Każdy człowiek ma swoje 'ego, alter-ego lub super-ego'. Identyfikacja z poszczególnymi formami nie musi prowadzić do nadpobudliwości. Niekiedy jednak powodują erupcję emocjonalną, która jest nieprzewidywalna.

REKLAMA
Nie stojąc na straży prominentnego posła, ani też nie stojąc murem za prawicową dziennikarką, należy zauważyć, że zachowanie obydwu ze stron było niewłaściwe, prowokacyjne i pro-psychologiczne. Nie zważając także na związane z tą okolicznością wydarzenia, ponieważ i tutaj zawiodła prawie cała organizacja Solidarności, należy przytoczyć pewną metaforę.
Przypomina mi się zachowanie dziecka i rodzica, który na siłę próbuje wepchnąć łyżkę z jedzeniem do ust, mówiąc przy tym- jedz zupę! musisz! jedz! bo nie urośniesz! I właśnie wtedy rozgrywa się jeden z najstraszniejszych horrorów dzieciństwa. Pod warunkiem, że zupa jest rzeczywiście obrzydliwa.
Ewa Stankiewicz, ultraprawicowa dziennikarka, nie miała raczej na celu tego, aby tylko i wyłącznie sprowokować posła Platformy Obywatelskiej. Wydaje mi się, że chciała zajrzeć mu niczym 'stomatolog' do jamy ustnej i sprawdzić czy wszystkie zęby ma zdrowe. Kamera ma duże możliwości.
Okazało się jednak, że kamera coś zauważyła. Chwilę później próbowano zakneblować poselskie usta, a także wysłano zawiadomienie do niezależnej prokuratury. Teraz należy zastanowić się nad tym czy kamera była sprawna, a także nad tym czy wszystkie zęby były zdrowe.
Poseł, jak to poseł- poburczy i przestanie.