Jakie to dziwne: dwie sytuacje, ta sama ja. Fani terenowej, ciut niebezpiecznej jazdy mają ją, gdy wsiadają za kółko. Ja mam swoją porcję adrenalinki niemal zawsze, gdy wychodzę na ulicę. Moje offroadowe trasy nie muszą być błotniste, bagienne, ani też kamieniste. To może być najzwyklejszy chodnik w jednym z polskich miast.

REKLAMA
Zgłosiłam się, bo uwielbiam nowe doznania. Znalazła ich moja bardzo słabo widząca i mocno odważna koleżanka, z którą tam wyruszyłam. Fundacja „Podróże Bez Granic” zorganizowała w ostatni weekend wyprawę do Borów Tucholskich. W związku z tym, że większość uczestników poruszała się na wózku, okolicę stanicy harcerskiej w Leśnej Hucie zwiedzaliśmy terenowymi samochodami.
Kierowcy pokazali co potrafią na żwirowni, gdzie skakaliśmy niemal jak piłki. Dużo było też szorowania gałęziami po dachu i oknach – nadzwyczaj miły dla ucha dźwięk. Co rusz słyszałam też, jak samochód kąpie się w wodzie. Raz nawet specjalnie umyliśmy tak auta. Tylko po co, Skoro za chwilę znowu było błoto? To się nazywa jazda offroadowa - słyszałam wkoło od kierowców. Mogłabym tak chyba skakać cały dzień, nawet pomimo dającej się momentami we znaki choroby morskiej. To nie był jednak rozhuśtany przez fale statek, a te odczucia stanowiły cenne źródło informacji o tym, co aktualnie się działo. Nie korzystam wszak ze wzroku.
logo
Szybka, terenowa kąpiel

Moja suczka przewodniczka Akryl wrzuca czwarty bieg. Czy wyczuwa, że grozi mi spóźnienie? Znana trasa, ostry zakręt, ulica. Wymuszam chyba zatrzymanie się samochodu. Nie słyszę tego dokładnie przez szum lejącego się z nieba deszczu. Przed krawężnikiem na chodnik wielka kałuża, tradycyjnie w nią wchodzę. Potem kolejne tworzące się w szczelinach nierównej nawierzchni. Akryl nie ma czasu, by zastanawiać się, jak je omijać bo ją poganiam. Nie hamuj mój psie, nie hamuj! Czuję, że mokry chodnik jest dość śliski. Mimo to mkniemy dalej. Mogę przyjść w brudnych butach, spodniach, płaszczu. Ale nie cierpię się spóźniać. Deszcz leje się ze mnie, jak zaraz po zakręceniu kurka prysznica, ale docieram na miejsce szczęśliwa. Odkrywam, że to wielka frajda tak biegać po mieście, zaliczając po drodze wszystkie kałuże. Jest ciekawie i offroadowo, tyle, że bez auta.
logo
Deszcz nie deszcz, pies pracuje, ja wędruję

Z fascynacją przysłuchiwałam się opowieściom o zaznanych przygodach przez pasjonatów jazdy terenowej z „Landkliniki”. Byli tak uprzejmi, że pokazali odrobinę tego co potrafią oni sami i ich auta. Jedno zakopało się w błocie. Od kierowcy, z którym na ten temat rozmawiałam usłyszałam, że nie ma wyprawy bez utknięcia pośród tych trudnych warunków choć jednego auta. Każda trasa, którą przemierza kilka terenówek jest okazją do przetestowania możliwości zarówno kierowcy, jak i jego wozu. W razie czego zawsze ktoś pomoże, wyciągnie. Potwierdzał to również ten wyjazd: nikt nie pracował solo, nie był zostawiony bez pomocy. Wiadomo, że nikt na tym wyjeździe nie szalał, wszyscy dbali o nasze bezpieczeństwo.
logo
I po co ta wcześniejsza kąpiel? Bez holowania się nie obejdzie

Idziemy z koleżanką, która bardzo słabo widzi ze spotkania do pubu. Czy tutaj są światła? Nie wiemy, pędzimy. Nierówny chodnik – to nic. Pies lawiruje wśród ludzi, ale na kochanym wrocławskim rynku często nie da się uniknąć z kimś choćby drobnej kolizji. A bywa i tak, że za sprawą nadgorliwych miłośników zwierząt, którzy chcą koniecznie pogłaskać moją czarnulkę, pies się rozprasza i gubi kierunek, nie słucha komend, jak zepsute auto. W pewnym momencie orientujemy się, że właściwie zgubiłyśmy drogę. Pytamy ludzi o ulicę, pomagają nam. My również nie zostałyśmy same. Ale oto znajdujemy upatrzony w Internecie lokal. Tylko jak się w nim zorientować? Myślimy nad strategią pokonania tej przeszkody. Jest prosta. Znaleźć bar, przy nim kelnera. Wracając przechodzimy przez tory tramwajowe. Zagaduję się, potykam i upadam. Jak pierwszy z brzegu pijaczyna poleguję na torach, gdy słyszę nad sobą koleżankę, która nalega, bym wstawała jednak, bo jedzie tramwaj. Podaje dłoń, na której się wspieram. Zostawia mnie samą na bezludnym przystanku. Przyjeżdża tramwaj, otwiera mi drzwi. Świetnie, ale jaki to numer? Wsiadam, w wagonie nikogo. To chyba tramwaj widmo. Wystrzegajcie się ich.