Pies oblizuję się na przejściu
Pies oblizuję się na przejściu Sandra Tworkowska

Widzę niepełnosprawną ofiarę i naturalnie oprawców. Widzę, że czegoś ofiara się domaga, żąda kategorycznie, rości sobie prawa, oburza się waląc medialną piąchą w stół, tupie nóżką i trzaska drzwiami. Widzę jeszcze, że wcale nie dzieje się jej krzywda, że jest najwidoczniej ofiarą własnej percepcji świata. Jeśli świat dla ciebie to oprawcy i ofiary, to zapewniam cię, że zawsze będziesz grał/a którąś z tych ról.

REKLAMA
„Wstyd, hańba i zaściankowość” tak mniej więcej napisała koleżanka publikując artykuł o tym, że pana Sebastiana Grzywacza nie chciano wpuścić z psem przewodnikiem do restauracji. A według mnie wstyd osobom niewidomym przyniósł sam artykuł, szczególnie właścicielom psów przewodników. Jestem posiadaczką takiego psa więc na moje nieszczęście artykuł obiegł chyba całą sieć, dostał się nawet na Pudelka. Dlatego najchętniej z wyjściem na ulicę poczekałabym, aż afera ucichnie.
Zacznijmy jednak od początku, czyli od faktów. Nowa ustawa o rehabilitacji i zatrudnianiu niepełnosprawnych wyraźnie mówi, że osoba niewidoma wejść może do każdego obiektu gastronomicznego z psem przewodnikiem.
Od niespełna roku w poruszaniu się po ulicach pomaga mi suczka przewodniczka. Często wychodzimy do różnych wrocławskich, ale nie tylko, lokali. Nie stronimy od podróży. płynęłyśmy statkiem, wędrowałyśmy po jednym z parków narodowych. Razem robimy zakupy, chodzimy do salonu kosmetycznego, na uczelnię i warsztaty teatralne. Słowem – tam gdzie ja, tam suczka Akryl. Efekt? Z żadnego miejsca nas nie wyrzucono. Czasem ludzie mieli wątpliwości, ale w każdym wypadku pomagała przyjazna rozmowa uświadamiająca.
Może mam szczęście, może żyję w równoległej rzeczywistości, ale to fakt, który potwierdzą moi znajomi. Zresztą gotowa byłabym nawet nagrać takie nasze wyprawy po lokalach i to, jak nas przyjmuje obsługa. Często nie tylko proponują wodę dla psa, ale pomagają znaleźć miejsce, w którym będzie psu wygodnie, a jednocześnie nie będzie on przeszkadzał klientom. Nie wykluczam tego, że ktoś mnie w końcu gdzieś nie wpuści. Ale czy warto z tym lecieć do mediów od razu?
Problem jest na tyle rozdmuchany, że większość ludzi myśli pewnie, o biednych niewidomych z psami, których nikt nigdzie nie wpuszcza. Dziś choćby ciężko mi było wytłumaczyć pijanemu panu, że psa przewodnika się nie głaszcze. Czy powinnam śladem poprzedników zadzwonić do którejś z redakcji i opowiedzieć o tym? A przy dobrych wiatrach ta mała informacja rozwinęłaby żagle i większość odbiorców miałoby wrażenie, że po Wrocławiu chodzi tabun nietrzeźwych ludzi, którzy tylko głaszczą psy przewodniki? Czy to byłoby poważne?
logo
Pies przewodnik Akryl Fot. Tomasz Zielonka

Najgorzej jednak wygląda cała ta sprawa wyjęta nieco ze swego kontekstu. By o niewidomych, a szerzej niepełnosprawnych mówiono, że to są roszczeniowi frustraci. Ten artykuł ukazuje wierzchołek góry błahych choć głośnych roszczeń i idących za nimi pretensji. Zastanawiam się ile czasu jeszcze niepełnosprawni karmić się będą litością społeczeństwa, kiedy ich w końcu zemdli? Ja na miejscu restauratora modliłabym się teraz, by nie odwiedziła mnie jakaś ohydna osoba z potwornym psem przewodnikiem.
„Wpuszczę takiego” – pomyśleć może porządny właściciel restauracji „wpuszczę z psem i całym dobytkiem, ale co z tego? Jak zaraz zrobi aferę, że potknęła się o dywan Lub niewielki stopień?”
Chcę być dobrze zrozumiana, dlatego na koniec podkreślę, że jestem za egzekwowaniem przysługujących praw, ale nie w ten szkodliwy moim zdaniem sposób. Inaczej ustosunkowałabym się do tematu, gdyby problem był nagminny. Jakiś czas temu zresztą był więc takie działania miały sens. Dziś z wahaniem wejdę w progi ulubionych lokali, obawiając się, że zamiast pytania kelnera „Czego sobie pani życzy?” usłyszę „Czego pani żąda?”