O autorze
Dziennikarz sportowy. Absolwent WSH o kierunku: Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna. Pisałem w Tygodniku Kibica. Obecnie przeczytać mnie można na Ekstraklasa.net

twitter: @s.czaplinski
e-mail: s.czaplinski@gmail.com

Groundhopping – więcej niż mecz

Rapid Wiedeń - Austria Wiedeń (wiosna 2011) Zamieszki chuliganów Rapidu, które ostatecznie przerwały mecz po niespełna 25 minutach.
Rapid Wiedeń - Austria Wiedeń (wiosna 2011) Zamieszki chuliganów Rapidu, które ostatecznie przerwały mecz po niespełna 25 minutach. DR
Któż z nas nie marzy o tym, aby zasiąść na trybunach wielkiego stadionu i zobaczyć na żywo finał Champions League, mistrzostw świata czy Europy. Są jednak ludzie, dla których hitem i wielką radością jest obejrzenie meczu w polskiej B-klasie lub pojedynku dwóch słowackich klubów na poziomie 3. ligi. Groundhopperzy są już wszędzie. W Polsce również...



Czym jest groundhopping? Pojęcie grounhoppingu wzięło się od zlepku dwóch angielskich słów: „ground” - stadion, obiekt piłkarski, boisko oraz słowa „hopping” - czyli skakać. Po ich połączeniu otrzymujemy twór pod nazwą „skakanie po stadionach”, co w wolnym tłumaczeniu możemy przyjąć jako „turystykę stadionową”. Początkowo zajmowali się nim Brytyjczycy, dopiero później „moda” ta pojawiła się w takich krajach jak Niemcy czy ostatnio Polska. Celem groundhoppingu jest znalezienie się na trybunach meczu od polskiej C-klasy, do finału najbardziej prestiżowych piłkarskich rozgrywek na świecie. Tutaj liczy się ilość spotkań, które udało nam się zobaczyć, a nie jakość. Postanowiłem przyjrzeć się temu zjawisku bliżej. Pomocną dłoń wyciągnęło do mnie kilku „zapaleńców”, którzy stali się moimi przewodnikami w tej, jak się później okazało, fantastycznej przygodzie z obiektami piłkarskimi w najdalszych zakątkach świata.




47-letni Krzysztof Wilk z Nysy swoją przygodę z groundhoppingiem rozpoczął w lipcu 2010 r. - Gdy byłem na wczasach w Chorwacji, postanowiłem pojechać do Splitu na stadion Hajduka. Miałem go tylko zobaczyć, bo wiedziałem, że liga chorwacka w lipcu nie gra. Kiedy przybyłem pod stadion okazało się, że za 3 dni jest towarzyski mecz Hajduka z Hamburgerem SV – mówi Krzysztof, który po raz pierwszy o groundhoppingu usłyszał przeglądając blog jednego z Polaków mieszkającego w Pradze, który zajmował się „turystyką stadionową”. - Podczas meczu przez 90 minut był wspaniały doping, w którym czynnie uczestniczyłem. Mecz zakończył się wynikiem 3:3. Były śpiewy i race. Ja nagrywałem to kamerką. Nikt mi nie zwrócił uwagi. Przed meczem byłem pod pamiątkową tablicą, która jest na stadionie po to, żeby uczcić kibiców Hajduka, którzy zginęli w wojnie z Serbią. Po tym meczu zaczęło się. Wciągnąłem w to żonę i jeździmy po różnych stadionach i boiskach w Polsce i poza nią. Oglądamy mecze od C klasy do tych międzynarodowych – mówi z wielką radością w głosie. Jego początki różnią się nieco od początków Arkadiusza Sobali, 30-latka ze Śląska Cieszyńskiego, który już trzeci rok zajmuje się groundhoppingiem. - Powoli zaczynały mi się nudzić pobliskie „oklepane” stadiony Odry Wodzisław, czy GKS-u Jastrzębie, więc postanowiłem pojeździć trochę na mecze wyjazdowe Spójni Zebrzydowice, której kibicuję. Szybko uzbierała się kolekcja niemal całej A-klasowej ligi. Niesamowicie mnie to wciągnęło. Z czasem pasja rozwinęła się na inne okoliczne okręgi. Zresztą już od najmłodszych lat interesowało mnie wszystko, co było związane ze stadionami. Mając naście lat byłem na meczu na Stadionie Śląskim, w Ostravie, Zabrzu czy Warszawie.

Niektórzy zaliczają sąsiadujące z nami kraje, inni podróżują niemal po całym świecie. Najczęściej są to „wycieczki” do Czech, Słowacji czy Niemiec, ale zdarzają się także dalsze wypady. - Najdalej byłem w Barcelonie, gdzie z bliska oglądałem, oprócz oczywiście pierwszego zespołu Barcy, zespół miejski Barcelony – mówi Arek. - W swoim życiu zobaczyłem już około 500 spotkań i od razu zaznaczę, ze nie jest to wynik imponujący, a wręcz marny. Do tej pory zwiedziłem stadiony w takich krajach jak: Czechy, Słowacja, Węgry, czy Hiszpania – zaznacza. Krzysztof z Nysy, oprócz wymienionych krajów, dodaje także Czarnogórę i Chorwację. - Ja nie nastawiam się na rywalizację w ilości oglądanych meczów. Oglądanie spotkań ma mi sprawiać przyjemność. W ciągu 34 miesięcy byłem na 159 meczach w 5 krajach. Wszystkie mecze zobaczyłem w całości lub z małym spóźnieniem. W Czarnogórze byłem na dwóch meczach I ligi i na jednym II ligi. Byłem też na 3 innych stadionach, ale niestety w tym czasie nie był rozgrywany na nich żaden mecz – mówi. Daniel Rosół, 26-latek pochodzący z Górnego Śląska zobaczył w ciągu 4 lat ponad 200 spotkań. Oprócz krajów wymienionych przez Arka i Krzyśka on zobaczył jeszcze kilka spotkań „na żywo” w Danii oraz Austrii. - Nie jest to może liczba imponująca, bo dzieląc to przez cztery lata otrzymujemy 50 spotkań na rok, ale moim zdaniem to całkiem dobra średnia. Będę zadowolony, jeżeli w kolejnych latach uda mi się w sezonie obejrzeć właśnie około 50 meczów, czyli utrzymać tą średnią – mówi Daniel.




Trwa ładowanie komentarzy...
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta
0 0Przekop Mierzei przyciąga turystów. Nie wszyscy się cieszą
0 0Będzie nowy serial w świecie "Star Wars". Jest mroczny zwiastun