Z dużym opóźnieniem uświadomiłem sobie, że w tym roku minęła 20. rocznica wybrania mnie po raz pierwszy przez społeczność AGH do tego, żebym pełnił funkcję rektora tej uczelni. Miało to miejsce nietypowo - w dniu 21 stycznia 1998 roku - bo zostałem wybrany w środku kadencji, gdy poprzedni rektor, prof. Mirosław Handke, uzyskał funkcję ministra w rządzie AWS (Jerzego Buzka). Potem jeszcze społeczność AGH dwukrotnie wybierała mnie, żebym pełnił tę zaszczytną funkcję, w związku z czym do dnia dzisiejszego jestem rektorem, który pełnił swoje obowiązki najdłużej w dziejach AGH.

REKLAMA
logo
Gdy po raz pierwszy zasiadłem na miejscu rektora w Auli AGH - poczułem ciężar odpowiedzialności. Uświadomiłem sobie, jaki ogrom pracy przede mną stoi i - nie ukrywam - martwiłem się, czy podołam wszystkim nowym obowiązkom. Jednak podjąłem wyzwanie i pracując po kilkanaście godzin dziennie (także w niedziele i święta) jakoś chyba wywiązałem się z obowiązków, które na mnie nałożyli moi wyborcy, powierzając mi ster uczelni trzykrotnie (za każdym razem w pierwszym głosowaniu i za każdym razem coraz większą liczbą pozytywnych głosów).
Po co to robiłem?
Odpowiedź znalazłem w ostatnim numerze internetowo wydawanego tygodnika
logo
W tygodniku tym wybitnie inteligentny profesor, podpisujący się pseudonimem ABBA, publikuje błyskotliwe felietony, które zawsze z przyjemnością czytam. I w ostatnim numerze PAUzy, do którego zapraszam tym linkiem znalazłem opowieść, którą postanowiłem się z Państwem podzielić, bo w zabawny sposób puentuje ona także moje motywacje związana z funkcją rektora.
Otóż ABBA przytacza z pamięci humoreskę Marka Twaina, co pozwolę sobie dosłownie zacytować, bo żadna próba streszczenia nie odda tego vis comica, jakie perfekcyjnie osiągnął ABBA. Otwieram więc cudzysłów i cytuję:
Mark Twain opisał wizytę w niewielkim miasteczku na prowincji, gdzie – jako początkujący dziennikarz – wybrał się, aby zrobić reportaż. Chcąc poznać, co ludzie myślą o życiu w tym odizolowanym od świata zakątku, zaszedł najpierw do miejscowego baru.
Zagadnąwszy właściciela, jak mu się żyje, usłyszał, że właściwie nie można narzekać, bo interes idzie dobrze, klienci wydają się zadowoleni, nie ma jakichś większych awantur ani bijatyk. Czyli wszystko byłoby w porządku, gdyby nie burmistrz, który jest kompletnym głupcem i psuje niemal wszystko, czego się dotknie. Ostatnio, na przykład, wybudował most, który jest nikomu niepotrzebny – zamiast wydać miejskie pieniądze na rozbudowę szpitala, który dosłownie pęka w szwach. W dodatku, odkąd został burmistrzem, kompletnie przewróciło mu się w głowie, zadziera nosa, jakby był nie wiadomo kim, a przecież wszyscy wiedzą, że nie ma żadnego wykształcenia, bo jest tylko prostym ogrodnikiem.
Zaintrygowany tą relacją, dziennikarz poszedł z kolei do fryzjera, gdzie podczas strzyżenia zapytał już bezpośrednio o burmistrza. Usłyszał, że to stary oszust, manipuluje przydziałem działek pod budowę, tak że szansę na budowę nowego domu mają tylko jego przyjaciele albo darczyńcy, którzy finansują jego kampanię wyborczą.
Wreszcie wybrał się do lokalnego pastora. Usłyszał, że burmistrz jest obłudnikiem. Chodzi co prawda regularnie na nabożeństwa i udaje bardzo bogobojnego, ale wszyscy wiedzą, że zdradza żonę ze swoją sekretarką.
W tej sytuacji Mark Twain postanowił przeprowadzić wywiad z samym burmistrzem. Został przyjęty nader uprzejmie, burmistrz przedstawił mu sytuację miasteczka, które systematycznie się rozwija, a nawet – można powiedzieć – przeżywa okres prosperity. Nie ukrywał, że uważa się w dużym stopniu za autora tych sukcesów, co potwierdza opinia mieszkańców, wyrażana w systematycznie przeprowadzanych ankietach, a także w licznych dowodach uznania i sympatii, jakie otrzymuje niemal codziennie. Nie ma również zbyt wielu skarg, a te, które się pojawiają, są natychmiast uwzględniane. Przedstawił przyszłe plany, przewidujące dalszy szybki rozwój miasteczka, jeżeli tylko zostanie wybrany i będzie mógł kontynuować dotychczasową politykę.
Wówczas Mark Twain zadał niedyskretne pytanie: ile wynosi wynagrodzenie burmistrza? Burmistrz był oburzony.
– Nie pobieram żadnego wynagrodzenia z miejskiej kasy, pracuję wyłącznie społecznie!
No dobrze, zapytał Twain, jeżeli nie pobiera Pan wynagrodzenia, to dlaczego podjął się Pan tej niełatwej pracy?
- Jak to dlaczego, brzmiała odpowiedź. Przecież w ten sposób zdobywam wdzięczność i szacunek moich współobywateli!
Koniec cytatu. Przeczytałem to z przyjemnością i teraz zastanawiam się, podsumowując moje ponad siedem lat włodarzenia na AGH, na ile byłem podobny do tego burmistrza?
logo