się "wykuwało" te pierwsze eksperymenty e-learningu, prawda? :-)
