
Trzech byłych prezydentów podpisało list w obronie demokracji, w którym nawołują niektórych kandydatów do senatu, aby wycofali się z kampanii i przekazali swoje poparcie przedstawicielom wytypowanym przez partie opozycyjne. Chodzi o tych kandydatów, którzy nie są z tych partii opozycyjnych, które zawarły "porozumienie" o wystawieniu wspólnych kandydatów do senatu.
REKLAMA
Bardzo szanuję sygnatariuszy tego listu, bo to ludzie mądrzy, wrażliwi i nie mam wątpliwości, że zależy im na utrzymaniu polskiej demokracji. Ale wymowa tego listu mi zgrzyta i zwyczajnie się z nim nie zgadzam. I to z kilku powodów.
Po pierwsze – bo wpisuje się on w tę okropną bez-alternatywność polskiej polityki: albo my, albo śmierć (czyli PiS). A to droga donikąd, bo inaczej nasza polityka nigdy się nie zmieni i dalej będzie chocholim tańcem tych samych spranych twarzy. Ostatnie 15 lat najlepiej pokazuje, że bez wymiany politycznych elit, bez dopływu świeżych idei, poglądów, bez nowych ofert politycznych nasza debata publiczna się prymitywizuje. Dobrze pamiętam to oburzenie na Biedronia, jak on śmiał stworzyć swoją partię i nie przyłączyć się do Koalicji Obywatelskiej i że jest cichym sprzymierzeńcem Kaczyńskiego. W tym przypadku szersza konkurencja mogłaby podnieść jakość polityki, bo ta ostatnio szoruje po dnie. Chodzi przede wszystkim o to, żeby polityka była lepsza, a nie żeby była nasza.
Po drugie - zamiast zabierać ludziom wybór zróbcie wszystko, żeby w tym wachlarzu kandydatów wybrali właśnie was. Na tym polega prawdziwa demokracja. PiS ma wysokie poparcie nie dlatego, że wymusza je na wyborcach, a dlatego, że oni sami na niego głosują. Owszem, wielu głosuje, bo zostali zmanipulowani, bo słyszą to, co chcą usłyszeć bez względu na konsekwencje dla gospodarki, państwa i systemu prawnego. Każdy gra tym, co ma. Trzeba po prostu starać się do ludzi dotrzeć i wytłumaczyć im tak, żeby zrozumieli gdzie jest prawda, a gdzie kłamstwo, co jest dla nich naprawdę korzystne i dobre, a co się może skończyć katastrofą.
W 1989 demokratyczna opozycja miała dużo gorszą pozycję startową – żadnej telewizji, raczkujące struktury terenowe, dużo mniej pieniędzy niż komuniści i cały aparat państwowy przeciwko sobie. Więc nie mówcie, że się nie da. W tych wyborach to ludzie wybiorą wolność lub autorytaryzm. I cokolwiek wybiorą, to będzie to wybór demokratyczny. Może ostatni taki, ale demokratyczny.
W końcu po trzecie – gdybym głosowała w Warszawie do senatu w okręgu 44 zagłosowałabym na Pawła Kasprzaka z „Obywateli RP”. I nie mam tu żadnych wątpliwości, bo to jedyny kandydat o poglądach demokratycznych, obywatelskich i wolnościowych. Rozmawiam z wieloma warszawskimi znajomymi, którzy mówią wprost, że kandydatura Kazimierza Michała Ujazdowskiego jest dla nich po prostu nie do zaakceptowania. I nie są to tylko wyborcy Lewicy, ale także PO. I doskonale ich rozumiem, bo Ujazdowski to wieloletni członek PiSu i były wiceprezes tej partii, który jest znany ze swoich homofobicznych, konserwatywnych i ultrakatolickich poglądów.
Kiedy PiS niszczył Trybunał Konstytucyjny - on był w PiSie!
Gdy Kaczyński sączył Polakom jad w związku z katastrofą smoleńską – on był w PiSie! Gdy PiS próbował zaostrzyć ustawę o aborcji – on był w PiSie!
Gdy PiS zagłosowano przeciw wprowadzeniu związków partnerskich – on był w PiSie! Jego kandydatura w okręgu warszawskim to drwina z warszawiaków. I to poważny błąd Grzegorza Schetyny, który chciałby być i prawicowy i liberalny i lewicowy i nie wiadomo jeszcze jaki.
Gdy Kaczyński sączył Polakom jad w związku z katastrofą smoleńską – on był w PiSie! Gdy PiS próbował zaostrzyć ustawę o aborcji – on był w PiSie!
Gdy PiS zagłosowano przeciw wprowadzeniu związków partnerskich – on był w PiSie! Jego kandydatura w okręgu warszawskim to drwina z warszawiaków. I to poważny błąd Grzegorza Schetyny, który chciałby być i prawicowy i liberalny i lewicowy i nie wiadomo jeszcze jaki.
Tymczasem Paweł Kasprzak w czasach, gdy Ujazdowski był w PiSie aktywnie protestował w obronie demokracji, organizował pikiety, marsze i akcje obywatelskie, prowadził działalność edukacyjną na rzecz społeczeństwa obywatelskiego. I, co ważne, on robi to, co mówi, a mówi to co myśli. I dlatego jest niebezpieczny dla politycznego establishmentu, który politykę uważa za grę i teatr, choć niestety z jak najbardziej realnymi konsekwencjami dla wyborców.
Warszawiacy nie zasłużyli na to, żeby łamać im sumienia Ujazdowskim. Niech zagłosują tak, jak czują. Niech dokonają wolnego wyboru.
Bardzo chcę, żeby PiS nie wygrał. I bardzo chcę, żeby Paweł Kasprzak wygrał. To byłoby pełne zwycięstwo demokracji.
Bardzo chcę, żeby PiS nie wygrał. I bardzo chcę, żeby Paweł Kasprzak wygrał. To byłoby pełne zwycięstwo demokracji.
