Październik to miesiąc, w którym zaczynają ożywać wyższe uczelnie wraz z inauguracją kolejnego roku akademickiego. Studenci otwierają nowe podręczniki i dziewiczo czyste zeszyty. Muszą też otworzyć swoje umysły dla przyswojenia nowych porcji wiedzy, tak bardzo ważnej dla ich przyszłości. Niektórzy z nich kończą pospiesznie prace dyplomowe, licencjackie, inżynierskie, magisterskie, a nawet doktorskie, bo wraz z odpływem wakacyjnych szaleństw następuje zwykle przypływ wyrzutów sumienia i chęć nadrobienia straconego czasu. Wraz z tymi wszystkimi pozytywnymi zdarzeniami i procesami powraca w rozmowach studentów i w tekstach różnych dysertacji słowo „teoria”. Używa się go jednak zwykle nieprawidłowo – i na ten temat chciałbym tu dziś kilka słów powiedzieć.
Czym jest i czym nie jest TEORIA
REKLAMA
W dzisiejszej praktyce akademickiej słowo „teoria” używa się potocznie do określenia wszystkiego, co nie jest twardym konkretem. „Zadań rozwiązywać nie umiem, ale teorię wykułem na blachę” mówi mało zdolny student mając na myśli to, że z podręcznika nauczył się na pamięć kilku akapitów. Nauczył się ich brzmienia, nie rozumiejąc tak naprawdę ich treści - bo gdyby je rozumiał, to by mógł tę wiedzę zastosować w praktyce, czyli umiał by właśnie rozwiązywać zadania. „Na razie napisałem teorię” – mówi magistrant wręczając promotorowi rękopis dysertacji, w którym nie ma ani jednej jego własnej myśli tylko opis tego, co na zadany temat udało się przeczytać w książkach i artykułach. „Eksperymenty się nie udały, ale mam już teorię” pisze doktorant w liście dołączonym do swoich „wypocin” (i do podania o stypendium), sądząc (błędnie), że można dostać stopień naukowy za dokładne opisanie tego wszystkiego, co zbadali i odkryli inni naukowcy.
Za każdym razem „teoria” jest czymś zamiast właściwego produktu: zamiast właściwej wiedzy, zamiast własnych przemyśleń, zamiast oryginalnych odkryć naukowych. Teoria czyli nagromadzenie słów, zdań, spostrzeżeń i myśli – ale cudzych.
Obawiam się, że nikt z osób tak beztrosko używających i nadużywających słowo „teoria” nie zdaje sobie sprawy, jak wielkie jest prawdziwe znaczenie tego najbardziej nobilitującego w Nauce terminu.
Prawdziwa Teoria to coś naprawdę wielkiego. Teoria to coś, co podporządkowuje sobie ogromny obszar Nauki, zmienia sposób widzenia świata, jest źródłem powstawania i rozwoju całych szkół naukowych. Teoria to na przykład Teoria Względności Einsteina, Teoria Ewolucji Darwina, Teoria Heliocentryczna Kopernika.
Nie powinno się w żadnych okolicznościach związanych z nauką (nawet na poziomie gimnazjum!) używać tego słowa w odniesieniu do rzeczy drobnych i w istocie przyczynkarskich! Na coś takiego może sobie pozwolić polityk, mówiący: „Mam teorię, że poseł X to szubrawiec”.
Natomiast uczeń, student czy uczony który używa słowa „teoria” ma trzy możliwości:
• albo powołuje się na jakąś ogólnie znaną i szanowaną teorię i przywołuje to słowo na odpowiedzialność całych pokoleń badaczy, którzy przed nim tę teorię zaakceptowali,
• albo ma genialną nową ideę która przeobrazi świat i właśnie ją objawia słuchaczom lub czytelnikom swego dzieła żeby zapoczątkować ogromną rewolucję w Nauce,
• albo powinien czym prędzej wycofać się z tego bardzo zobowiązującego terminu i posłużyć się jakimś określeniem bardzie adekwatnym do tego, co prezentuje.
Jeśli termin „teoria” nam się zdewaluuje, zdeprecjonuje, rozmieni na drobne – to czym go zastąpimy tam, gdzie jest on naprawdę niezbędny? Teoria dotyczy rzeczy wielkiej, czystej i prawdziwej - i w dodatku tą wielką, czystą i prawdziwą rzeczą nie jest słoń w Zoo świeżo umyty przez opiekuna wodą z węża :-) .
Żyjemy w czasach, kiedy wielkie słowa łatwo ulegają zużyciu. Słowo Ojczyzna nie znaczy już dziś tego samego, co mieli w sercach i na ustach uczestnicy naszych wielkich i tragicznych Powstań Narodowych. Słowo Honor przestało być czymś, za co jeszcze sto lat temu bez wahania przelewano krew. Nawet słowo Bóg stało się jednym z wielu potocznie używanych rzeczowników. To smutne, bo gdy zużyjemy i wyświechtamy te wielkie słowa – to co nam zostanie, gdy będziemy chcieli sięgnąć ponad poziom codzienności?
Słowami Bóg, Honor i Ojczyzna powinni się zaopiekować ludzie mający autorytet moralny albo mandat polityczny, którego chcą użyć do czegoś więcej, niż tylko do wyciągania osobistych korzyści. O ile jeszcze są tacy…
Natomiast ja chcę się ująć za słowem Teoria. Niech ma ono wartość i znaczenie. Niech nie zastępuje innych, mniej nobilitujących określeń, takich jak „ogólne omówienie”, „przegląd literatury”, „stan wiedzy światowej” itp. Bo już Cyprian Kamil Norwid apelował, by „Odpowiednie dać rzeczy słowo”.
Zastanówmy się nad tym wraz z początkiem nowego roku akademickiego!
