Zarząd Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Elektryków Polskich wyróżnił mnie ostatnio medalem imienia prof. Pawła Jana Nowackiego. Samo wręczenie medalu miało miejsce kilka dni temu, ale nawał zajęć związanych z końcem sesji studenckiej i zbliżającą się inauguracją roku akademickiego spowodował, że dopiero dziś mogę napisać kilka słów na ten temat. Korzystając bowiem z tej okazji chciałbym Państwu napisać o sylwetce i dokonaniach prof. Nowackiego, wypełniając po raz kolejny zapowiedź, że w tym blogu będą się ukazywać (między innymi) informacje na temat wybitnych polskich inżynierów. Bo prof. Nowacki takim wybitnym inżynierem był ponad wszelką wątpliwość!

REKLAMA
Zatytułowałem ten wpis „Medal Elektrycerza”, nawiązując do nazwy stworzonej przez Stanisława Lema w „Bajkach robotów”. Nazwa ta pasuje jednak moim zdaniem do profesora Pawła Jana Nowackiego, gdyż z jednej strony był on elektrykiem (i to wybitnym, jak postaram się wykazać), a po drugie chociaż nie był zawodowym wojskowym – osiągnął w czasie wojny (drugiej światowej) wysoką pozycje wojskową i był trzykrotnie ranny, więc można go z całą pewnością nazwać rycerzem.
Wraz z wręczonym mi medalem powróciło dość nieoczekiwanie jedno ze wspomnień mojej młodości.
logo
Książka, na której kształciły się pierwsze pokolenia polskich automatyków.

Otóż gdy studiowałem automatykę i na wydziale elektrycznym AGH podstawowym podręcznikiem, w który wczytywaliśmy się jak w biblię, była książka „Podstawy teorii układów regulacji automatycznej” wydana przez PWN. Miała ona trzech autorów: Paweł Nowacki, Ludger Szklarski, Henryk Górecki.
Dwóch z nich bardzo dobrze znaliśmy: Henryk Górecki był twórcą i kierownikiem Katedry Automatyki i Elektroniki Przemysłowej, w której mieliśmy większość zajęć. Nawiasem mówiąc to on właśnie zaraz po studiach przyjął mnie do pracy w swojej katedrze, którą to katedrę kilkanaście lat temu przejąłem po jego odejściu na emeryturę i kieruję nią do dziś. No więc kto to jest Górecki – to dokładnie wiedzieliśmy. Ludgera Szklarskiego znaliśmy trochę słabiej, bo w tamtych czasach zajmował się on na AGH elektrotechniką górniczą, ale to właśnie on był dziekanem Wydziału Elektrycznego gdy rozpoczynaliśmy studia, więc on przyjmował mnie i moich kolegów na AGH, co było punktem zwrotnym w naszym życiu.
Tak tedy dwa nazwiska z listy autorów tej naszej podstawowej książki były nam znane – natomiast często zachodziliśmy w głowę, kto to jest ten trzeci?
Internetu wtedy nie było. Google tym bardziej nie. A w dostępnych papierowych encyklopediach były głównie nazwiska polityków, natomiast nazwisk naukowców i inżynierów tam nie było. Wszystko to sprawiało, że postać „tego trzeciego” była dla nas tajemnicą.
Potem przestałem studiować automatykę i zacząłem jej nauczać, więc skupiłem sie na treści książki, a nie na jej okładce i autorach. Tajemniczy "trzeci" poszedł w zapomnienie.
Aż wreszcie teraz, po latach, wraz z przyznanym mi medalem dotarła do mnie świadomość, kim był profesor Nowacki, z którego książki korzystałem. A ponieważ była to postać godna uwagi – więc pozwolę sobie dzisiaj Państwu o nim opowiedzieć. Gdyby ktoś z Państwa chciał uzyskać więcej informacji – to wskazuję na stronę internetową, na której informacji jest więcej i są one bardziej usystematyzowane: Dokładniejsze dane o Profesorze Nowackim
Ja zamiast pełnego ale trochę nudnego życiorysu – podam Państwu kilka ciekawostek związanych z osobą Profesora Nowackiego. Warto poznać tego dzielnego „elektrycerza”, bo z pewnością był on chlubą polskiej elektrotechniki i automatyki.
Paweł Jan Nowacki studiował elektrotechnikę na Politechnice Lwowskiej w latach 1924 - 1929. Dzisiaj ta uczelnia jakoś nadzwyczajnie nie błyszczy, ale przed wojną była to jedna z najlepszych polskich szkół technicznych, szczególnie zasłużona właśnie w obszarze awangardowej wtedy elektrotechniki, którą rozwijano na Oddziale Elektrotechnicznym Wydziału Mechanicznego. Działali tam tacy (między innymi) sławni elektrycy, jak prof. Kazimierz Idaszewski czy prof. Stanisław Fryze. O tym, jak ceniona była elektrotechnika na tej Politechnice świadczy między innymi fakt, że wśród 11 obrazów Jana Matejki ilustrujących „Tryumf postępu”, które do dziś zdobią aulę tej Uczelni, wyróżnia się obraz zatytułowany „wynalazek telegrafu”, na którym motyw afirmacji elektryczności jest bardzo dobrze widoczny.
logo
Obraz Jana Matejki zatytułowany „wynalazek telegrafu” do dziś zdobiący aulę Politechniki Lwowskiej http://www.lwow.home.pl/polit/telegr.jpg

