Był radzieckim kosmonautą, a tym samym pierwszym człowiekiem w kosmosie. Odznaczony licznymi orderami. Jurij Gagarin- to nazwisko chyba każdy kojarzy. Jeszcze jakiś czas temu, uważano, że dany scenariusz nie musiał być rzeczywisty, że celowo wymyślono kosmiczną podróż Gagarina. Wielce prawdopodobne staje się to, że teraz to już nic nie wiadomo.
REKLAMA
W polskim życiu publicznym mamy wielu kosmonautów. Wielu Gagarinów. O kosmitach nie wspominając. Jednak jest ten jeden, któremu kombinezon świeci najjaśniej, i któremu tlenu nie ubywa. Nawet wtedy, gdy wysoko mierzy. Załogę też ma liczną. Tylko z rakietą jest coś nie tak. W 1991 doleciała na księżyc. Niestety w kolejnych latach omijała szerokim łukiem docelowy punkt i kończyła swą okołoziemską przygodę.
Nie wyłączając silnika krążyła, krążyła i krąży, niczym sonda, która monitoruje poszczególne elementy i wysyła wyraźne lub mniej wyraźne sygnały. Bywa tak, że zagłusza różnego typu przekazy, ugina fale radiowe. Mimo to jest słyszalna, choć już nie na tak wielką skalę.
W dzisiejszych czasach to bardzo potrzebne. Być słyszalnym. Bez tego ciężko jest się przebić przez zachmurzone niebo. Choć nie jest to niemożliwe. Im więcej Ciebie, tym więcej Ciebie. Tym polskim Gagarinem jest Janusz Korwin-Mikke. To właśnie on przez kilkadziesiąt lat próbuje ominąć meteoryty i dolecieć do celu.
Zawisł w czasoprzestrzeni. Pochłonęła go czarna dziura. Jednak droga mleczna potrafi oświetlić czarną przestrzeń. Wydaje mi się, że na to już za późno. Czasy kiedy leciało się w podróż kosmiczną zmieniły się. Wcześniej lądowano na księżycu i wbijano flagę, a dzisiaj leci się po to, by odnaleźć nowe życie na Marsie.
