Pociąg w okolicach Frankfurtu. Starsza kobieta rozmawia ze znajomym w średnim wieku. Wiesz? – mówi do niego – Wymyśliłam fajny temat na powieść historyczną. Zrobiłam research i muszę się wziąć za pisanie. Jakoś nie miałam na razie czasu, ale przez święta na pewno zacznę pisać. Znajomy ze zrozumieniem kiwa głową.

REKLAMA
Oto tajemnica niemieckiego czytelnictwa. Ludzie dużo czytają, ponieważ sami piszą, lub chcą pisać. W Niemczech prawie każda książka ma szansę na druk i znajdzie swoich zwolenników. Prym wiodą dumnie trywialne czytadła dla kobiet i powieści historyczne.
W czasopismach często pojawiają się reklamy szkół, które uczą kreatywnego pisania, istnieje szereg wydawnictw, w których można samodzielnie wydawać swoje książki. Jednak również komercyjne wydawnictwa chętnie witają nowych autorów, jeśli tylko ci podążają za modnymi trendami.
Według danych statystycznych niemieckiego instytutu Stiftung Lesen jedna czwarta Niemców nigdy nie sięga po książkę. A „tylko” co czwarty Niemiec czyta w roku od jedenastu do pięćdziesięciu do książek. Czyli 25% niemieckich obywateli regularnie zagląda do książek. Jednak Niemcy, jak to Niemcy, lubią dmuchać na zimne i biją na alarm. Czy powód jest usprawiedliwiony, czy też nie, faktem jest, że dziesięć lat wcześniej do takiego wyniku przyznawał się aż co trzeci Niemiec. W Polsce grupa osób, która czyta rocznie siedem książek lub więcej stanowi jedynie 11%.
Według badań telewizji ARD/ZDF każdy Niemiec poświęca średnio 23 minuty dziennie na lekturę gazet. Na lekturę książek przypadają średnio 22 minuty. Nie jest to chyba zły wynik biorąc pod uwagę liczebność populacji tego kraju. Niestety na oglądanie telewizji Niemiec poświęca dziennie średnio aż 243 minuty.
Z badań instytutu Stiftung Lesen wynika, że dla Niemców czytanie jest ważne. Jednocześnie jednak liczba książek w domach spada. A prawie połowa nastolatków przyznaje, że nigdy nie dostała w prezencie książki. Tymczasem okazuje się, że kontakt dzieci z książkami jest ważny i owocuje w przyszłości. Dzieci, którym czytano w dzieciństwie nie tylko chętniej sięgają po książkę w życiu dorosłym, ale również są bardziej kreatywne, uzdolnione artystycznie, bardziej aktywne fizycznie i mają średnio o jedną trzecią lepsze oceny w szkole od dzieci, którym nie czytano (badania instytutu Stiftung Lesen, Deutsche Bahn i gazety Die Zeit).
Dlatego w Niemczech wiele się dzieje w zakresie propagowania czytelnictwa. Wolontariusze bibliotek odwiedzają przedszkola i czytają dzieciom książki, organizują noclegi w bibliotece połączone z czytaniem, szkoły organizują konkursy na najlepsze recenzje, wycieczki na targi książek i zwiedzanie wydawnictw. Obecnie w bibliotekach powstają przytulne kąciki do czytania, zamiast twardych, starych krzeseł można usiąść wygodnie na kanapie. Jednak jeden z najlepszych pomysłów promocji czytelnictwa powstał w Lipsku. Nauczycielka pracując w szkole zauważyła, że dzieci mają niesamowitą wyobraźnię, a historie, które opowiadają po powrocie z weekendu i sposób w jaki to robią są godne uwiecznienia. Jednak szkolny system nie przewiduje czasu na wspieranie takich aktywności. Nauczycielka więc zwolniła się z pracy i założyła wydawnictwo nazywając je Buchkinder, czyli dzieci książek. Od tego czasu nieprzerwanie wspiera dziecięcą fantazję publikując ich historie. Książki nie są w żaden sposób korygowane, zawierają dokładnie to, co dzieci napisały wraz ze wszystkimi błędami oraz przejęzyczeniami. Wydawnictwo Buchkinder współpracuje przede wszystkim z nauczycielami, którzy w swojej pracy natykają się na ciekawe historie.
