O autorze
Dziennikarz sportowy. Absolwent WSH o kierunku: Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna. Pisałem w Tygodniku Kibica. Obecnie przeczytać mnie można na Ekstraklasa.net

twitter: @s.czaplinski
e-mail: s.czaplinski@gmail.com

Finał hiszpańsko- niemiecki? Bardzo możliwe.

Już dziś pierwszy z meczów półfinałowych Champions League. Bayern Monachium na Allianz Arenie podejmować będzie FC Barcelonę. Natomiast jutro Borussia Dortmund z trzema Polakami w składzie będzie rywalizować z Realem Madryt. Zwycięzcy tych par zmierzą się w finale najważniejszych klubowych rozgrywek w Europie. Czy będziemy świadkami finału hiszpańsko-niemieckiego? Prawdopodobieństwo jest bardzo duże.



Tuż po losowaniu półfinałów prezes Bayernu Monachium Karl-Heinz Rummenigge mówił: - Myślę, że będziemy świadkami dwóch bardzo dobrych spotkań, które będą przebiegać na bardzo wysokim poziomie. Jestem podekscytowany faktem, że zagramy z najlepszą drużyną w Europie. Uważam, że to właśnie FC Barcelona jest nadal największym faworytem do wygrania Champions League.


Ile w tym kurtuazji, a ile szczerych słów, pozostawiam Państwa ocenie, ale prawdę mówiąc FC Barcelona już dawno nie prezentowała się tak słabo, jak w ostatnim czasie. Ile tej drużynie daje Leo Messi mogliśmy się przekonać w meczu rewanżowym z PSG, gdzie samo pojawienie się Argentyńczyka na boisku zupełnie zmieniło obraz gry i pozwoliło awansować „Dumie Katalonii” do półfinału Ligi Mistrzów. Trener PSG - Carlo Ancelotti mówił po tym spotkaniu: - Kiedy tylko Leo Messi pojawił się na boisku, zwiększył pewność gry Barcelony. Nawet jeśli nie jest w 100% zdrowy, to i tak jest wspaniałym zawodnikiem. Barcelonie udało się odblokować swoją grę, w momencie kiedy Argentyńczyk wszedł z ławki.


To, że Barcelona jest obecnie w słabszej dyspozycji potwierdziło ostatnie ligowe spotkanie z Levante, w którym piłkarze Blaugrany wydarli zwycięstwo w końcowych minutach gry po strzale Cesca Fabregasa. Bayern wydaje się być zespołem, który znajduje się na zupełnie innym biegunie. Już od kilkunastu dni „Bawarczycy” świętują mistrzostwo Niemiec, które wygrali w cuglach. W całych rozgrywkach przegrywając… jedno spotkanie! W ostatniej kolejce zagrali na wyjeździe z Hannoverem 96 w mocno okrojonym składzie, a mimo to zwyciężyli 6:1… Warto również zauważyć, że FC Barcelona trzykrotnie grała z Bayernem w Monachium i nie wygrała ani jednego spotkania. Dwa razy remisowała i raz przegrała, co więcej podczas spotkań na Camp Nou, to Bayern wygrywał dwa razy, a tylko raz uznał wyższość zawodników Blaugrany.


- To kompletna drużyna, silna fizycznie i dobra technicznie. W tym momencie są być może w najlepszej dyspozycji w Europie. Ze względu na to, jak Bayern prezentuje się w trakcie całego sezonu, dwumecz będzie bardzo trudny. Bardzo ważne jest zdobycie bramki na wyjeździe. Musimy atakować. Naszym punktem odniesienia jest mecz z Milanem. Jesteśmy w półfinale i to jest nasza motywacja. Najgorszy możliwy scenariusz zakłada grę bez piłki przy nodze. Musimy kontrolować ją przez dłuższy czas i przejąć kontrolę nad spotkaniem. Wiemy, że Bayern jest w formie, ale postaramy się narzucić naszą wizję. Zespół, który narzuci swój styl gry, awansuje do finału – mówi przed tym spotkaniem pomocnik Barcelony, Xavi Hernandez. Emocje dzisiejszego wieczoru gwarantowane.

