
Lewica zgłosiła kandydaturę Roberta Biedronia na Prezydenta RP. Polityk, społecznik, miejski aktywista, prezydent miasta, poseł, lider ruchu społecznego, pozarządowiec, politolog, samorządowiec, europoseł, publicysta, polityk, syn, brat, przyjaciel, mężczyzna, partner, Polak, człowiek, kandydat na Prezydenta Polski. Gej.
REKLAMA
Lubimy kategoryzować, przylepiać etykietki, widzieć tylko to, co chcemy widzieć albo co nam ktoś opowiada. Nie zastanawiać się, nie wnikać, nie analizować. Gej i koniec. Maliniak i kropka. Komorowski w spódnicy.
Za kilka miesięcy wybierzemy Prezydenta bądź Prezydentkę. Wybrana osoba będzie nas reprezentowała na świecie, nasi żołnierze będą przed nią stawali na baczność, i usłyszymy ją przy wigilijnym stole podczas orędzia. Ta osoba będzie mogła zgłaszać projekty ustaw, które mogą zmienić prawo i zmienić nasze życie. Na lepsze lub na gorsze. Tak samo może wetować ustawy. Radio, telewizja, prasa, Internet – wszyscy będą donosić co Prezydent zrobił, gdzie był, co powiedział. I tak przez 5 długich lat.
Za kilka miesięcy wybierzemy najważniejszą osobę w państwie, a tymczasem większość z nas zachowuje się, jakby brała udział w wyborach miss / mistera albo w Big Brotherze. Jakby Polacy nie byli do końca świadomi kogo wybierają i co z tego dla nich wynika. Nie piszę tego, żeby kogoś obrażać, ale bardzo bym chciała, żebyśmy się bardziej ogarnęli przed tymi wyborami. Potraktowali je poważnie, wysilili się, żeby poznać trochę głębiej kandydatów i to z kilku źródeł, nie tylko z Gazety Polskiej czy Wyborczej. I żebyśmy sobie sami zadali pytanie czy ten facet, czy ta kobieta nadają się na mojego Prezydenta.
Zagłosuję na Roberta Biedronia, co pewnie nikogo nie zdziwi. Ale nie zagłosuje na niego dlatego, że jest z mojej partii. Zrobię to dlatego, że od prawie 15 lat go obserwuję, jak z chłopaka z Podkarpacia, na przekór swoim obawom i wbrew niesprzyjającym okolicznościom najpierw wyrwał się z trudnego domu, potem na studia. Na studiach zawalczył o siebie i przekonał się, że bycie osobą homoseksualną to nic złego, nie żaden grzech czy zboczenie, jak mu latami wmawiali. I mógłby na tym poprzestać, poczuć się dobrze w swojej skórze i układać swoje życie w tajemnicy, z dala przed ciekawskimi i podejrzliwymi oczami. Ale zamiast myśleć tylko o sobie wziął w obronę wszystkie osoby homoseksualne, nie bał się otwarcie do tego przyznać i zawalczyć o podmiotowość nie tylko swoją, ale wszystkich osób LGBT. Nie dlatego, żeby się z tym afiszować, ale dlatego, by móc normalnie, godnie żyć. Tylko tyle i aż tyle. Z tego powodu wielokrotnie był ofiarą hejtu i przemocy, zarówno psychicznej, jak i fizycznej. W czasach, gdy za samo podejrzenie homoseksualizmu można było dostać w szkole czy na ulicy „z liścia” on wraz z innymi był bity i poniżany za to, że otwarcie stał po stronie dyskryminowanych. Wielu polityków wciąż wyciera sobie przysłowiową gębę walką z komuną. On po prostu od wielu lat walczy o prawa człowieka. Realnie, nie deklaratywnie. I to jest dla mnie to, co jest najważniejsze w Robercie Biedroniu. Jest tam, gdzie jest, bo robił ważne rzeczy. On się już w praniu sprawdził.
Tak, Robert Biedroń ma też swoje porażki i wpadki. Nie bądźmy naiwni. Jest tylko człowiekiem. Ja mam słabości i nie wszystko w życiu zrobiłam dobrze. Ty masz słabości i popełniasz błędy. Ważne, żeby w bilansie wyszło na plus. U Biedronia jest na plus.
Robert to jest jedyny kandydat, który żyje w XXI wieku w Europie. Jedyny, który nie boi się otwarcie mówić o związkach partnerskich, o prawie do aborcji, o realnym rozdziale państwa od Kościoła Katolickiego. A przecież badania wskazują, że tego chce większość Polaków. Dlatego marzy mi się taki prezydent mojego kraju, który nie boi się głosić swoich poglądów, który nie ma nad sobą żadnej centrali, który wytycza nowe drogi w polityce i życiu publicznym a nie jest tylko strażnikiem żyrandola. Biedroń jest wiarygodny gdy mówi o solidarności społecznej, o budowie mieszkań, o czystym powietrzu. Zrobił to w Słupsku, gdzie był prezydentem. Tu nie ma wątpliwości to są fakty.
Publicyści, politolodzy i inne mądre głowy w mediach będą jak mantrę powtarzać, że Biedroń nie ma szans, że pomaga Andrzejowi Dudzie wygrać w pierwszej turze, że nie przebije się przez partyjny duopol, że zabiera Kidawie – Błońskiej szanse na elekcję. Oni może nie podchodzą do wyborów jak do Big Brothera, ale zachowują się, jakby obstawiali konie na wyścigach. Rozrywka inna, ale krótkowzroczność ta sama. Żałuję, że najważniejsze opiniotwórcze media są zlokalizowane w Warszawie, bo to rodzi groźbę bańki towarzyskiej i światopoglądowej. Zawodowi opowiadacze z tych samych środowisk słuchają przede wszystkim siebie i się popierają lub spierają. Z ich perspektywy trudno dostrzec Pruszków, a co dopiero Ustrzyki Dolne. Zamiast ich słuchać niech każdy zbuduje swoją opowieść o jego kandydacie na Prezydenta Polski. Moją opowieścią jest Robert Biedroń.
