
Mój ostatni wpis do tego blogu wywołał reakcję, której absolutnie nie przewidziałem. Okazuje się, że emocje polityczne są tak rozgrzane, że gdybym napisał: Polacy zwyciężyli pod Grunwaldem - to znajdzie się ktoś, kto mnie za to zbeszta, bo on właśnie trzyma z Krzyżakami. Dlatego wracam do bezpieczniejszego (dla mnie) świata techniki i dzisiaj chcę Państwu opowiedzieć o maszynie, którą nazwałem „czwororękim uzdrowicielem”. Chodzi o robota chirurgicznego. Jest to zadziwiające i bardzo przydatne narzędzie nowoczesnej inżynierii biomedycznej. Zanim jednak zapoznam Państwa z tym niezwykłym urządzeniem – pozwolę sobie dla żartu przeciwstawić go innej maszynie, zwanej „jednorękim bandytą”. Jak powszechnie wiadomo tą ostatnią nazwą opatruje się automaty do gier hazardowych.
Znacznie częściej zdarza się jednak przegrana, związana z bezszmerowym zawłaszczeniem przez automat wrzuconej przez gracza monety. Większość graczy wrzuca wtedy następną monetę, a potem następną itd. Myślę, że wiecie już, dlaczego to urządzenie jest nazywane bandytą?
A co to jest czwororęki uzdrowiciel?
Tak nazwałem robota chirurgicznego. Jest to nowoczesny system mechatroniczny (czyli łączący nowoczesną mechanikę precyzyjną z zaawansowaną elektroniką i informatyką) posiadający cztery kończyny, które przez minimalne otworki wprowadza do wnętrza ciała operowanego pacjenta, wykonując tam w środku bardzo precyzyjne operacje chirurgiczne ratujące zdrowie albo życie.
Oczywiście ruchami „rąk” robota steruje doświadczony chirurg za pomocą precyzyjnych manipulatorów. Jednak jego rola jest nieporównanie wygodniejsza, niż gdyby pochylony nad ciałem pacjenta na stole operacyjnym wykonywał ten zabieg własnoręcznie. Po pierwsze lekarz podczas operacji siedzi wygodnie przy konsoli sterowania robotem (zwykle oddalonej o kilka metrów od samego pacjenta) więc męczy się mniej niż przy zwykłym zabiegu i może takich „robotycznych” wykonać w ciągu dnia więcej. Po drugie ruchy jego rąk sterujących robotem są przetwarzane przez komputer, który to sterowanie znacząco wspomaga. Na przykład całkowicie likwiduje efekt drżenia dłoni oraz kontroluje, czy nakazany ruch nie uszkodzi sąsiednich narządów. Komputer sterujący robotem „skaluje” też ruchy dłoni chirurga w taki sposób, że może on swobodnie wykonywać duże ruchy manipulując swymi urządzeniami sterującymi, a robot będzie wykonywał na operowanym narządzie zabiegi bardzo subtelne i precyzyjne, wielokrotnie mniejsze niż gesty wydającego polecenia człowieka. To bardzo ułatwia dokładną kontrolę wykonywanego cięcia.
Dodatkową zaletą robotycznej operacji jest znakomita widoczność pola operacyjnego. Jedna z „kończyn” robota jest bowiem wyposażona w stereoskopową kamerę i oświetlacze. Kamerę tę można ustawić w dowolnym położeniu w stosunku do miejsca operacji, a pozyskany trójwymiarowy obraz przekazywany jest do oczu chirurga w taki sposób, że widzi on wnętrze ciała pacjenta jakby sam siedział w jego brzuchu i oglądał operowane narządy z bardzo bliska, z użyciem silnie powiększającej optyki.
Jak wspomniałem wyżej, robot ma cztery kończyny, a chirurg tylko dwie ręce. W związku z tym narzędzia operacyjne są w tych dwóch kończynach, których ruchami chirurg steruje bezpośrednio. Funkcjami dodatkowych dwóch kończyn steruje się za pomocą pedałów albo wydając robotowi polecenia głosem. Dodatkowe kończyny służą między innymi do zapewnienia widoczności w mrocznym wnętrzu ludzkiego ciała, o czym była wyżej mowa, oraz do czynności pomocniczych (przytrzymywania czegoś w pobliżu miejsca wykonywania zabiegu, odsuwania narządów nie podlegających operacji, zaciskania krwawiących naczyń itp.).
Nie mam tu miejsca na szerszy opis, ale robot chirurgiczny to naprawdę mądry system. Dzięki niemu operowany ma mniejsze rany, a operujący jest mniej zmęczony.
Zestawiłem tu – trochę przewrotnie – dwie maszyny: automat do gier hazardowych, zwany „jednorękim bandytą” oraz robota chirurgicznego nazwanego tu „czwororękim uzdrowicielem”. A teraz powiem o ich używaniu w Polsce.
Otóż statystyka sporządzona na użytek rządu w 2009 roku podawała, że w Polsce zainstalowanych było ponad 55 tysięcy „jednorękich bandytów”. Natomiast „czwororękiego uzdrowiciela” nie było wtedy w Polsce ani jednego!
Kiedy w grudniu 2010 kupiono wreszcie pierwszego robota chirurgicznego (do Wojewódzkiego Szpitala Wojewódzkiego we Wrocławiu) – to tak ustawiono zasady odpłatności za zabiegi wykonywane przy jego pomocy, że są one całkowicie niedostępne dla zwykłego pacjenta.
Do dzisiaj (!) wykonano w Polsce zaledwie poniżej stu robotycznych operacji – głównie dla osób, które mogły zapłacić wysoką cenę za taki zabieg z własnej kieszeni.
A ile razy w tym czasie hazardziści szarpnęli za rączki licznych automatów do gier?
Więc dlaczego jest tak, że nawet w świecie robotów mądry czwororęki chirurg przegrywa z jednorękim bandytą?
