Sądząc po Państwa komentarzach (a raczej wnioskując z ich braku ostatnio) fascynująca dla mnie tematyka biocybernetyki przestała Państwa interesować. Znam ten objaw: Jak oczka studentów na wykładzie robią się TAKIE MALUTKIE – to wiadomo, że trzeba zmienić temat. Dziś będzie więc o czymś innym: także o nauce, ale z płonącym stosem i świstem gilotyny w tle. Może to Państwa zainteresuje?

REKLAMA
Naukowcy nie tylko uprawiają zawód badacza, ale poświęcają mu wszystkie swoje siły i koncentrują wokół niego całe swoje życie. Oczywiście nie wszyscy, jednak odsetek uczonych, dla których nauka jest nie tylko zawodem, ale także wielką życiową pasją, jest wyraźnie większy niż na przykład odsetek w taki sam sposób traktujących swoją profesję księgowych. Postanowiłem dzisiaj przybliżyć Państwu ten psychologiczny i socjologiczny fenomen opowiadając o dwóch uczonych, których pasja badawcza okazała się silniejsza nawet od ich śmierci.
Wiadomo, że były czasy w historii, gdy za głoszenie określonych prawd naukowych można było zostać skazanym na śmierć. Dotyczy to głównie zdarzeń odległych w czasie, takich jak inkwizycja czy rewolucja – i o nich za chwilę powiem Państwu więcej.
Jednak warto przypomnieć, że pewne dziedziny nauki były prześladowane także całkiem niedawno. W III Rzeszy Niemieckiej albo w Związku Radzieckim za głoszenie pewnych prawd naukowych można było trafić do obozu lub nawet zarobić wyrok śmierci. Kiedyś opowiem Państwu o tych zdarzeniach, kiedy właśnie w europejskiej XX-wiecznej nauce argument siły miał przewagę nad siłą argumentu.
Mamy jednak już wiek XXI i pozornie mamy to wszystko za sobą. Obu wymienionych państw opartych na zbrodniczych reżimach już nie ma, więc możemy sądzić, że Prawda naukowa jest we współczesnym świecie bezpieczna.
Nic bardziej mylnego!
Nie chcę tego wątku rozwijać tu i teraz, bo inaczej zaplanowałem ten wpis, ale warto pamiętać prorocze słowa Alberta Camusa z jego wspaniałej i przerażającej „Dżumy”:
Zawsze nadchodzi godzina w historii, kiedy ten, który ośmieli się powiedzieć, że dwa i dwa to cztery, jest karany śmiercią…
Mówienie Prawdy, także naukowej Prawdy było, jest i będzie niebezpieczne. A jednak zawsze znajdowali się badacze, dla których wartość naukowej Prawdy była ważniejsza niż wartość ich własnego życia. Niektórzy z nich tę naukową Prawdę przypieczętowywali życiem.
Przypomnijmy dzisiaj dwa takie przykłady.
Szeroko znane jest poświęcenie i determinacja włoskiego filozofa i astronoma Giordano Bruno, który za głoszenie prawdy naukowej został w dniu 17 lutego 1600 roku spalony na stosie w samym sercu Rymu.
logo
http://i.racjonalista.pl/img/strony/bruno.gif

Do dziś podkreśla się fakt, że był on zwolennikiem zakazanej podówczas teorii Kopernika (że Ziemia krąży wokół Słońca, a nie odwrotnie), a także wyznawał pogląd, że Wszechświat jest nieskończony i że muszą w nim istnieć inne planety, na których może rozwijać się życie i cywilizacja odmienna od ziemskiej. Twierdził też, że ciała niebieskie poruszają się same z siebie, a nie są (jak wówczas sądzono) ustawicznie napędzane przez anioły. Nie odwołał tych swoich tez, chociaż go torturowano. Nie wyparł się ich chociaż dawano mu wielokrotnie taką możliwość. Zginął więc w płomieniach na Campo di Fiori pozostawiając pamięć swojej niezłomności.
logo
Za głoszenie prawd naukowych ludzie płacili czasem najwyższą cenę ... http://31.media.tumblr.com/cc5db0b97ec2fe6733770f85f37a52d9/tumblr_mq4bfwuPhU1szzsuko1_500.jpg

