Może z ciekawości wyruszyłabym do stanu Iowa, tylko po to, by obnosić się ze zgrabnym pistolecikiem, który pasowałby do mojej subtelnej, dziewczęcej figury. Przedsięwzięcie jest jednak niestety zbyt kosztowne. Pozostanę na swoim miejscu, szukając absurdu wokół siebie.

REKLAMA
Irracjonalne prawo zezwoliło niewidomym Amerykanom stanu Iowa na posiadanie broni. Oto, do czego doprowadziła nachalna polityczna poprawność. Argument jest taki, że brak zezwolenia godziłby w prawa człowieka. Tak, może tak jest. Ale po pierwsze, nie wiemy, w co ugodzi taki niewidomy, strzelając w obronie własnej. A po drugie, jaki niewidomy przy zdrowych zmysłach, będzie chciał mieć broń? Ja wolę zginąć, niż żyć z faktem, że uszkodziłam niewinnego człowieka.
Wracając jednak do naszego podwórka, bo ono interesuje mnie dużo bardziej, znalazłam na szybko 4 absurdy miejskich przystosowań. W teorii mają one pomagać osobie niewidomej w przemieszczaniu się z miejsca na miejsce, a w praktyce są zabawne lub przeszkadzają.
1. Światła. Nieujednolicony system sygnalizacji świetlnej powoduje chaos. Przy jednym przejściu gra melodia, drugie klekocze, trzecie piszczy a czwarte gada. Kilka lat temu byłam w Pradze Czeskiej i tam wszystkie światła po prostu klekotały. Świetne rozwiązanie, bo nie jest to intensywny dźwięk, jak piszczenie, czy mówienie, które może przeszkadzać mieszkającym w pobliżu świateł ludziom. Nie jest jednocześnie zbyt ciche. Zbyt cicha sygnalizacja powoduje, że słyszę ją czasem dopiero po przejściu przez ulicę. Dziwi mnie też brak dźwiękowej sygnalizacji w ścisłym centrum. Tu jednak z przyjemnością zaznaczę, że moja interwencja w sprawie jednego z takich przejść odniosła natychmiastowy pozytywny rezultat.
2. Tramwaje i autobusy. Coraz częściej bywa, że są udźwiękowione. Niestety, kierowcy nie zawsze włączają to udźwiękowienie, a bywa, że zrobią to, ale informacja podawana jest zbyt cicho lub też głosowa sygnalizacja przystanków mija się z rzeczywistością. To niezmiennie wywołuje u mnie konsternację.
3. Dotykowe domofony. Z tym, że coraz więcej domofonów jest dotykowych, kłócić się nie mam zamiaru. Świata nie zmienię, to ja się przystosuję. Ale absurdem jest zamieszczanie cyferek w brajlu na niezwykle czułych domofonach. Załużmy, że chcę odczytać jaką cyfrę mam pod palcami na takim domofonie. dotykam jej i tym samym rozpoczynam wybieranie kodu.
4. Obniżanie krawężników. Wiem, że jest potrzebne, by osoby poruszające się na wózkach miały łatwiej więc nie neguję ich istnienia. Dziwne jest jednak, że często zapomina się o wypukłym zaznaczeniu przejścia, bym i ja mogła Czuć, gdzie się znajduję, sama móc jasno oddzielić granicę między chodnikiem, a ulicą. Pies mi w tym pomaga, ale czy każdy niewidomy musi mieć psa przewodnika?
Na koniec przyznam, że absurdy mnie prędzej rozbawią, niż oburzą. Życie bez nich, owszem, byłoby bezpieczniejsze i łatwiejsze, ale za to nudne. Musiałabym siedzieć nad klawiaturą i zastanawiać się nad tym, o czym tu pisać.