Jak cię widzą, tak cię piszą. Jak sam/a siebie piszesz i o sobie myślisz, tak też się zachowujesz. Wszak nurt psychologii i terapii poznawczej o tym traktuje. Mnóstwo rzetelnych badań. Udowodniony ten fakt nie podziałał jednak u mnie zbyt napędzająco, gdy Kamil, etnolog zgłębiający świat osób niewidomych zapytał: „Jak wolisz, gdy się do ciebie mówi osoba z niesprawnością, czy osoba niepełnosprawna?”

REKLAMA
Och, machnęłam ręką nad filiżanką stygnącej herbaty. Jakie to ma znaczenie? Niech nazywają mnie, jak chcą. A ja o sobie myślę, że po prostu jestem zwykłą San.
Ostatnio jednak zdarzyło się coś, co mnie określiło. Określiło tak mocno, jak lesbijkę co wychodzi z szafy. Moją szafą była obojętność tycząca się słownictwa. Otóż pewnego razu byłam ja sobie na spotkaniu różnych osób niepełnosprawnych i wolontariuszy. Rzecz dotyczyła wspólnych mniej lub bardziej kulturalnych wypadów do miasta. Z zasady i rozpędu zapisuję się na większość takich inicjatyw. Usiedliśmy sobie w kółku i zaczęliśmy się przedstawiać. Niektórzy mówili, co im jest. I nagle usłyszałam:
„Mam na imię … i jestem osobą z doświadczeniem choroby psychicznej.” Rany, jak ja mu pozazdrościłam w tamtym momencie tak pięknego sformułowania. Ale zaraz… Po co zazdrościć? Też mogę sobie je wziąć. Mam na imię Sandra i jestem osobą z doświadczeniem niewidzenia. Jedno wielkie wooow, prawda?
Czym jest bowiem doświadczenie, jeśli nie drogą, którą się przebyło, plastycznym zbiorem wydarzeń z przeszłości, który można wykorzystać, jak się komu podoba? Można doświadczenia wcale nie wykorzystywać. Ale stoi ono zawsze na straży naszego sprytu i pomysłowości, mogąc stać się przesądzającym o wygranej atutem w jakimś życiowym przetargu. Doświadczenie to niesamowity bilans, który możemy sami w pewnej mierze kształtować na potrzeby teraźniejszości.
Oczywiście, oprócz doświadczenia bycia osobą niewidomą, posiadam doświadczenia innego rodzaju, jak na przykład: doświadczenie bycia córką, studentką, pracownicą, mieszkanką internatu, właścicielką psa przewodnika i właścicielką psa „burka z podwórka”. Posiadam również doświadczenie mieszkańca większego miasta i mieszkańca niewielkiej sennej mieściny.
Staram się żyć tak, by doświadczenia mnie wzbogacały, nawet te trudne. Kiedy trzeba, czasem potrafię je do siebie pododawać, tak, że po znaku = wychodzi całkiem ładna sumka. Dobrze mieć bogate doświadczenia z różnych dziedzin, bo można przebierać i wybierać te, które są najbardziej przydatne w danym momencie. Można się nimi zasłaniać, stroić się w nie, dzięki nim pomagać innym i tworzyć sztukę. Dlatego doświadczenie mi się tak dobrze kojarzy. Jest jeszcze jedna zaleta bycia doświadczoną. Doświadczenie jest, jakby nie było, niepowtarzalne. Na moje doświadczenie bycia córką składają się inne elementy, niż na to samo doświadczenie mojej dobrej koleżanki.
Mówi się jeszcze, że ktoś jest ciężko przez los doświadczony. I wtedy każdemu rzednie mina. Spokojnie czytelniku. Wyczytałam w książce o bieganiu Haruki Murakamiego inspirujący mnie cytat. Pewien maratończyk, gdy nie mógł wytrzymać wysiłku związanego z bieganiem, potu lejącego się po twarzy i bólu, powtarzał sobie mantrę, którą nauczył się od starszego brata: „Ból jest nieunikniony. Cierpienie jest wyborem.” Kto wie ile zatem człowiek jest w stanie manipulować nawet przy trudnym doświadczeniu, by stało się ono jego tarczą ochronną? Tego nie wie nikt. Kłaniajmy się więc przed ludźmi doświadczonymi i szanujmy ich. Kiedy cierpią, szanujmy ich cierpienie. Kiedy nie dają rady już dłużej cierpieć, szanujmy ich. Sami się doświadczajmy, każdego dnia. W końcu my to tylko króliczki doświadczalne tego życia.
Napisałam do Kamila zaraz po całym tym wydarzeniu. Zrozumiał mnie i wszyscy będą mam nadzieję żyli długo i szczęśliwie.
On ma to swoje wzbogacone o nowe określenie słownictwo, a ja zyskuję poważnego sprzymierzeńca i towarzysza, jakim jest brak wzroku.