Promocja czytelnictwa jest w Niemczech nakierunkowana głównie na dzieci. Pośród niemieckich miast przoduje w tym zdecydowanie Lipsk. To miasto, w którym odbywają się największe w Niemczech targi książki. Jednak nie tylko na terenie targów, ale również w całym mieście można się natknąć na ludzi czytających dzieciom. Czy to u fryzjera, w sklepie, u kosmetyczki, czy w kancelarii adwokackiej, gdzie przebrani w prochowce prawnicy z fajką w ręku czytają dzieciom „Przygody Sherloka Holmesa”. Wszyscy w te dni czytają, to Święta Książki.
Jednak również w innych miastach wiele dzieje się przez cały rok. Dla każdej biblioteki pracują wolontariusze, czasami jest ich aż setka, którzy starają się rozbudzić w ludziach zainteresowanie książkami, organizują również kursy dla rodziców, podczas których uczą ich techniki czytania książek dzieciom na głos. Przy okazji różnych festynów biblioteki wspólnie organizują akcje czytania dzieciom. Nierzadko stoisko z książkami to wielki, wyłożony kolorowymi poduszkami, przytulny namiot, gdzie dzieciaki mogą wysłuchać baśni z Tysiąca i Jednej Nocy. Natomiast zawsze w Światowy Dzień Książki 23 kwietnia książki są czytane w kościołach i katedrach.
Również Kolonia ma swój międzynarodowy festiwal literatury. Lit.Cologne to jedno z największych świąt książki w Niemczech, które odbywa się każdego roku w marcu i jest związane z całym szeregiem imprez towarzyszących. W ubiegłym roku podczas jednej z imprez były czytane również książki Sylwii Chutnik, która z kolei ma duży udział w promocji czytelnictwa w Polsce. Najważniejszym wydarzeniem tegorocznego festiwalu była wizyta i rozmowa z Kofi Annanem, którego biografia ukazała się w Niemczech 11 marca (wersja amerykańska z września 2012 roku „Interventions: A Life in War and Peace). Festiwal trwający jedenaście dni odwiedziło ponad 90.000 tysięcy osób. Z 201 imprez aż 98 było przeznaczonych dla dorosłych. Jak widać więc, promocji czytelnictwa dla dorosłych również w Niemczech nie brakuje.
Poza wielkimi, międzynarodowymi festiwalami, wiele niemieckich miast samodzielnie organizuje literackie eventy. Organizowane są wieczory z winem i książką, nierzadko sami autorzy są zapraszani na takie spotkania. Jedną z dość już znanych atrakcji jest czytanie na statku. Jeśli podczas rejsu po Renie można na statku tańczyć, to można również czytać. Także domy Seniora mają swój wkład w promocję czytelnictwa wśród osób starszych.
Wtórny analfabetyzm to zjawisko, którym obecnie straszą media. Rzeczywiście według badań Uniwersytetu w Hamburgu aż 7,5 milionów ludzi w Niemczech jest dotkniętych tą „przypadłością”. W 2011 roku okazało się, że 14,5% społeczeństwa jest w stanie przeczytać lub napisać pojedyncze zdania. Jednak już krótkie teksty wykraczają poza ich kompetencje.
Pomimo alarmujących danych, czytelnictwo w Niemczech ma się jednak dość dobrze. Wsiadając do autobusu, czy pociągu na pewno znajdzie się choć jedna osoba w zasięgu wzroku, która czyta książkę. Niemcy uwielbiają myśleć o sobie jak o intelektualistach, dlatego nie zrezygnują z czytania. Jeśli ktoś czyta rocznie trzy książki, chętnie widzi siebie jako filozofa zastygłego w zamyślonej pozie z pomarszczonym czołem i głową wspartą na dłoni.