
Widzę niepełnosprawną ofiarę i naturalnie oprawców. Widzę, że czegoś ofiara się domaga, żąda kategorycznie, rości sobie prawa, oburza się waląc medialną piąchą w stół, tupie nóżką i trzaska drzwiami. Widzę jeszcze, że wcale nie dzieje się jej krzywda, że jest najwidoczniej ofiarą własnej percepcji świata. Jeśli świat dla ciebie to oprawcy i ofiary, to zapewniam cię, że zawsze będziesz grał/a którąś z tych ról.
Najgorzej jednak wygląda cała ta sprawa wyjęta nieco ze swego kontekstu. By o niewidomych, a szerzej niepełnosprawnych mówiono, że to są roszczeniowi frustraci. Ten artykuł ukazuje wierzchołek góry błahych choć głośnych roszczeń i idących za nimi pretensji. Zastanawiam się ile czasu jeszcze niepełnosprawni karmić się będą litością społeczeństwa, kiedy ich w końcu zemdli? Ja na miejscu restauratora modliłabym się teraz, by nie odwiedziła mnie jakaś ohydna osoba z potwornym psem przewodnikiem.
„Wpuszczę takiego” – pomyśleć może porządny właściciel restauracji „wpuszczę z psem i całym dobytkiem, ale co z tego? Jak zaraz zrobi aferę, że potknęła się o dywan Lub niewielki stopień?”