Na marginesie zapytam: czy ktoś z Państwa widział kiedyś wcześniej ten obraz?
A przecież inny obraz, namalowany przez tego samego Matejkę, stanowiący gloryfikację sukcesu militarnego w mało ważnej w istocie bitwie pod Racławicami, zna w Polsce każde dziecko. Natomiast ten jego obraz, sławiący osiągnięcie techniki, jest całkowicie nieznany, podobnie jak 10 pozostałych jego obrazów z serii „Tryumf postępu” eksponowanych we Lwowie.
Jak to ja pisałem w pierwszym moim wpisie na tym blogu, zatytułowanym Niegodni pamięci twórcy techniki?
(...) przywykliśmy szanować i doceniać dzieła wodzów (...) natomiast z lekceważeniem traktujemy dokonania techników.”. Czy potrzebne są jeszcze jakieś dowody?
Wróćmy jednak do naszego "elktrycerza" – profesora Nowackiego.
Jeszcze w czasie studiów odnotował pierwsze sukcesy. W 1924 roku (na pierwszym roku studiów!) wydał swoją pierwszą książkę, zatytułowaną "Przerywacze elektryczne". Na drugim roku studiów wygrał konkurs Polskiej Agencji Reklamy "PAR" w Warszawie na projekt oświetlenia przystanków tramwajowych w Warszawie i Krakowie. Również będąc jeszcze na studiach zaczął już pracować jako asystent na swojej macierzystej Politechnice oraz jako inżynier w firmie Siemens. W tej drugiej roli zbudował elektrownię (Brody), 2 linie wysokiego napięcia oraz rozdzielnię elektrowni w Stanisławowie.
Studia ukończył (oczywiście z wynikiem celującym) w 1929 roku, ale zaraz potem uznał, że jeszcze umie za mało, więc wziął urlop bezpłatny i wyjechał do centrali Siemensa w Berlinie, gdzie poznawał najnowsze osiągnięcia techniki niemieckiej. Na stałą pracę w Niemczech sie nie zgodził (chociaż proponowali) i wrócił na Politechnikę Lwowską.
Niedługo jednak posiedział w ojczyźnie, gdyż na polecenie Ministerstwa Komunikacji musiał w 1935 roku pojechać do Anglii, gdzie jako ekspert odbierał sprzedawany do Polski sprzęt elektryczny (głównie lokomotywy elektryczne i prostowniki rtęciowe). W 1936 roku wrócił do Lwowa i obronił pracę doktorską (oczywiście z odznaczeniem). Była to druga w historii Politechniki praca doktorska z elektrotechniki.
Potem pracował na Górnym Śląsku (między innymi dla potrzeb Polskiego Wojska) – i tam zastała go wojna. Wkraczający na Śląsk Niemcy chcieli go zmusić do współpracy (był im znany jako doskonały specjalista), ale odmówił, w związku z czym musiał się ukrywać (w Krakowie, pod fałszywym nazwiskiem). W styczniu 1940 roku przedarł się do Francji przez Węgry (gdzie został na krótko aresztowany za nielegalne przekroczenie granicy), Jugosławię i Włochy. We Francji zgłosił się jako ochotnik do Wojska Polskiego na Zachodzie – i w ten sposób z elektryka stał się elektrycerzem.
logo
Mało znany fragment historii polskich sił zbrojnych na zachodzie http://ksiegarnia.pwn.pl/public/pic/hcovers/240/74/wojsko-polskie-we-francji-19391940-organizacja-i-dziaania-bojowe_184093.jpg