Byłbym nieuczciwy, gdybym nie wspomniał o tym, że Giordano Bruno obok wymienionych wyżej tez naukowych głosił też szereg tez teologicznych, które z punktu widzenia religii były ewidentnym bluźnierstwem. Tak więc twierdzenie, że Bruno zginął wyłącznie ze względu na nieugięte głoszenie prawdy naukowej, byłoby pewnym uproszczeniem. Jest jednak faktem, że jego śmierć przyczyniła się do tego, iż Galileusz (oskarżany przez tego samego inkwizytora Roberta Bellarmino, który prowadził proces i nadzorował egzekucję Giordano Bruno) swoje tezy naukowe odwołał…
Co ciekawe (chociaż mające jedynie marginalny związek z tematem) - peleryna kardynalska Roberta Bellarmino przechowywana jest... w Polsce. Konkretnie znajduje się w Muzeum Towarzystwa Jezusowego Prowincji Polski Południowej w Starej Wsi k. Brzozowa (woj. podkarpackie).
Niezwykły splot badań naukowych i śmierci wiązał się także z innych uczonym przyrodnikiem, francuskim fizykiem i chemikiem, Lavoisierem.
logo
Antoine Laurent de Lavoisier, francuski fizyk i chemik http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Antoine_lavoisier_color.jpg

Jego badania naukowe są do dziś fundamentem chemii. Jako pierwszy udowodnił on, że niezliczone substancje chemiczne powstają jako różne związki nielicznych pierwiastków (powszechnie używane dziś pojęcie pierwiastka chemicznego pochodzi właśnie od niego). Jako pierwszy podał skład chemiczny wody. Odkrył życiodajną i podtrzymującą ogień rolę tlenu. Obalił teorię flogistonu, wprowadzonego przez alchemików tajemniczego ducha ognia, który jakoby miał wyjaśniać zjawisko palenia się. Sformułował także prawo zachowania masy, które pozwala przewidywać, jaką ilość określonej substancji otrzymamy na skutek przeprowadzenia określonych reakcji chemicznych. Jest to klucz do współczesnych technologii chemicznych i fundament przemysłu chemicznego.
Listę odkryć Lavoisiera można by było jeszcze długo wyliczać, bo był to naprawdę tytan badań naukowych, który otwierał dla Ludzkości całe ogromne obszary wiedzy, z których obficie korzystamy do dziś.
Najbardziej zdumiewające doświadczenie naukowe przeprowadził on jednak korzystając … z własnej śmierci. Na fali terroru rozpętanego przez Rewolucję Francuską został on bowiem skazany na śmierć przez ścięcie na gilotynie – i rzeczywiście w dniu 8 maja 1794 roku został zgilotynowany.
logo
Lavoisier przeprowadził doświadczenie naukowe korzystają z własnej śmierci http://www.knerger.de/assets/images/robespierre_saint_just_hinrichtung2_bild.jpg

Jednak zamiast rozpaczać, że ginie bez sensu w następstwie niesprawiedliwego wyroku – zaplanował, że jeszcze po śmierci przeprowadzi kolejny eksperyment naukowy. Umówił się mianowicie ze swoimi współpracownikami, że gdy jego głowa zostanie odcięta od ciała i będzie okazywana tłumowi (jak na rysunku powyżej) - będzie mruganiem dawał znać, jak długo zachowa jeszcze świadomość w tej odciętej głowie. Miało to pomóc w odpowiedzi na pytanie, czy prawdą jest, że „humanitarna” rzekomo egzekucja poprzez ścięcie na gilotynie naprawdę polega na tym, że skazaniec ginie w mgnieniu oka bez żadnych cierpień.
Podobno mrugał przez 15 sekund.
Przezwyciężył własną śmierć i przekazał ze świata umarłych wiadomość wzbogacającą wiedzę naukową żywych.
Bo pasja naukowa bywa silniejsza niż śmierć …