W drugim półfinale, który odbędzie się w środę, Borussia Dortmund podejmować będzie Real Madryt. Będzie to już trzecia potyczka tych drużyn w obecnych rozgrywkach Champions League. W fazie grupowej lepsza okazała się Borussia, która wygrała u siebie z „Królewskimi” 2:1, a na Santiago Bernabeu zremisowała 2:2. Dyrektor generalny BVB, Hans-Joachim Watzke, powiedział zaraz po losowaniu: - Nie sądzę, że Real będzie się bać potyczki z nami, mimo iż w grupie to my byliśmy lepsi. Będą nas szanować, tak jak my będziemy szanować ich. Jesteśmy zadowoleni z losowania, ale nie dlatego, że jest ono łatwe, ale dlatego, że Liga Mistrzów to międzynarodowy turniej i chcieliśmy międzynarodowych par w półfinałach.

- Kiedy graliśmy z nimi pierwsze mecze, to nie byliśmy w takiej formie, jak teraz. Sprawy idą po naszej myśli, obrona jest bardziej zgrana i mamy dodatkową pewność siebie, która pozwala nam dobrze podejść do tego dwumeczu. Wiemy, że Borussia to drużyna podobna do naszej, ale w tym sezonie w Europie zawsze trafiamy na wyjazdach. Znamy Borussię i już cierpieliśmy przez ich bramki z kontrataków. To bardzo podobna drużyna do naszej, ma silną kontrę i do tego teraz przechodzi przez dobre chwile. Musimy zagrać na 100%, żeby móc awansować – mówi przed tym spotkaniem zawodnik „Królewskich”, Angel Di Maria.

W Dortmundzie obawiano się, że w pierwszym spotkaniu nie wystąpi Robert Lewandowski, który narzekał na drobny uraz. Polski napastnik uspokoił jednak wszystkich kibiców, pisząc na swoim koncie na Facebooku – „Uspokajam wszystkich fanów. Mój występ w środę nie jest zagrożony. Mięsień jest zbity, ale na mecz z Realem będę gotowy!”. A o tym, ile Lewandowski daje Borussi niech świadczy fakt, że Polak w meczach Bundesligi w ostatniej ligowej kolejce trafił do siatki dwunastemu rywalowi z rzędu i od rekordu ligi niemieckiej należącego do Gerda Muellera, brakuje mu już tylko bramek w czterech kolejnych spotkaniach.

Bilans spotkań Realu z Borussią jest korzystny dla podopiecznych Jose Mourinho. „Królewscy” wygrali dwa z sześciu spotkań. Raz wygrała Borussia, a w trzech spotkaniach byliśmy świadkami remisu. Były piłkarz Borussi Dortmund, Jürgen Kohler jest pewny, że BVB wyeliminuje „Cristiano Ronaldo i spółkę”: - Dortmund już udowodnił w tym roku, że może pokonać Madryt. Real ma świetny atak, ale są słabi w obronie, co z kolei jest mocnym punktem Borussi. Uwierzcie, że BVB ma wiele argumentów do wyeliminowania Hiszpanów i zagrania w finale.

Wtóruje mu rumuński trener Szachtara Donieck, Mircea Lucescu: - Real nie jest faworytem. Borussia pokonała ich już w Niemczech, a w Hiszpanii była blisko. Udowodniła, że jest w stanie ich wyeliminować. Borussia ma najlepszych kibiców w Europie. Atmosfera na ich stadionie tworzy duży nacisk na przeciwnika. BVB gra ofensywny futbol i ma trzech niebezpiecznych napastników: Götze, Reusa i Lewandowskiego.

Jednego możemy być pewni. Będziemy świadkami dwóch niesamowitych półfinałów, z których każdy mógłby być meczem finałowym obecnych rozgrywek Champions League. Czy w finale na Wembley będziemy świadkami niemieckiego finału? Szanse na to są duże, ale i równie wielkie przy hiszpańskim finale. Z finałem niemiecko-hiszpańskim nie może jednak rywalizować nikt. Tutaj, z matematycznego punktu widzenia, prawdopodobieństwo wynosi już 50%...

twitter: @s_czaplinski

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...