Jak wiemy Francja się poddała Niemcom, ale prof. Nowacki nie.
Na piechtę, na rowerze, ranny w rękę przedzierał się w kierunku Anglii i ostatnim statkiem, który opuścił podbitą Francję, przedostał się na „wyspę ostatniej nadziei”. Anglicy poznali się na nim i zamiast pozwolić mu zginąć na polu chwały - powierzyli mu wyłącznie prace naukowe dla wojska. Zajmował się więc prof. Nowacki sprzętem radarowym dla samolotów (który projektował, modelował i badał) a także kierował Laboratorium Komunikacji Impulsowej, gdzie uzyskał wartościowe wyniki naukowe i patenty (oczywiście utajnione z powodu zastosowań wojskowych). Szybko awansując prof. Nowacki w 1943 roku osiągnął stanowisko "Senior Scientific Officer" z czym wiązał się stopień pułkownika lotnictwa.
logo
Sukces lotników w „Bitwie w Anglię” w jakimś stopniu był wynikiem odkryć i wynalazków prof. Nowackiego! http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/2f/56_Sqn-1.jpg

Po zakończeniu wojny Anglicy, którzy z dużą częścią Polaków walczących u ich boku obeszli się bardzo nieelegancko, profesorowi Nowackiemu skwapliwie proponowali brytyjskie obywatelstwo. Nowacki odrzucił propozycję, bo chciał wrócić do Polski – napotkał jednak na przeszkodę. Otóż większość jego prac z okresu wojny obłożonych było gryfem "Most Secret" i "Top Secret". Człowieka mającego taką wiedzę Anglicy obawiali się wypuścić do komunistycznej Polski!
Sprawa repatriacji prof. Nowackiego opóźniła się w związku z tym o dwa lata. Czas ten wykorzystał opisywany elektrycerz dla powrotu na ścieżkę akademicką swojej kariery, wykładał bowiem elektrotechnikę jako "visiting Professor" na University of London.
W 1947 roku powrócił wreszcie do Polski i po przejściowych trudnościach (władze PRL były nieufne w stosunku do repatriantów z Zachodu!) – otrzymał stanowisko Szefa Działu Studiów w CZE (Centralny Zarząd Energetyki w Warszawie) gdzie odpowiadał za elektryfikację kraju. Został także (równocześnie!) kierownikiem Katedry na Wydziale Elektrycznym Politechniki Wrocławskiej, gdzie wykształcił kadrę dla fabryki DOLMEL. Wydał także dwutomowy podręcznik zatytułowany "Atlas konstrukcji maszyn elektrycznych". W 1953 przeniósł się na Politechnikę Warszawską, gdzie kolejno kierował Katedrami: Elektrotechniki Teoretycznej, a potem Miernictwa Elektrycznego oraz Energetyki Jądrowej (to on uruchomił – w 1958 roku - pierwszy Polski Reaktor Jądrowy EWA).
logo
Pierwszy Polski Reaktor Jądrowy EWA http://www.paa.gov.pl/sites/default/files/hala_ewa.jpg

Można by jeszcze długo pisać o różnych sukcesach naukowych profesora Nowackiego, o jego pracy w Naczelnej Organizacji Technicznej i o jego członkostwie w Polskiej Akademii Nauk, gdzie między innymi zajmował się bliskimi memu sercu problemami biocybernetyki, a po przejściu na emeryturę (w 1975 roku) został Przewodniczącym Rady Naukowej i konsultantem Instytutu Biocybernetyki i Inżynierii Biomedycznej PAN w Warszawie. Mógłbym o tym naprawdę sporo opowiedzieć, bo to moja działka.
Mam jednak świadomość, że w odróżnieniu od profesora Nowackiego, który za życia był naprawdę niestrudzony – czytelnicy tego blogu szybko się męczą. Dlatego żegnając tych, którzy wiernie doczytali aż do tego miejsca dodam tylko, że przyznany mi medal imienia prof. Pawła Jana Nowackiego będę przechowywał z dumą, bo upamiętnia on postać naprawdę bardzo wybitnego polskiego inżyniera!