Zapewne losy tytułowego, przyszłego dostojnika, są nam znane. Człowiek, który przebywa tak bujną i niecodzienną drogę musi być niesamowicie zdeterminowany. Wielu to zaneguje, ale taka jest prawda. Będąc w dogodnej sytuacji, później przemierzając ciemne lochy, a na końcu poczuć smak berła i korony. Oskarowy scenariusz.
REKLAMA
O prawo do dostojeństwa na polskiej scenie politycznej, a tym bardziej na lewicy, ubiegają się dwaj pretendenci. Na początku było słowo. W tym przypadku na początku była pewna nić porozumienia. Mesjasz z Dinozaurem. Tak o nich mówiono. Z racji bytu większym i silniejszym wydaje się być dinozaur. Jednak z racji wyobrażenia wszechmocnym staje się mesjasz.
Po wyborach parlamentarnych przekonaliśmy się, że nie taki diabeł wcielony straszny. Diabłem tym, który miał wnieść świeżość na lewicy, był Ruch Palikota. Jak widać bunt społeczny przed wyborami był bardzo nasilony. Podobnie było za czasów Andrzeja Leppera i jego Samoobrony, którą teraz dowodzi nijaki i niestrawny chochlik.
Leszek Miller i jego Sojusz Lewicy Demokratycznej umacnia się na trzeciej pozycji. Tak przynajmniej pokazują sondaże. Po porażce parlamentarnej nasiliły się korekty i dyskusje, które powoli przynoszą zamierzone efekty. Zaznaczam, powoli. Pośpiech jest tutaj złym doradcą. Wiele wskazuje na to, że lewicowa 'wojna na miny' potrwa do 1 maja.
W tym dniu rozstrzygną się losy o to, kto otrzyma berło i koronę. Ruch Palikota w Sali Kongresowej zapowiada przedstawienie ''21 postulatów, czyli korektę kapitalizmu''. Natomiast Sojusz Lewicy Demokratycznej odprawi rytuały przy OPZZ. Jak co roku. Kto okaże się skuteczniejszym, to się okaże. Wiem jednak, że wygrać powinna autentyczność. Hrabia Monte Christo na boso przemierzał drogę, aby stać się dostojnikiem.
